Przejdź do głównej zawartości

Zielono mi ;)

Zapominam o ludzkich skłonnościach dobrowolnie poddając się kociej naturze - zaczynam mruczeć na Słońcu, wygrzewam się w cieple, każdą m0żliwą chwilę wykorzystując dla własnej korzyści. Czemu suche liście dębu nie pospadały z drzew, ale szumiąc na wietrze złowrogo niepokoją jakże spokojną wiosenną duszę? Czemu Luna świeci na niebie w dzień, podczas gdy ja chciałabym tak sam na sam chwilę ze Słońcem? Pytania i uśmiech na twarzy. Nieistotne.
Czarna spódnica, czarna bluzka i czarny sweter, oczy pomalowane na czarno i czarne pazury. Przesadzam? To tylko image. Na twarzy uśmiech, w oczach niebezpieczny blask. Żyję, kocham, oddycham pełną piersią. Pogodziłam ze sobą zbliżającą się maturę i pragnienie przebywania na łonie natury - wystarczy przecież zapakować w torbę książkę, wybrać się do lasu, na polanę, tam nawet więcej spokoju, więcej ciszy, więc i rezultaty nauki większe. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli, zapewne mieli także dziwne myśli. Ich myśli są jednak ich myślami, a mi było tak strasznie przyjemnie. I znowu odzywa się we mnie kocie mruczenie, tak mi ostatnio ze wszystkim przyjemnie. Mój strach jest moim strachem, a skoro jest we mnie, to jedynie ja mogę coś zmienić, by go nie było. I nie ma, bo jest On :) To wszystko dla niego, dla nas, więc niech będzie moją siłą, podporą. To głupie, że też ja czegoś takiego potrzebuję. Uzależniona od natury. Bez niej umarłabym. Czy wiecie jak przyjemnie pachnie las wieczorem? Tego nie da się porównać do niczego, nawet opisać...
Że też mi coś takiego przychodzi do głowy. Poezja jest pierwotną siłą, naturą, więc czemuż miałabym ją sprzedać, wymienić na prozę codzienności? Rezygnacja z czegoś, co dawniej jawiło mi się ideałem, nie oznacza rezygnacji z poezji. Nie, ja jedynie walczę o szczęście w życiu. Nawet ja od czasu do czasu muszę zdjąć swoje kapłańskie szaty i chwyciwszy miecz w ręce zawalczyć, widać sama modlitwa to nie wszystko, trzeba pokazać, że się na coś zasługuje.
Jutro, może nawet jeszcze dzisiejszej nocy, spadnie deszcz a ja chyba bardzo, ale to bardzo będę musiała się postarać by nie popełnić pewnego szaleństwa i nie zatańczyć w kroplach tego deszczu. Wiem, ten deszcz jeszcze nie jest letni, jeszcze nie jest tak ciepło by coś takiego robić i możliwość zaziębienia się jest zbyt wielka. Wiem, ale taniec jest irracjonalny, jest kwintesencją tańca emocji w duszy, więc jakże ja mam kierować się rozsądkiem?
Będzie, co będzie.
Prawda jest taka, że wróciła wiosna a ja zaczynam pisać, coraz więcej i więcej. Może słowom wrócę w ten sposób sens. Tyle się szykuje. Czas pędzi jak szalony. To nie strach, to ciekawość tego, co będzie. Czy stanie się to, na co już niemal rok czekam? Oskarżam siebie, że za dużo "o tym" myślę. Za dużo przy ówczesnym stanie rzeczy, ale co mi tam... Raz się ponoć żyje (i piszę to osoba wierząca w reinkarnacje). Będzie co ma być a ja i tak naiwnie wierzę, że będzie cudownie a moje króciutkie tegoroczne wakacje na długo pozostaną w mojej pamięci...
Moja pamięć, powinnam pozapominać jak najwięcej nieistotnych rzeczy, by zapamiętać jak najwięcej do matury... Wracam się uczyć ;)
Trzymajcie się ciepło. Ostatni egzamin - ustny angielski - mam 13 maja, miejmy nadzieję, że kiedyś będę mogła jeszcze wrócić do dawnych nawyków i codziennie Was odwiedzać ;)

M. brakuję mi Twoich słów, Twojej poezji :)

A tak przy okazji, skoro już ma mi być zielono... ;)
http://www.photoblog.pl/liadan

Komentarze

  1. To wewnętrzne mruczenie... ile w tym radości ! :)

    Jak dobrze, że jest wiosna.
    Będę trzymać kciuki w maju.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieczęsto czytuję tak prawdziwie brzmiące opisy Natury.. jej siły, magii.. Twoje słowa pachną wiosennym popołudniem spędzanym na polanie..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…