Przejdź do głównej zawartości

Haruni

Haruni powstała w ciągu ostatniego tygodnia z włóczki Drops Lace w pięknym lawendowo-wrzosowym kolorze w prezencie urodzinowym dla mojej teściowej.

Korzystałam z tłumaczenia Maknety, które znaleźć można tutaj. Na początku trochę mnie przerażał sam opis, początek 'provisional cast on', ale szybko się okazało, że nie jest taka straszna. Oprócz wspomnianych problemów przy rzędzie 21. pojawiły się pewne niejasności przy bordiurze. Musiałam się posiłkować oryginalnym wzorem, ale jak widać udało się. I to chyba nie najgorzej. W planach mam zaś wydzierganie kolejnej chusty Haruni z tej samej włóczki, Drops Lace, ale w innym kolorze.










Przy okazji - odkryłam, że dzierganie tą włóczką jest o wiele łatwiejsze na drutach drewnianych. Włóczka się tak nie ślizga, więc można dziergać szybciej bez obawy, że chwila nieuwagi a robótka spadnie z drutów.  Nie mierzyłam wymiarów gotowej chusty, ale jest dość spora. Z pewnością da się nią zamotać.
  Jestem z siebie nieukrywanie dumna. Jeszcze pół roku temu nie potrafiłam dziergać trójkątnych chust, a wszelkie wzory począwszy od Gail były dla mnie marzeniem. Udało mi się :)
















Komentarze

  1. chciałabym coś ładnego i mądrego napisać, a tu mi po głowie lata tylko takie wielkie ŁAAAAAAAAA!!! i jachcęjahcęjachcęjachcę :D.
    przepiękna chusta ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudna :-)
    I to z takiej cienizny dziergałaś... podziwiam Cię szczerze :-)
    A najważniejsze, że się nie zraziłaś i chcesz więcej ;-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku - Wielu udanych prac i energii do ich tworzenia :) ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląda jak mgiełka nad zimowym wrzosowiskiem.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Chmurkowy

Wymyśliłam* sobie sweter.
Miał być:
lekki i puszystyotwarty (open fronts) czyli bez żadnych zapięć/guzików itp.pasujący zarówno do jeansów jak i do sukienek/spódnicczarny (czyli też pasujący do wszystkiego)

Do tego projektu wykorzystałam połączenie Drops Kid Silk (mieszanki moheru i jedwabiu) z Drops Lace (czyli alpaka z jedwabiem) - uzyskując na drutach 4,00 mm dzianinę lekką, ale ciepłą. Dodatek jedwabiu nadaje zaś całości elegancji.
Nie jestem także pewna, czy byłabym w stanie nosić sweter z samego moheru (i ewentualnej alpaki) ze względu na podgryzanie.



Cała matematyka stojąca za tym swetrem opiera się oczywiście na grzecznie wydzierganej, wymoczonej i zblokowanej próbce obliczeniowej. Jakby wziąć pod uwagę czas potrzebny na wydzierganie każdego swetra to jednak zrobienie takiej próbki stanowi tylko ułamek tego czasu, a pozwala nam zaoszczędzić frustracji i prucia. Take time to save time.. Prucie w ogóle nie stanowi miłego doświadczenia, a prucie moheru już w szczególności.


Żeby n…

Bullet journal - trzy lata planowania

Działanie w wersji analogowej mam we krwi. Odkąd pamiętam otaczałam się mnóstwem notatników, dzienników, kalendarzy i szkicowników. Pisałam, rysowałam, malowałam, bazgrałam. Pomagało mi to usystematyzować pewne myśli, radzić sobie z ich natłokiem, wyrzucałam trudne uczucia na papier, ale także uczyłam się nowych rzeczy i śledziłam postępy.

Nie były to jednak nigdy listy zadań. Za planowanie wzięłam się dopiero na etapie ciąży. Pojawienie się dziecka i macierzyństwo stanowiło tak totalny zwrot w dotychczasowym życiu i było na tyle ważne, że nie chciałam pozwolić sobie na improwizowanie. Na tym etapie tworzyłam listy tematyczne, jak  choćby listę rzeczy do spakowania do szpitala na poród, albo listę rzeczy, które należy kupić zanim dziecko pojawi się na świecie, itd.
Gdy Ola pojawiła się na świecie trochę odpuściłam z planowaniem, życie na urlopie macierzyńskim w pierwszych miesiącach było spokojne i przewidywalne. Dalej notowałam sobie różne rzeczy, starałam się śledzić postępy w robie…