Przejdź do głównej zawartości

"Beth a dewi di, deg ei gosteg?"

Wiatr cichnie, słońce gaśnie na horyzoncie, świat zdaje się pogrążać w śnie. Z każdą chwilą, z każdą nową sekundą, która odeszła w zapomnienie, coraz ciszej, coraz spokojniej. Śpij…

A my wykorzystamy ten moment by spotkać się na granicy wszechświata, przekroczymy niewidzialne granice naszych światów i jak dawniej będziemy się śmiać ze wszystkich konwencji. Świadomi jesteśmy przy tym, że zarówno ta granica jak i nasze spotkanie są jedynie iluzjami wyssanymi z palca. Życie jest jednak grą, podczas której warto być szczęśliwym graczem.
Tak dawno temu, bardzo dawno, nieliczni pamiętają a i ci nie wszystko. Dookoła czai się nieznane, idąc przez życie można zabłądzić wśród tylu ścieżek, tyle przeróżnych dróg i wszystkie jednakowo kuszące. Te wspomnienia także w jakiś sposób są niczym pajęcza sieć, może zabrnąć w nich za daleko, zapomnieć wówczas o rzeczywistości i już nigdy do niej nie powrócić. Niezwykli jesteśmy jednak snuć tak pesymistyczne wizje świata, wolimy zieleń i odurzając zapach lasu wczesnym latem. Reszta była, jest i będzie milczeniem. Nie patrzymy wszak w gwiazdy po to by odgadywać z nich wydarzenia każdego przyszłego dnia, patrzymy bowiem tam – właśnie w tej odległej dali – znajduje się to, co ukochaliśmy.
Prawdziwy wędrowiec wychodząc z domu nie ogląda się ponoć za siebie. Człowiek, który jako pierwszy postawił taką tezę na pewno wędrowcem nie był, bowiem można wędrować każdego dnia swojego życia nie oddalając się znacznie od domu, nie wspominając nawet o oglądaniu się za siebie. Powiedziałabym nawet, że każdy dzień naszego życia jest w pewnym sensie wędrówką, a my, czy nam się to podoba czy nie – wędrowcami. Wypowiedziałabym wiele prawd większych i mniejszych, o wielkim znaczeniu dla świata, żywiąc nadzieję, że coś nowego do niego wprowadzą, ale nie powiem ani słowa, bowiem nie zwykłam mówić gdy mówią inni. Tak, konsekwencją tego jest moje milczenie, którego inni ludzie praktycznie nie znają. Mówią by mówić, o czymkolwiek – pogodzie, polityce, powtarzają utarte frazesy dotyczące życia, jak gdyby naprawdę zaznali go w takim stopniu by wiedzieć, jak naprawdę ono wygląda. Wiedzące wówczas uśmiechają się pod nosem, oczy im błyszczą, gdy patrzą w dal i choć słuchają nie słyszą, bo głośniejsza jest pieśń ziemi, która dźwięczy im w duszy. Porządny druid może odwróciłby się plecami do osoby, która ośmieliła się tak sprofanować słowo.
Już wiem, co jest prawdą. Jestem nią ja.

Komentarze

  1. Czekałam, kiedy Zenza to napisze, bo to była zawsze jego rola, ale się nie doczekałam, więc powiem sama: coraz lepeij piszesz , Liadan! PBS

    OdpowiedzUsuń
  2. Emmo nie zapominaj, że ja jestem ten zły :)

    OdpowiedzUsuń
  3. aha i jeszcze coś-

    by śmiać się ze wszystkich konwencji nie trzeba przekraczać granic żadnego "świata"- gapo!

    :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …