Przejdź do głównej zawartości

biżu, biżu + wymianka

Od poprzedniego wpisu minął niemal miesiąc, a ja ukończyłam bransoletkę zaledwie w ostatni weekend.  Zdecydowanie zimowa aura za oknem osłabia potencjał twórczy, który we mnie drzemie. Z utęsknieniem czekam wiosny.
Piszę o jednej bransoletce ponieważ druga choć powstała i teoretycznie stanowiła ukończony projekt wymaga poprawy (zmniejszenie sznurków, dodanie rzemyków, itp.)
Pokazuję obie:


a teraz zdjęcia tej, która jest już gotowa:

Zawieszki z beads.pl
a elementy oraz sznurki z passionroom.pl

Praca nad swetrem dla męża mimo deadline'u stanęła w miejscu. Zostały mi tylko rękawy, ale chyba jestem przewrażliwiona na jego punkcie, czując ze kolejne prucie doprowadzi mnie do szaleństwa postanowiłam wrócić do niego w bardziej odpowiednim czasie, a może nawet skorzystać z pomocy mamy, która mogłaby mi coś podpowiedzieć bym nie musiała już więcej pruć. 
Nie ma to jednak jak sweter bezszwowy. 
Teraz dalsza część tytułu notki, którą jest WYMIANKA!  Moja pierwsza wymianka zdaje się zakończyła obustronnym zadowoleniem, cieszę się i jednocześnie kamień spadł mi z serca, że udziergi się spodobały i dobrze służą. 
A wydziergałam: 


Pixie Hat no.3

 
Rękawiczki z mega mięciutkiej Alpaki Dropsa. Przerabiane podwójną nitką na okrągło. 
Wydziergałam także mniejszą wersję pojedynczą nitką, ale jak się okazało - nie zrobiłam zdjęć :-)

Te mitenki dziergałam z Limy Drops'a a na kciuka dodawałam oczka formując listka. Inspiracja z bloga Antoniny 

A jaki skarb dostałam w zamian od  Kruczej


Etui na druty i inne przydasie. 
Prawda, że piękne?



Komentarze

  1. Ach, normalnie zazdrość z tego nadrutnika :D
    a Twoja część wymianki równie piękna :)
    no i śliczne bransoletki :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…