Przejdź do głównej zawartości

To Mother Earth

Brak mi lasu. Już tak dawno nie spacerowałam pomiędzy brzozami, tak dawno nie tuliłam się do ich białej kory. Tak mi tego teraz brak. Wiatr we włosach, krople ciepłego jak na koniec października deszczu, szum ostatnich liści w koronach drzew. Tylko tyle ze szczegółów, które udało mi się zapamiętać, zobaczyć wracając do domu z przystanku autobusowego. I tęsknota do wolności, do chwil, gdy można iść przed siebie myśląc o wszystkim jednocześnie.

To nie tylko czas Samhain’u. To samo czułam przed tygodniem, siedząc na ławce nad zalewem. Świeciło słońce, wiatr poruszał falami na wodzie, dookoła jesienne liście. I bliska sercu osoba obok. Tak szybko płynie czas. Niedawno wszak Mabon świętowałam, już Samhain. I tyle zmian w moim życiu, choć ciągle czuję się szczęśliwa – to świadomość posiadania przyjaciół.

W sobotę Samhain. To, co czułam w tamtym roku jest historią. W tym mam pełne prawo poczuć to samo – będzie to swoisty powrót do domu po długiej nieobecności, z nowym bagażem doświadczeń. Dziękuję za to, że mam muzykę relaksacyjną, że mam możliwość medytacji, relaksacji by zagłuszyć wszelkie niepokoje serca, złe samopoczucia. Dziękuję za wiarę i siłę, jaką z niej mogę czerpać, za ciągłe poczucie tego, że jesteś obok mnie. Dziękuję za wiele rzeczy, których nie sposób wymienić.

Komentarze

  1. tak, tak. przyjaciółko :)

    ps. znam ten szablon ;) bardzo mi się podoba u ciebie w nowym miejscu, jest relaksacyjnie, za co dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sprawdziłam w google, co to święto oznacza, coś mnie ujęło w jego opisie. Może dziś wieczorem wystawię chleb dla duchów na progu domu...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …