Przejdź do głównej zawartości

W szerokim świecie...

Ot, i post na życzenie...

W szerokim świecie bywa mi różnie. Czasami wracam do domu zmęczona, z okropnym bólem głowy i ogólną nienawiścią wobec ludzkości. Gdy patrzę na ludzkie wykolejenia nie jest mi wcale żal. Niektórzy wystarczająco się nad sobą użalają, by nie potrzebować współczucia innych.
Ale są ludzie, którym jednak współczuje. Przyglądałam się pewnej kobiecie napotkanej w tramwaju. Było w niej dużo naturalnego piękna – piękna zniszczonego przez zaniedbanie, jakieś straszne szaleństwo, które niemal krzyczało z całej jej osoby – podarte klapki, włosy w bezładzie, i ten uśmiech na twarzy… Mogła być tak piękna, gdyby jej życie potoczyło się inaczej. A tak wyglądała jak ofiara przemocy w rodzinie.
Swoją pracę wciąż lubię, nawet daję się wykorzystywać zostając po godzinach (dotychczasowy rekord – ponad 12 godzin w pracy jednego dnia). Oczywiście nie kieruje mną dobroć serca i potrzeba pomocy bliźniemu. Czyste wyrachowanie – więcej godzin, większa wypłata. Moja siostra zdążyła mnie nazwać materialistką. To jednak zdaje się zależeć od punktu widzenia. Ja na przykład za materialistę się nie uważam. Nie otaczam się żadnymi dobrami materialnymi. A to, że chcę zarabiać wynika z faktu zrozumienia, iż pieniądze są bardzo pomocne w realizacji marzeń. Marzeniem jest lustrzanka cyfrowa. Model wybrany. Cena mniej-więcej ustalona, teraz wystarczy jedynie odpowiednią kwotę uzbierać. Z licznych wyliczeń wynika, iż potrwa to trochę – ile dokładnie mówi licznik, który pojawił się na tym blogu. Ja wiem, że to strasznie długo. Może uda mi się to skrócić o miesiąc, może dwa. Ale cierpliwości i oszczędności i tak muszę się nauczyć. I chyba nigdy wcześniej na czymś mi tak nie zależało. Cieszę się, że pracuję, dzięki temu mogę spełniać właśnie takie swoje marzenia. Nie muszę liczyć na innych, prosić, wymagać. Moje marzenia są w moich rękach.
Co to tej lustrzanki zaś – zrozumiałam, że kocham fotografię, gdy popsułam swój dotychczasowy aparat cyfrowy (wymagając od niego zbyt wiele?). Brakuję mi aparatu, możliwości zamykania piękna w obrazie.
Czy tęsknię za dawnym koszmarnym życiem? I tak, i nie. Z pewnością tęsknię za lasem, za polami, które w czasie żniw musiały wyglądać przepięknie pozłacane dojrzałym zbożem, za polnymi piaszczystymi drogami, po których można chodzić boso, za tańczeniem i śpiewaniem wśród traw i drzew, za przytulaniem się do kory mojej przyjaciółki-brzozy na uroczysku, za zachodami słońca, pełniami, rozgwieżdżonym niebem, rechotem żab w pobliskich stawach, ujadaniem psów nocami, skrzypieniem furtek. Mam wymieniać dalej? Brakuję mi tamtego życia, znaczna część mnie to właśnie to życie – to moje powietrze.
Ale przecież nie siedzę w mieszkaniu i nie żyję wspomnieniami jak cudownie było dawniej i jak fajnie byłoby gdyby… Znalazłam coś, co nazwałam domem zastępczym, miejsce, w które wybieram się, gdy mam wolny dzień. Nie wiem, co sobie o mnie pomyślicie. Pisałam, że się zmieniam, jednak pod niektórymi względami chyba już się nie zmienię. Nie szukam towarzystwa ludzi, w tłumie zawsze będę szukała samotności. Dlatego warszawskie parki nie mogą być takimi domami zastępczymi. Poza tym – one wcale nie przypominają lasu. Ale są miejsca, gdzie nie ma zbyt wielu ludzi, a drzew jest wystarczająco dużo by poczuć się przyjemnie, nawet jeżeli tym miejscem jest cmentarz.
Powązki kocham. Ten cmentarz tchnie historią i pięknem cudownych rzeźb, budowli, obecnością aniołów. Są tam cudowne aleje wzdłuż, których rosną drzewa. Mam nadzieję, że uda mi się odnaleźć jeszcze aleje brzozową, bo wzbudziła we mnie taki zachwyt, że coś we mnie chciało zapłakać z radości. Będę tam wracała.
Za czym nie tęsknię? Za bezczynnością, za siedzeniem w domu i czekaniem aż ktoś raczy zrealizować moje marzenia, za nadmiarem wolnego czasu – kiedy jestem w pracy nie myślę o tym, czego (lub kogo) mi brak.
Żyję. Wykreślam kolejne dni z mojego kalendarza, i jest tak, jak gdybym wykreślała dni mojego życia. Pozostało mi mniej czasu, a ja się tym nie przejmuję.

Komentarze

  1. Widzę dużo radości w tym co napisałaś, bardzo mnie to cieszy.

    Na wsi nocami psy ujadają inaczej niż w dzień. Nawet tutaj tęsknią za wolnością. Za niespiesznym życiem.

    Liadan masz świetny styl :) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. też lubię cmentarze :) chyba wiem, o czym piszesz i do czego tęsknisz. mając w pamięci obrazy, o jakich piszesz, nie umiałabym się nagle odnaleźć w wielkiej mertopolii, zwłaszcza w warszawie, której całym sercem nienawidzę :) i wciąż czekam, aż ktoś zdoła mnie przekonać, że jest w tym mieście choć skrawek piękna...
    ps. dziękuje za odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …