Przejdź do głównej zawartości

Irlandzki sweter

Zdjęcie ze strony wydawnictwa Nasza Księgarnia
Na potrzeby tego posta załóżmy, że nie potrafię pisać recenzji, więc post ten nie będzie niczym ponad moją własną opinię na temat danej książki.


Główna bohaterka - Rebecca Moray - jako archeolog tkanin wyrusza na Wyspy Aran (Irlandia) aby badać tradycję słynnych swetrów, które po irlandzku zwie się  Geansaí Árann . Zamierza bowiem napisać książkę poświęconej tej tematyce. Praca jest dla niej pewnego rodzaju ucieczką przed dramatycznymi wydarzeniami z przeszłości, jednakże  - jak łatwo się domyślić - jest zupełnie inaczej. Irlandczycy nie wyjawiają jej swoich sekretów od razu - na początek musi nauczyć się prząść, pomóc jednej z kobiet, w końcu wyruszyć do Dublina, aby zobaczyć Sharon - przyjaciółkę poznaną na studiach w Ameryce. Oczywiście  poświęca trochę czasu na badania swetrów, a każdy rozdział zaczyna się fragmentem opisującym poszczególne sploty na drutach, jednakże stwierdziłabym, że jednak jak dla mnie temat został potraktowany dość pobieżnie, zbyt pobieżnie. Postacią drugoplanową jest starszy mężczyzna, Sean, który na skutek jeszcze bardziej dramatycznych wydarzeń odsuwa się od innych ludzi i uchodzi w miasteczku za gbura, od którego lepiej trzymać się z daleka. Ten sam starszy mężczyzna jednak niemal w mgnieniu oka staje się bardzo miłym i życzliwym człowiekiem dla wszystkich po poznaniu Rowan, córki Rebeki. Obawiam się, że ludzie w rzeczywistości nie zmieniają się z dnia na dzień na skutek kilkuminutowych spotkań z innymi, więc ten wątek do mnie nie przemawia. Ocena końcowa? Przyznaję, że książka traktująca o robieniu na drutach, której akcja rozgrywa się w Irlandii jest dla mnie tak niesamowitym połączeniem dwóch pasji, że i tak należy do moich ulubionych. Nawet uwzględniając, że zachowanie głównej bohaterki jest wyjątkowo denerwujące, ale też pojawia się dość zabawny wątek miłosny, w którym rudy irlandzki skrzypek powtarza, że bohaterka uważa go za pięknego, bądź stwierdza, że jest rudy na całym ciele. Nie mniej jednak polecam, bo warto nawet dla zwykłej rozrywki. Wchłonęłam w 4 dni :)

W związku z tym, że Światowy Dzień Robienia na Drutach w Miejscach Publicznych był dość deszczowy i zimny wolałam zostać z drutami i kłębkiem w domu. Za to nadrobiłam w niedzielę a oto i zdjęcie zrobione przez męża, którego udało mi się na chwile oderwać od łowienia ryb nad żoliborskim kanałkiem.







Komentarze

  1. no to mnie zaciekawiłaś - jak mi wpadnie w łapki, nie omieszkam przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak kiedyś zdobędę to sobie też przeczytam :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak miło brzmiący tytuł :) Nie dziwię się ,że zainteresowała Cię ta książka :)
    Już nie jesteśmy takie naiwne i wiemy,że ludzie się tak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie zmieniają ;)
    Milutkie zdjęcie ci mąż zrobił :) Pozdrawiam serdecznie!!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Chmurkowy

Wymyśliłam* sobie sweter.
Miał być:
lekki i puszystyotwarty (open fronts) czyli bez żadnych zapięć/guzików itp.pasujący zarówno do jeansów jak i do sukienek/spódnicczarny (czyli też pasujący do wszystkiego)

Do tego projektu wykorzystałam połączenie Drops Kid Silk (mieszanki moheru i jedwabiu) z Drops Lace (czyli alpaka z jedwabiem) - uzyskując na drutach 4,00 mm dzianinę lekką, ale ciepłą. Dodatek jedwabiu nadaje zaś całości elegancji.
Nie jestem także pewna, czy byłabym w stanie nosić sweter z samego moheru (i ewentualnej alpaki) ze względu na podgryzanie.



Cała matematyka stojąca za tym swetrem opiera się oczywiście na grzecznie wydzierganej, wymoczonej i zblokowanej próbce obliczeniowej. Jakby wziąć pod uwagę czas potrzebny na wydzierganie każdego swetra to jednak zrobienie takiej próbki stanowi tylko ułamek tego czasu, a pozwala nam zaoszczędzić frustracji i prucia. Take time to save time.. Prucie w ogóle nie stanowi miłego doświadczenia, a prucie moheru już w szczególności.


Żeby n…

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…