Przejdź do głównej zawartości

Ostatnia pełnia tego roku

Gdybym mogła zasnęłabym i w snach wędrowała przez wciąż nieodkryte lądy mojej podświadomości. Teraz, gdy wiem, że tam – w głębi mnie – jest tak pięknie, będę tam wracać ilekroć tego zapragnę. Nie to mnie jednak zachwyca – piękniejszy jest bowiem fakt, że cząstkę tego świata mogę odnaleźć w świecie całkowicie materialnym, istniejącym w rzeczywistości ziemskiej.
Kocham ten świat, mimo jego wad, absurdalnych zachowań ludzkich. Kocham ten świat za Księżyc, za Słońce, za niebo i ziemie, za każdą najmniejszą roślinkę i każdy liść na każdym drzewie, choć aktualnie ich brak.
Kocham, choć mam problemy. Nie są poważne, jednak bardzo mi zależy na ich rychłym rozwiązaniu, a przecież „Zdrowa kapłanka naprawi wszystko wokół” i ja udowodnię samej sobie i innym, że potrafię, muszę, bo za bardzo się do niego przyzwyczaiłam, do niego i jego uśmiechu.

Komentarze

  1. pozdrawiam siostro

    ps. tylko nie wpadnij w paranoje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś ta miłość do świata jakoś szczególnie odczuwalna. I ja pozdrawiam weekendowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja lubię czytać takie słowa:
    ,,Kocham ten świat, mimo jego wad, absurdalnych zachowań ludzkich. Kocham ten świat za Księżyc, za Słońce, za niebo i ziemie, za każdą najmniejszą roślinkę i każdy liść na każdym drzewie" PBS
    ps. Masz świadomość tego, że jeszcze nie tak dawno niczego takiego byś nie powiedziała?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zenzo: za późno
    Zeruyo: dziś minęło bezpowrotnie
    Emmo: zastanawiam się, jak mogłam coś takiego napisać

    :)

    Pozdrawiam Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Chmurkowy

Wymyśliłam* sobie sweter.
Miał być:
lekki i puszystyotwarty (open fronts) czyli bez żadnych zapięć/guzików itp.pasujący zarówno do jeansów jak i do sukienek/spódnicczarny (czyli też pasujący do wszystkiego)

Do tego projektu wykorzystałam połączenie Drops Kid Silk (mieszanki moheru i jedwabiu) z Drops Lace (czyli alpaka z jedwabiem) - uzyskując na drutach 4,00 mm dzianinę lekką, ale ciepłą. Dodatek jedwabiu nadaje zaś całości elegancji.
Nie jestem także pewna, czy byłabym w stanie nosić sweter z samego moheru (i ewentualnej alpaki) ze względu na podgryzanie.



Cała matematyka stojąca za tym swetrem opiera się oczywiście na grzecznie wydzierganej, wymoczonej i zblokowanej próbce obliczeniowej. Jakby wziąć pod uwagę czas potrzebny na wydzierganie każdego swetra to jednak zrobienie takiej próbki stanowi tylko ułamek tego czasu, a pozwala nam zaoszczędzić frustracji i prucia. Take time to save time.. Prucie w ogóle nie stanowi miłego doświadczenia, a prucie moheru już w szczególności.


Żeby n…

Bullet journal - trzy lata planowania

Działanie w wersji analogowej mam we krwi. Odkąd pamiętam otaczałam się mnóstwem notatników, dzienników, kalendarzy i szkicowników. Pisałam, rysowałam, malowałam, bazgrałam. Pomagało mi to usystematyzować pewne myśli, radzić sobie z ich natłokiem, wyrzucałam trudne uczucia na papier, ale także uczyłam się nowych rzeczy i śledziłam postępy.

Nie były to jednak nigdy listy zadań. Za planowanie wzięłam się dopiero na etapie ciąży. Pojawienie się dziecka i macierzyństwo stanowiło tak totalny zwrot w dotychczasowym życiu i było na tyle ważne, że nie chciałam pozwolić sobie na improwizowanie. Na tym etapie tworzyłam listy tematyczne, jak  choćby listę rzeczy do spakowania do szpitala na poród, albo listę rzeczy, które należy kupić zanim dziecko pojawi się na świecie, itd.
Gdy Ola pojawiła się na świecie trochę odpuściłam z planowaniem, życie na urlopie macierzyńskim w pierwszych miesiącach było spokojne i przewidywalne. Dalej notowałam sobie różne rzeczy, starałam się śledzić postępy w robie…