Przejdź do głównej zawartości

Sznureczki

Obiecałam jakiś czas temu, że pokaże nowe sznureczki koralikowe, które wydziergałam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będzie ich aż tyle. Ale skąd niby miałam wiedzieć? W końcu przyszła jesień i czas chować nadgarstki w ciepłe rękawy, albo mitienki.
W każdym razie dostałam propozycje wydziergania kilku sztuk nie zastanawiając się długo zabrałam się po prostu do pracy. Jej wyniki możecie obejrzeć poniżej:

1. Alice. Nawiązania są oczywiste.
Eat me, drink me - Marilyn Manson

 2. Snow White.
Filmowo gorąco polecam "Snow White. A tale of terror", bo "Snow White and the Huntsman" jakoś do mnie nie przemawia.

3 i 4.Yin i Yang


 5 i 6.  Tutaj cukierkowa kolorystyka

7 i 8. Jesienne:



Nie myślcie sobie, że to koniec :P

"Warsztat" wygląda w tej chwili tak:
jakość słaba. zdjęcie z telefonu.
 Jedna z nich należy do mnie. Zgadniecie która?

Jestem kiepskim kronikarzem, ale żeby nie było. Dziergsession się odbył tak jak był zaplanowany, w poniedziałek 23 września. Byłyśmy tylko we trzy, ale było nam całkiem przyjemnie, miałam przyjemność poznać osobiście autorkę bloga see you at five i dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy na temat dziergania. Za przybycie dziękuję również FairyWitch z krainy Fairy. Zdjęć nie będzie, bo te które zrobiłam (sztuk: 2) się nie nadają.


Komentarze

  1. Śliczne sznureczki Kasieńko, mógłbym się na jednym z nich powiesić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mógłbyś bo jako bransoletki są stosunkowo krótkie, ale za jakiś czas powinnam pokazać coś odpowiedniejszego.

      Usuń
  2. Pewnie zielona Twoja ;)
    Żałuję strasznie, że mnie nie było... nie mogę opędzić tych wirusów... następnym razem może się uda... oby. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…