Przejdź do głównej zawartości

Dzielić się szczęściem...

Szczęście moje jest szalone, ale jakże ludzkie - zaproponowano mi pracę w innym miejscu na lepszych warunkach (cały etat - dla porównania aktualnie mam 1/4, nie mogłabym zaś liczyć na więcej niż 3/4). Jestem oczywiście świadoma, że to odpowiednio więcej pracy i w pewnym momencie poczuję zmęczenie, ale chyba powinnam być usatysfakcjonowana wypłatą. I pomyśleć, że tyle się mówi o kryzysie i bezrobociu - od kiedy pracuję utwierdzam się w przekonaniu, że jeżeli ktoś chce pracować i się stara, nie powinien mieć w tej kwestii problemów. Chyba, że ma kłopoty ze zdrowiem. Ale to już inna bajka. Cały etat to nie wszystko, gdyż kierowniczka zgodziła się na moje warunki, a raczej cały jeden warunek - mogę pracować tylko od rana do popołudnia, gdyż (i tu kolejna dobra wiadomość, kolejny wielki powód do szczęścia) - WRACAM DO DOMU!!! To ostatni miesiąc mojego "pomieszkiwania" w Warszawie! Stwierdziłyśmy z siostrą, że wiele bardziej będzie mi się opłacało dojeżdżanie do pracy, tym bardziej, że moja mama i tak niemal codziennie przyjeżdża. A wszystkie to szczęście zmierzają ku jeszcze większemu szczęściu - im więcej pracy, tym więcej wypłaty i im więcej zaoszczędzę (za wynajem mieszkania płacę aktualnie 500 złoty, wg ogólnych wyliczeń za dojazd będę płaciła ok 200 zł), tym szybciej uzbieram na aparat i na lepszy model będę mogła sobie pozwolić.
Może śmieszy to jedyni mnie, ale coś takiego ostatnio we mnie jest, że ten aparat stał się niemal moją obsesją. Potrzebuję czegoś, czym mogłabym wypełnić wolny czas; czegoś, dzięki czemu poczuję znów satysfakcję z tworzenia. Wiem - to pułapka. Więcej pracy, mniej czasu wolnego, a więc teoretycznie mniej czasu na to tworzenie. Ale może to i lepiej, to, że mniej czasu wolnego. Może wreszcie przekonam się jak to jest, gdy jesień i zima minie mi bez depresji, bez głębszych załamań nerwowych, itp.
Ah, żeby nie było. Jest jeszcze jeden powód do szczęścia. Od pewnego czasu "znęcam się" nad swoim ciałem poprzez dietę i ćwiczenia. Widać efekty i czuć - po wczorajszym bieganiu dziś ledwo chodziłam, ale chodziłam i nie narzekałam. A jutro znów pobiegam, choćby ból nóg nie minął. Może zacznę uprawiać jogę?
Jutro dowiem się, jak spędzę następny weekend. Jeżeli nie po mojej myśli, będę zła, jak dawno nie byłam. Od trzech miesięcy, a więc od kiedy tylko pracuję nie miałam żadnego wolnego weekendu, więc mi się należy :) Ciekawe tylko, czy ktoś to uszanuję. A weekend mam zamiar spędzić u Keriann ;)
Jutrzejsze popołudnie mam wolne, więc jutro Was odwiedzę.
Pozdrawiam Serdecznie!
Liadan

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …