Przejdź do głównej zawartości

W słabym ciele silny duch

Jedno z tych uczuć, których stanowczo nienawidzę. Słabość względem drugiego człowieka. Taniec z mężczyzną, którego widzisz po raz pierwszy w życiu i znasz jedynie jego imię, a do tego jest od ciebie dwa razy silniejszy nie jest przyjemny. Uczucie zagubienia również miłe nie jest, gdy każą ci tańczyć coś, czego nigdy wcześniej nie tańczyłaś. Szczerze mam dość, ale nie zrezygnuję, tak łatwo się nie dam. Zastanawiam się jedynie, w jakim stopniu robię to dla siebie, a w jakim dla Franka.
Stwierdzić muszę także, że dzieje się ze mną coś niepokojącego. To, co robię jest dla mnie samej niepojęte. A gdy zadaję sobie pytanie: po co to wszystko, odpowiedź mnie przeraża. Przeraża mnie jednokierunkowość mojego myślenia, jeden cel, do którego wszystkie moje myśli i czyny zarazem zmierzają, nie w pełni świadomie.
Czy chcę poczuć się w czyimś władaniu?
Co to miało być za pytanie? To, że chcę wiedzieć, czego ode mnie chcesz, czego oczekujesz i za kogo mnie uważasz, nie znaczy, że musi to dla mnie mieć jakieś strasznie ważne znaczenie. Chcę wiedzieć, co sama z tym zrobię - to już moja tajemnica, jedna z tych myśli, które zmierzają w jednym i tym samym kierunku.
W tym momencie czuję się jak hazardzistka. Albo wszystko wygram, albo przegram. Bez znaczenia na wynik, gra jest z pewnością niebezpieczna, to jak kroczenie nad przepaścią. Najważniejsze jednak, że przynajmniej dla mnie jest to czysta gra, żadnego z nich nie okłamałam, żadnemu nic nie obiecywałam, nie zrobiłam nic takiego bym miała mieć wyrzuty sumienia.
Ale, ale… od kiedy mi zależy na czystym sumieniu? Powiedzmy, więc, że to Daimonion.

Ja się nie gniewam
Noce przepłakane licząc
Szczęście zmywam
I nas
Już nie tak samych

Pewnego dnia odkryjesz
Chłodem list napisany
I to, że świat wciąż ten sam
choć bez nas już
Już nie tak samych

Iluzoryczna pustka
Rozgości się w twoim domu
Przeze chwilę jej na to pozwolisz
Lecz ciągle ten sam
Zapomnisz
O nas sobie nieznanych


(Przed rozstaniem, biblioteka szkolna, 27 X ’08)

Komentarze

  1. Nie wiem na ile dosłownie potraktować pierwszą część posta :) - jeśli taniec staje się walką i próbą sił rzeczywiście przestaje sprawiać przyjemność.

    Będę trzymać kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Liadan! Dopóki toczy się gra zawsze można wygrać. Mam nadzieję, że warto ryzykować, chociaż swoją drogą w tej grze nigdy nie przegyrywa się wszystkiego :)Serdeczności!
    pysiaczek

    OdpowiedzUsuń
  3. Zeruyo: dosłownie, od niedawna tańczę w zespole ludowym. Brak tu jakichkolwiek metafor i ukrytych sensów - szara rzeczywistośc ;)
    Pysiu teraz już wiem, że nie przegram wszystkiego, ale teraz wiele rzeczy sobie poukładałam by nie stracic czegoś drogiego zyskując droższe ;)

    Pozdrawiam Serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …