Przejdź do głównej zawartości

O twórczości Stieg'a Larsson'a z liadanowego punktu widzenia.

Po przeczytaniu dwóch z trzech części serii Millenium zdecydowałam się napisać kilka słów dotyczących moich wrażeń i przemyśleń na temat twórczości tego Pana.

Nigdy nie byłam wielką miłośniczką powieści kryminalnych, ale zdarzyło mi się kilka z nich przeczytać. O serii Millenium słyszałam wiele pozytywnych opinii do tego intrygujący tytuł: "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" więc sięgnęłam i przeczytałam niemal z zapartym tchem. Książka wciągająca i należy jej do przyznać. Druga część, "Dziewczyna, która igrała z ogniem" także, a może nawet jeszcze bardziej.

Ale... żeby nie było, że tym razem będzie post pochwalny na część twórczości Larsson'a to powiem, że bardzo, ale to BARDZO nie podoba mi się STYL tego Pana.

Pierwsza część - "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - może to wina tłumaczenia, nie wiem - w każdym razie angielskie słówka, wtrącania - nie rozumiem czemu miałoby to służyć. Ok, ludziom w codziennym życiu zdarza się wpleść tu i ówdzie angielskie słówko - mi także - i może rzeczywiście sprawia to wrażenie realności języka, którym posługują się bohaterowie. Ale zwyczajnie nie podoba mi się taki zabieg w literaturze.

Druga część - "Dziewczyna, która igrała z ogniem" - i tutaj będę jeszcze bardziej krytyczna - ale przepraszam bardzo, ja czytam powieść kryminalną czy reklamę konkretnych produktów? Może znowu będę niedzisiejsza, może we współczesnych powieściach należy pisać, że bohater nie tylko korzysta z komputera, ale jest to komputer KONKRETNEJ FIRMY (i tutaj jeszcze oprócz konkretnej nazwy danego modelu wymienienie tego co zawiera w sobie) albo pojawiająca się co chwilę informacja, że meble, z jakich korzysta bohater, bądź jakie pojawiają się w jego przestrzeni są meblami z IKEI. Nie mówiąc o opisie (na kilka stron jak dobrze pamiętam) wycieczki bohaterki do sklepu IKEA.
Aż nie mogę się oprzeć, zacytuję Wam fragment książki:
Dowlokła się do 7-Eleven, gdzie kupiła szampon, pastę do zębów, mydło, kefir, mleko, żółty ser, jajka, chleb, mrożone bułki cynamonowe, kawę, herbatę ekspresową Lipton, ogórki konserwowe, jabłka, duże opakowanie Billy's Pan Pizza i karto marlboro light. Zapłaciła kartą Visa.
I ja się pytam. Po co to wszystko?
Mnie to zniechęciło.  Sięgnę po trzecią część by poznać dalsze losy bohaterów. Ale Larsson nigdy nie będzie dla mnie przykładem utalentowanego pisarza, bo stworzenie wartkiej akcji i ciekawych postaci to raz, a dwa to styl w jaki się to ujmuje.

Komentarze

  1. Hm, nie czytałam jakoś do tej pory... i po prawdzie, nie wiem, czy szybko przeczytam. Podejrzewam, że takie opisy mogą mnie skutecznie zniechęcić :/

    OdpowiedzUsuń
  2. A może takie opisy to właśnie powrót do tradycji realizmu literackiego? ;)

    Ogólnie "Millenium" nie czytałam, pewnie się kiedyś wezmę, z czystej ciekawości "Co te ludzie w tym widzą", ale póki co mam za dużo innych kniżek w kolejce :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się podpisuję pod oboma komentarzami nade mną ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …