Przejdź do głównej zawartości

Pixie Dress vol.2

Pamiętacie jeszcze sukienkę? Już wtedy pisałam, że mam zamiar przerobić ją na spódnicę. Okazało się jednak, że nie będę musiała tego robić sama, z pomocą bowiem nadeszła mama. Trochę czasu minęło, ale oto i jest w wersji odmienionej:

 Oprócz wszycia gumki  mama dorzuciła kilka płatków w kolorze butelkowej zieleni, dzięki czemu jest nieco gęściejsza i mniej przezroczysta. Zdjęcie nie oddaje efektu, widać go nieco na zdjęciu jeszcze w wersji sukienkowej - czyli przód jest krótszy od tyłu spódniczki. Jest zwiewna, frywolna w sam raz na majowy Beltaine.
 Ma w sobie coś, co w rzeczach spod znaku "pixie" lubię najbardziej - pewne mrugnięcie okiem w stronę panującej mody. To trochę tak jakby noszenie jest było swoistą manifestacją - jestem dzieckiem kwiatem i nie wiem, co to powaga. Wiem za to, co to wiatr we włosach i taniec do utraty tchu.

Przy okazji chwalę się, bo moja teściowa w tym roku trafiła w 10. z prezentem gwiazdkowym i dostałam: kamizelkę! Dokładnie taką jaką szukałam (a o niczym jej nie mówiłam). Więc dorzucam dwa zdjęcia mojej średnio udanej aranżacji stroju na, np. święto Beltaine.

 (średnio udanej, ponieważ nie posiadam manekina)



Komentarze

  1. Piękna spódniczka - Wszystkiego dobrego w Nowym Roku - Wielu udanych prac i energii do ich tworzenia :) ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna aranżacja, również w moim stylu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. podoba mi się ta aranżacja ^^ spódniczka jest cudna :D
    wszystkiego dobrego w nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Chmurkowy

Wymyśliłam* sobie sweter.
Miał być:
lekki i puszystyotwarty (open fronts) czyli bez żadnych zapięć/guzików itp.pasujący zarówno do jeansów jak i do sukienek/spódnicczarny (czyli też pasujący do wszystkiego)

Do tego projektu wykorzystałam połączenie Drops Kid Silk (mieszanki moheru i jedwabiu) z Drops Lace (czyli alpaka z jedwabiem) - uzyskując na drutach 4,00 mm dzianinę lekką, ale ciepłą. Dodatek jedwabiu nadaje zaś całości elegancji.
Nie jestem także pewna, czy byłabym w stanie nosić sweter z samego moheru (i ewentualnej alpaki) ze względu na podgryzanie.



Cała matematyka stojąca za tym swetrem opiera się oczywiście na grzecznie wydzierganej, wymoczonej i zblokowanej próbce obliczeniowej. Jakby wziąć pod uwagę czas potrzebny na wydzierganie każdego swetra to jednak zrobienie takiej próbki stanowi tylko ułamek tego czasu, a pozwala nam zaoszczędzić frustracji i prucia. Take time to save time.. Prucie w ogóle nie stanowi miłego doświadczenia, a prucie moheru już w szczególności.


Żeby n…

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…