Przejdź do głównej zawartości

Simply cowl


Ten 'prosty otulacz' powstał na skutek zniechęcenia do cienkich nitek, którymi ostatnio dziergam, dodając do tego cienkie druty wychodzi mnóstwo czasu i pracy a marny, widoczny efekt.  Musiałam się oderwać, więc popadłam ze skrajności w skrajność i zabrałam się za dzierganie z Malabrigo Worsted ze 100 % merino. Grubas i do tego tak mięciutki, że cały czas musiałam się powstrzymywać od przytulania fragmentu już wydzierganego.

Nabrałam na druty KP 8,0 mm 125 oczek i przerabiałam w koło na żyłce 60 cm, dzięki czemu otulacz ma w obwodzie nieco ponad 80 cm. Spodziewałam się, że z jednego motka wyjdzie tego niezbyt wiele, ale tutaj pozytywnie mnie zaskoczyła ta włóczka. Nie jest wielki, ale ma odpowiednią szerokość. 

można go nosić tak
i tak - wykorzystując ozdobną agrafkę. 
zamotać sobie wokół szyi
albo  zamotać trochę inaczej













Jak widać jest wiele możliwości noszenia go, w pewnych warunkach można również jedną warstwę założyć na głowę w formie kaptura.  Nie chciałam kombinować z wzorami, warkoczami, czy innymi wydziwieniami, ponieważ stwierdziłam, i jest to wyłącznie moja subiektywna ocena, że włóczka jest wyjątkowo ładna, więc sama stanowi ozdobę otulacza. 




Wydzierganie go zajęło mi praktycznie jeden wieczór i to lubię. Nawet bardzo. We włóczce jestem tak zakochana, że już zaczęłam myśleć nad projektem swetra, cieplutkiego, mięciutkiego - takiego w sam raz na zimę, z długimi rękawami i z prostym, okrągłym dekoltem. Tylko pewnie już w innej kolorystyce. Tymczasowo jednak, o czym zbyt często zapominam, mamy nadal wrzesień. Pora wydziergać czapeczki dla dziewczynek, którego w tym roku po raz pierwszy poszły do szkoły i już zdążyły się przeziębić. 

Wracając do dziergania z cienkich nitek - praca nad Ogoniastym wg Mao trwa i właśnie oczka rękawów powędrowały na żyłki, więc czeka mnie kształtowanie talii. Część, która przeraża mnie najbardziej. Ale mam nadzieję, że wszystko zrobię zgodnie z opisem. 


Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …