Przejdź do głównej zawartości

Przygody z kaligrafią ciąg dalszy


Już trochę czasu minęło odkąd pisałam o swojej przygodzie z kaligrafią. Wtedy to było mnóstwo entuzjazmu i wiary we własne możliwości. Teraz jednak jest to ciężka praca nad sobą i odrobina rezygnacji. Dla mnie - osoby, której w dzieciństwie nie uczono pisać piórem - sama umiejętność odpowiedniego trzymania pióra bywa trudna.

Dlatego wszystkie teksty, które chcę ładnie ozdobić nadal tworzą się starą metodą - szkic ołówkiem a potem zwykły mazak. To także nie jest najłatwiejsze, trzeba pilnować by linie były w miarę równe, ale daje efekty.

Nie mniej jednak nie mam zamiaru rezygnować z pracy nad sobą.



Komentarze

  1. Wspaniale!
    Ja od wieeelu lat marzę aby nauczyć się kaligrafii. Zawsze żałowałam, że nie uczyli tego w szkole.

    OdpowiedzUsuń
  2. heh, jedna z rzeczy, których raczej nie opanuję :>. Pięknie ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie niestety wielu rzeczy nie uczono w szkole - m.in szydełkować, czy robić na drutach, choć mój mąż już miał to w programie a nawet mój młodszy brat - wniosek z tego, że moja edukacja szkolna jest fragmentaryczna i wymaga uzupełnienia we własnym zakresie - ale dajcie mi czas :)


    Pozdrawiam już noworocznie!
    Liadan

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę dobra robota. Widać, że masz do tego serce. Przypominają mi się japońscy mistrzowie kaligrafii, w ich wykonaniu pisanie liter to cała filozofia. Kaligrafia jest sztuką, tak samo jak malarstwo. Zazdroszczę talentu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …