Przejdź do głównej zawartości

Książki 2012


Książki, które przeczytałam w roku 2012


1. Historia Irlandii

Pozycja dość niezwykła. Na tych niemal 500 stronach opisane zostały zawiłe dzieje Zielonej Wyspy od czasów najdawniejszych po XX wiek. Z całą pewnością nie jest to książka wyczerpująca temat. Niektóre sprawy potraktowane zostały dość ogólnikowo, ale pozwoliło mi to ukierunkować dalsze poszukiwania, bo z pewnością książka ta skłoniła mnie do zgłębienia fascynującej historii Irlandii. Mimo tego skrótowego potraktowania pewnych wydarzeń z książki wyłania się spójny obraz dziejów Irlandii, więc warto po nią sięgnąć, by spojrzeć na historię tej wyspy jako całość i zrozumieć jakie czynniki, wydarzenia sprawiły, że Irlandia dzisiaj jest jaka jest. Czytając tą książkę po raz pierwszy zwróciłam uwagę na język, jakim opisywana jest historia - w tej książce jest to język niezwykle obrazowy, na wskroś irlandzki. Polecam.

2. Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu
Dość ciekawa książka, w której autorka ukazuje ciekawostki naukowe na temat seksu. Pokuszę się o stwierdzenie, że nawet obnaża temat jakim sam seks jest. Wiele się można z niej dowiedzieć, ale nie jest to bynajmniej pozycja popularnonaukowa, dobrze przeprowadzony research wzbogacony doświadczeniami samej autorki oraz jej relacjami ze spotkań z ludźmi, którzy prowadzą/prowadzili badania nad seksem. Nie mniej jednak uważam, że książka nie jest tak kontrowersyjna jak miała być, temat seksu nie jest już tematem tabu, nawet w świecie nauki ludzi zajmujących się seksem nie uważa się dłużej za ludzi z problemami na tle seksualnym. Minus za przypisy, które choć ciekawe i nieraz dość zabawne - nadal są przypisami, więc trzeba oderwać się głównego wątku, by doczytać, co też autorka książki błyskotliwego chciała powiedzieć w przypisie.

3. Pochodzenie kobiet

Może popełniłam błąd sięgając po nią po przeczytaniu "Blizn po ewolucji" jednak odniosłam wrażenie, że stanowi pewne powielenie tego, co zostało zaprezentowane w "Bliznach...". Nie mniej jednak i tak ciekawie się ją czytało, pojawia się tam kilka ciekawostek, których nie było w poprzedniej książce i pisana jest zupełnie inaczej, powiedziałabym, że dość feministycznie, swobodnie i przez to lektura jest leciutka.

4. Pochodzenie dziecka

Równie ciekawa książka jak dwie poprzednie, w przeciwieństwie do pochodzenia kobiet nie zawiera powtórzeń teorii z blizn po ewolucji, to o czym pisze autorka tej książki jest ciekawe, wręcz pasjonujące. Książka warta polecenia. Jedyne zastrzeżenie dotyczy przypisów, które ujawniają pewne niekonsekwencje autorki książki, nieścisłości i błędy skonsultowane przez specjalistów.

5. Blizny po ewolucji 
Niezwykła, intrygująca, wciągająca. I kto by pomyślał, że książka na temat teorii czy też hipotez ewolucyjnych może być tak wciągająca? Elain Morgan w tej książce zadała wiele trafnych pytań i co ważniejsze znalazła na nie możliwe odpowiedzi. Jak dla mnie wystarczająco przekonywujące. Polecam serdecznie każdemu.

6. Irlandzki sweter
Recenzja została zamieszczona na blogu już wcześniej. 

7. Dziennik irlandzki

To trochę dziwne uczucie czytać o Irlandii widzianej oczami Niemca. A jednak czemu nie? Czy Irlandia w oczach obcokrajowca przestaje być Irlandią? Książka tego autora uświadomiła mi, że to o czym mówił Ernest Bryll podczas wieczoru baśni irlandzkich, jest prawda - Irlandia istnieje ponieważ jest opowiedziana.

Żałuję, że tą książkę czyta się tak szybko. Nieco ponad 100 stron to zdecydowanie za mało by zaspokoić ciekawość. Nie była to dla mnie jednak lektura łatwa. Było w niej mnóstwo takich momentów, gdy to co przeczytałam zmuszało mnie do zatrzymania, do zastanowienia. Dla mnie osobiście to książka niezwykle melancholijna, opisująca Irlandię deszczową i szarą, w której zielony jest tylko mech porastający domy, które wyglądają jak ruiny sprzed kilku tysięcy lat.
Mimo, iż na początku autor opisuje własną podróż do Irlandii  w dalszych rozdziałach zanika ten typ narracji. Pojawia się za to opowiadanie  z punktu widzenia narratora, który bacznie obserwuje bohaterów i opisuje ich myśli.
Sięgnęłam, bo spodobał mi się sam początek - "Istnieje taka Irlandia: ale kto tam pojedzie i nie znajdzie jej, nie może rościć pretensji do autora".  
Książka, która wzbudziła we mnie dziwne emocje. Melancholię, smutek i żal, bo Irlandia w oczach Heinricha Bolla jest biedna, szara i deszczowa. Ludzie są ubodzy, lecz poczciwy. Króluje katolicyzm i I shouldn't worry choć czworo z dziewięciorga dzieci Pani D. będzie musiało emigrować. Uwielbiam i polecam.

8. Dziennik z Wyspy Aran i innych miejsc 

Zaskakujące odkrycie na nowo starej, dobrej literatury. Książka, która stanowi kartki pamiętnika z pobytu autora w Irlandii oraz na Wschodzie. Przy czym myślałam, że będzie mnie interesowała jedynie część poświęcona Irlandii, szybko się jednak okazało, że Pan Bouvien napisał książkę w tak piękny sposób a przy tym niezwykle ciekawie. Aż chciałabym sięgnąć po inne książki o charakterze podróżniczym, ale przy tym pozostające dość osobiste.

9. Podróż po Irlandii monastycznej 
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po ten tytuł spodziewałam się książki niesamowitej i taką, którą będę pragnęła posiadać na własność. Znalazłam jednak ją w miejscowej bibliotece, więc wypożyczyłam by się zapoznać i ewentualnie nabyć z czasem. To była dobra decyzja, bo książka choć dobra i ciekawa stanowiła pewnego rodzaju rozczarowanie. Być może wynika ono po części z tego, że w książce pominięty został klasztor św. Brygidy w Kildare, bardzo dla mnie ważny z wielu powodów. Niemniej jednak książka godna polecenia dla miłośników Irlandii i jej przeszłości. Bardzo podobały mi się fragmenty, w których autor opisywał swoje refleksje, spostrzeżenia na temat krajobrazu, czy pogody.

10. Wstrząsające wyznania Kathy 
Po przeczytaniu nie tylko byłam wstrząśnięta, byłam przerażona a jednocześnie zaskoczona, że coś tak potwornego można przeżyć, że w XX wieku w Europie, która niby taka cywilizowana, wywyższana ponad niektóre ludy świata, ludzie sprawujący władzę pozwoliły na to. Zupełnie inny obraz mojej ukochanej Zielonej Wyspy, zupełnie inny obraz celtyckiego chrześcijaństwa. Druga strona medalu, ta o której powinno się wiedzieć i o której powinno się pamiętać. Z drugiej strony w jakiś czas po przeczytaniu wklikałam w google kilka słów i weszłam na stronę, która kwestionowała historię Kathy. Odniosłam wrażenie, że powiewa z lekka ortodoksyjnym katolicyzmem, jednak wątpliwości pozostały. Co jeśli opisana historia wcale się nie wydarzyła?

11. Listy na wyczerpanym papierze
Wzruszające i piękne, poetycka miłość dwojga niezwykłych ludzi i do tego bardzo ładnie wydane.

12. Księga rzeczy utraconych

Przepiękna, wciągająca, niesamowita i intrygująca. Cieszę się, że odkryłam tą książkę na półce z literaturą irlandzką, bo gdyby nie to pewnie nigdy bym nie przeczytała. Straciłabym kawał dobrej literatury. Baśniowy, choć wcale nie arkadyjski, nie sielankowy świat wyobraźni młodego chłopca imieniem Dawid. Baśń dla dorosłych. I to co lubię najbardziej - piękne zakończenie.

13. O świętości i whisky

Momentami intrygująca, innym razem dość nudna, choć mimo wszystko warta polecenia.  Ponoć autor obnaża w niej wady Irlandczyków, dla mnie jednak było to całkiem pasjonujące zapoznanie się z ich mentalnością, zachowaniem zwykłych ludzi, ale na tle uwarunkowań kulturalnych.

14. "Kapłan"
15. "Modlitwa do Boga Złego" 
16. "Czas Czarnych Luster" 

Dwie z tych trzech pozycji miałam okazję przeczytać już wcześniej, kilka lat wcześniej. W związku jednak z ukazaniem się "Czasu czarnych luster" postanowiłam przypomnieć sobie historię Krzysztofa Lorenta i była to dla mnie kolejna miła przygoda z literaturą polską. Krzysztof Kotowski napisał trzy wspaniałe książki i nie żałuję, że te kilka lat temu postanowiłam kupić "Kapłana" siostrze w prezencie urodzinowym. Siostrze co prawda się nie spodobał i nie przebrnęła, ale za to ja miałam okazję na jakiś czas zanurzyć się w świecie intryg, tajemnic, spisków i niezwykłych zdarzeń. Żałuję jedynie, że ostatnia część, "Czas czarnych luster" odbiega od pozostałych. Ma w sobie zdecydowanie za dużo science fiction, którego nigdy nie lubiłam i nie sądzę, by miało się to kiedyś zmienić. Po przeczytaniu odczułam także pewnego rodzaju niedosyt, bo jak to już koniec? 
 
17. "Zamek z piasku, który runął" 

Kolejna i już ostatnia część hiostorii Lisabeth Salander. Wciągająca jak pozostałe części, zakończenie czytałam do 4. rano tak mnie pochłonęła i tak bardzo chciałam wiedzieć jak w końcu skończy się historia tej, jakby nie było, niezwykłej kobiety. I tutaj, tak piszę to ja, duży plus dla Larsona za fajne zakończenie. Naprawdę mi się spodobało. W tej części nie przesadzał również jeśli chodzi o szczegóły życia głównych bohaterów (nie spotkałam się chyba nigdzie z listą zakupów, może mój błąd, ale po wcześniejszych częściach byłam przewrażliwiona, więc raczej bym zauważyła taki kwiatek). 

18. Rodzina naszych czasów 

Mam małe wątpliwości, czy to broszurowe wydanie także powinno znaleźć się na liście moich lektur roku 2012, ale w końcu czy rozmiar definiuję książkę? A tutaj mamy niewielki, ale niezwykle ciekawy zbiór artykułów dotyczących współczesnego społeczeństwa, przemian jakim podlega instytycja rodziny oraz prognoz na przyszłość. Mnie to zainteresowało, wciągnęło i wzbogaciło o nową wiedzę. 
 
19. Dom dzienny, dom nocny 

Nie wiem co napisać o tej książce. Jak na Olgę Tokarczuk jest w pewien sposób niezwykła i nie żałuję, że po nią sięgnęłam, ale tutaj będę posiłkowała się cytatem z kolejnej książki tej autorki: "
Lepiej rozumieć mowę zimowego wiatru i słyszeć bolesny krzyk  pękających na wiosnę w ziemi nasion niż ślizgać się po powierzchni mądrości liter" i właśnie takie mam wobec tej książki odczucie, że ma jakieś drugie dno, którego nie dostrzegam, że traktuje o czymś więcej, a ja choć to przeczuwam to tego nie widzę. 
20. Podróż ludzi księgi 

Moja pierwsza reakcja - ah, więc to z tej książki pochodzi ten cytat (powyższy) a ja choć znałam go od dawna nie zdawałam sobie sprawy, że pochodzi właśnie z tej książki, na swój sposób ciekawej, ale też że napisała go sama Olga Tokarczuk.  Na tej książce na jakiś czas zakończę moją przygodę z Olgą Tokarczuk. 
21.  Dziewczyna, która igrała z ogniem. 

Ponoć tą książkę także przeczytałam w 2012 roku. Może o tym świadczyć ten wpis i niech będzie jednocześnie recenzją książki. 

Aktualnie jestem w trakcie czytania książki "Irlandia. Celtycki splot" Ernesta Brylla i Małgorzaty Goraj Bryll. Ale... nie chcę składać obietnic bez pokrycia, więc napiszę tylko, że ta pozycja zasługuje na oddzielną notkę.







Komentarze

  1. Jakiś czas temu czytałam "Celtycki splot" i zainspirowana lekturą upolowałam na allegro także tłumaczenia średniowiecznych wierszy celtyckich tłumaczenia Bryllów - piękna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No większość książek, które przeczytałaś też mam zamiar kiedyś przeczytać :)

    Na tą chwilę chyba najbardziej zainteresowała mnie "Księga rzeczy utraconych" i "Blizny po ewolucji" :)

    A propos książek podróżniczych to ja niezmiennie polecam moją ukochaną Beatę Pawlikowską :) Ona ma bardzo pogańskie podejście do świata ;)


    Też mam zamiar zrobić takie książkowe zestawienie u mnie :)


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic z twoich pozycji jeszcze nie wpadło mi w ręce - myślę że do czasu - pomyślności :) ewa

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…