Przejdź do głównej zawartości

Jesienny deszczowy wieczór.

Jestem zmęczona. Ironio losu - po trzech dniach, bardzo miłych dniach spędzonych w domu, wracam do pracy zmęczona. I czemu? Bo obejrzałam kolejny głupi film amerykańskiej produkcji o kolejnym końcu świata. I do tego wracam ze świadomością, że wszystkie moje plany legły w gruzach - żadnego powrotu do domu, żadnej zmiany pracy. I do tego jeszcze ten nasz związek - tragedia.
Bynajmniej nie jest tak źle, jakby się zdawać mogło. Trzymam się całkiem dobrze i nawet ta wspomniana "tragedia" nie jest w stanie na dłużej pozbawić mnie dobrego humoru - wystarczy odpowiednia ilość muzyki celtyckiej, trochę książek, świeczki, krople deszczu we włosach, na szybie, ciepły koc i jeszcze raz książki, i ciepła herbata. Przecież nie jest źle. Pracuję tyle, ile pracować chcę. To, że aparatu jednak nie będę miała wcześniej nie jest aż tak trudne do zaakceptowania uwzględniając, że wkrótce wejdę w posiadanie dwóch książek dotyczących celtyckiego wzornictwa. Te kilka miesięcy (dokładnie 200 dni) poświęcę na twórczość celtycką, że pozwolę sobie tak to nazwać. Siostra stwierdziła, że chcąc nazbierać na ten aparat muszę całkowicie skupić się na nim, a nie szaleć ze szczęścia, gdy znajduję księgarnię internetową (polską) sprowadzającą książki zagraniczne. Moja siostra jednak nie jest mną i nie rozumie, iż kultura celtycka i druidyzm to moje życie, i jest ono dla mnie ważniejsze nawet niż aparat.
Ah, a gdy będę miała już książkę o druidyźmie, będę mogła przestać ukrywać się przed polskimi neopoganami (żart!) XD

...Zatrzymała się obok starej jabłoni. Było już ciemno, choć nie miała problemu z zobaczeniem jabłek leżących na ziemi - ich jasne kszatły wyraźnie kontrastowały z ciemnością wokół. Podniosła z ziemi jedno i nie bacząc na ziemię, którą było przybrudzone schowała do torby. Za sobą miała ciemną ścianę lasu, przed sobą rozległe pola, wiatr i deszcz. Nie bała się drzew, wiedziała jednak, że wśród nich schronienia szukają różne dzikie zwięrzęta - a ich się jednak bała. Domyślała się, że te dzikie zwięrzęta, które miała na myśli pewnie bały się jej tak samo jak ona ich, lecz różnica była taka, że ona ze strachu nie atakowała, one owszem. W oddali majaczył ciemny kształ lasu, pojedyńcze drzewa rozsiane po polach i deszcz, który nie śpiesząc się spadał z nieba. Schowa dłonie w rękawach płaszcza i ruszyła przed siebie. Po pewnym czasie wyszła na polną drogę, w oddali pojawiły się światła z niedalekiej wioski. Zatrzymała się w miejscu - tam gdzieś w oddali byli inni ludzie, schowani w ciepłych domach przed deszczem i chłodem. Przypomniała sobie jesienie sprzed lat, gdy ona także chowała się w ciepłym domu przy piecu, w którym palone drzewo wesoło trzaskało, gdy mama opowiadała niezwykłe historie. Uniosła twarz do góry, by móc spojrzeć w niebo. Na szkłach okularów pojawiły się duże krople deszczu, więc zdjeła je i włożyła do kieszeni płaszcza. Nie czuła żalu, tęsknoty do czasów dzieciństwa, nie czuła się nawet samotna. Podziękowała za to, co ma i nucąc cicho ruszyła przed siebie. Droga, którą szła omijała wioskę.

Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…