Przejdź do głównej zawartości

Przedświątecznie

Po raz pierwszy postanowiłam kilka prezentów wydziergać osobiście, więc ostatnim czasy mój dzienny harmonogram jest napięty i wszystko dzieje się na szybko. Wczoraj Patryk przywiózł naszą pierwszą wspólną choinkę. Od razu ją ubraliśmy, jak się okazało, ku uciesze Szyszki, która nawet w tej chwili pod nią śpi ;) Jak widać na załączonym obrazku nie obyło się bez bałaganu, trzeba będzie zrobić jakieś zabezpieczenie by nie właziła do doniczki i nie rozrzucała piasku po pokoju.

By jednak nie było, że wszystkie wydziergane rzeczy będę pokazywała po świętach muszę się przyznać do czegoś. Gdy w wydzierganej przez siebie pixie hat poszłam do pracy koledze spodobała się tak bardzo, że poprosił o wydzierganie mu takiej.  Spodobała mu się także włóczka, więc sam wybrał tą samą Malabrigo Worsted, w kolorze Vaa. Nie mam zdjęć czapki na właścicielu, ale jakieś zdjęcia tam mam i pokazuję:




Komentarze

  1. Hyhy, wygląda na to że od mojej prośby rozpocznie się moda, a Ty zostaniesz krajową kreatorką i dillerką pixiowych czapek :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie fajne te czapeczki :)

    To musi być strasznie urocze, tak ubierać choinkę z mężem w asyście kota :)

    Pozdrawiam Was :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanawiam się co mój kociak zrobi jak będziemy choinkę ubierać. Mam dużo cennych bombek, już się boję:)
    A Twoja już szyszeczkę zastąpiła:)
    Pozdrawiam, Marlena

    OdpowiedzUsuń
  4. Krucza - to będzie koniec świata. Jacek chciał taką czapkę właśnie ze względu na jej unikalność, gdyby stała się zbyt popularna straciłaby dla niego cały czar.

    Nat - doprawdy urocze, zawieszać bobki i patrzeć jak kot je zrzuca z choinki. Albo jak już uda jej się zrzucić jakąś z samego rana i turlać ją po podłodze... ]:->

    Marleno - dlatego my mamy same plastikowe bombki. Po tym jak wlazła na choinkę okazało się to najlepszą decyzją jaką mogliśmy podjąć.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …