Przejdź do głównej zawartości

Ostatni post tego roku

Raz, dwa, trzy…
Otwierasz oczy i widzisz świat moimi oczami.
Wyobraź sobie las o poranku. Taki, w którym mgła jeszcze unosi się nad ziemią, ale już pierwsze promienie słońca przebijają się przez liście. Potrafisz sobie to wyobrazić? Więc teraz kolejne zadanie - znajdź to miejsce. Uwierz, wystarczy jedynie chcieć.
Przybywający z każdym nowym dniem księżyc sprawia, że powracam wspomnieniami do minionego roku i marzę o zieleni traw, drzew, świata. A w marzeniach tych wygrzewam się w Słońcu południa, spoglądam z ciekawością w tafle mojego małego jeziorka na uroczysku, z nadzieją, że kogoś w niej ujrzę. Otwieram oczy by zobaczyć, jak mróz posrebrza świat nie licząc się wcale z tym, że Słońce świeci jasno. Minęło Yule, nadchodzi Imbolc. Mija kolejny rok. Oby nadchodzący był jeszcze lepszy, owocniejszy niż miniony, we wszystko.
Dzisiejszej nocy udam się w jedną z wielkich podróży. By jednak rano nie obudzić się z wrażeniem iż był to jedynie sen przygotuję zeszyt i wszystko zapiszę. Ubierając przy okazji w piękne słowa jak to ja zwykłam czynić.
Z rzeczy przyziemnych, o których ostatnio pisać mi się nie chciało: kolejny już raz jestem szczęśliwą posiadaczką rudych włosów. Już niedługo studniówka, która zaczyna we mnie budzić przerażenie. Wcześniej jednak witamy nowy rok, więc w ramach pożegnania starego, krótkie jego podsumowanie.
Jednoznaczna ocena z pewnością nie jest możliwa (wbrew poglądowi, że nie ma rzeczy niemożliwych).
Początek, styczeń – operacja. Koszmar, który trwał przez kilka miesięcy. Koszmar, bo nadal trudno mi uwierzyć, że coś tak strasznego mogło mi się przytrafić, trudno uwierzyć, że coś takiego stać się mogło w życiu. Te kilka miesięcy, o których próbuje zapomnieć, choć pamiętając nie szybko zgodzę się na kolejny koszmar. Trudno mi powiedzieć, kiedy się skończył. Koniec maja był przełomem, po nim wszystko nabrało zupełnie innych barw. Szaleństwo, które zdecydowanie było źródłem wielkiego szczęścia, choć niestety nie tylko. Lipiec, moje urodziny, spotkanie z Keriann – zdecydowanie jedno z dwóch największych osiągnięć tego roku. Przezwyciężenie wreszcie tego, że znajomi z Internetu nie są prawdziwymi znajomymi i satysfakcjonująca myśl, że wreszcie mogę powiedzieć – mam przyjaciół! Kolejne miesiące mijały pod tym samym znakiem szczęścia i szaleństwa, a potem przyszło jeszcze jedno szaleństwo. Teraz widzę, że gdyby nie pewien problem moje życie byłoby naprawdę zbyt cudowne i bajeczne, musiał być. Bo szaleństwo pokazało swoje negatywne strony i pokazuje je do dziś, jeśli ktoś zna antidotum to ja poproszę.
Nadchodzący rok – kilka planów, w tym zdanie matury i dostanie się na jakieś studia, praktyczny kurs wiedź mienia po maturze… Wszystko będzie dobrze, bo niemal wszystko to jest w moich rękach. Jeżeli nie będzie, to ja już się postaram by było.
W sumie – by tak pozytywnie nie było – mogę powiedzieć, że zwykle tak mówię, a potem i tak wychodzi inaczej niż chcę, co jednak nie oznacza, że nie fajnie ;)

Komentarze

  1. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Wielu fajnych fotek i pogody ducha! Zawsze wierzę, że Nowy będzie lepszy. Mam nadzieję, że to optymizm, a nie głupota... Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  2. Liadan! Widzę i czuję nadejście MOCY :)) Tak trzymaj. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam za Ciebie kciuki, nie poddawaj się nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech Ci się szczęści w w Nowym Roku posiadaczko Rudych włosów :)

    Niech będzie pełen Cudów i Białej Magii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem punktualna - nigdy nie bylam - ale tez sie chce dolaczyc do grona zyczacych.
    Niech nowy rok bedzie jak dobre haslo na zaped, na nowa energie, na cos szalonego, na odwage i milosc.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …