Przejdź do głównej zawartości

Wspólne dzierganie i czytanie (2)

W końcu udało mi się wrócić do domu na tyle wcześnie by móc zrobić zdjęcie w przyzwoitym świetle aktualnej robótki i czytanej lektury. Jeśli chodzi o robótkę - jest wybitnie nie-wakacyjna, ale powstaje z wyższej potrzeby i zamierzenie jest takie, że powstawać będzie jeszcze przez najbliższy miesiąc i jeszcze dużej, do 5 lipca. I więcej nie napiszę na wypadek gdyby ktoś jednak podczytywał mojego bloga :)
"Ostatnią kohortę" zaczęłam czytać zaledwie wczoraj i po dwóch rozdziałach nie będę oceniała książki. Jest to powieść historyczna, po przeczytaniu kilku recenzji odniosłam wrażenie, że autor jest bardzo ceniony wśród czytelników. We wstępie do tej książki jednak pisze o niegdysiejszej potędze Cesarstwa Rzymskiego i dobrodziejstwach podbojów legionów rzymskich, np. "Na dalekim Południu - w rzymskiej Afryce i na Bliskim Wschodzie - było identycznie. Dzięki Rzymowi te krainy zaznały takiego rozkwitu, o jakim nie śniły i o jakim niektóre nawet dzisiaj mogą śnić tylko." W tym miejscu spodziewałabym się przeczytać, że to Rzymianie wybudowali wielkie piramidy egipskie, ale jednak nie.

A tutaj moja druga robótka, równie mało wakacyjna - czyli mitenki dla siostry z resztek malabrigo sock pozostałych po Inky :) I książka, którą skończyłam czytać wczoraj.  Przy okazji zakupów w markecie postanowiłam zajść do działu z książkami by wybrać coś lekkiego i wybrałam - dramat. To książka o kobiecie, która przez lata znosi tortury zadawane przez własnego męża z miłości do dzieci i z obawy, że mogłaby je stracić. Po wielu latach jednak coś w niej pęka i pewnego dnia zabija męża. Trafia do więzienia po czym musi zmierzyć się z trudną rzeczywistością - jej własne dzieci dla których tyle lat cierpiała w milczeniu nie chcą się z nią widzieć, mają jej za złe to co zrobiła. Nie jest to lekka lektura, ale nie uważam jej również za "ciężką". Oczywiście niesie ze sobą cały ładunek znaczeń, zmusza do przemyśleć, bo ile na całym świecie takich kobiet, które cierpią w milczeniu w zaciszu sypiali, gdy wszyscy na co dzień widują tylko szczęśliwą, zwyczajną rodzinę? Sądzę jednak, że z takiej traumy bardzo, bardzo ciężko jest wyjść, a w książce wątek "uzdrawiania" głównej bohaterki jest nieco... banalny.

Szykuje się przydługa notka, więc tylko kilka słów na temat "Amerykańskich bogów" Gaiman'a - o ile początek był naprawdę niezły, wciągający, intrygujący i zmuszający czytelnika do szukania ukrytych znaczeń zdarzeń, słów i symboli o tyle im dłużej książka się ciągnęła tym bardziej była tego pozbawiona. Przeczytałam czując pewnego rodzaju rozczarowanie. Bywa jednak i tak.

Komentarze

  1. Robótki bardzo się zapowiadają ciekawie. I kolorystycznie zgrane. A co do kohort, pomijając drobny fakt inwazji, Rzymianie faktycznie nieśli kulturę i cywilizację. W Brytanii nawet pozakładali łazienki.
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może metody Rzymian nie były najmilsze, ale faktycznie, tam gdzie się pojawiali, tam następował rozwój cywilizacyjny. Już tak jest, że wojna oprócz zniszczenia, niesie również rozwój...
    Mitenki śliczne i zżera mnie ciekawość, co to będzie to żółciutkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mitenki w pięknym kolorze! Robótki nieletnie chyba nie tylko u Ciebie, bo i u mnie sweterek nie koniecznie wiosenno-letni. Powodzenia w dzierganiu :] i czytaniu też!

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie też zupełnie nie 'wakacyjne' robótki.
    Ledwo skończyłam łapki, teraz będę morze wrzucać chustę, a w planach sweterek. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Łysiak to kontrowersyjny autor i ma tyluż zwolenników, co przeciwników. Sama wolę go z wcześniejszego okresu, mniej zaangażowanego politycznie. Na półce od dłuższego czasu czeka "Karawana literatury" Robótki interesujące, piękne mitenki i cudny kolor "czegoś tam" ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jestem ciekawa jak minęło dziergsession?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, choć brakowało nam Twojego towarzystwa, na kolejnym nie może Ciebie zabraknąć! :)

      Usuń
    2. Trzymam kciuki. Ja nawet chciałam urlop brać na ten dzień ale wyjazd służbowy małżonka wszystko powikłał i nie miałam z kim dzieci zostawić a one są dwa razy bardziej ruchliwe niż ostatnio gdy je widziałaś :D

      Usuń
  7. Tak to jest z tymi robótkami, będzie jak znalazł na zimę, ja teraz więcej szyję niż dziergam i czytam, ale w planach czapka na zimę dla syna,

    OdpowiedzUsuń
  8. To żółciutkie śliczne a i mitenkami bym nie pogardziła. Od Rzymian bardziej wolałam starożytny Egipt i Babilon ;) A kto powiedsział, że jak lato to musi być letnia robótka? Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ubiegłym roku tak sobie planowałam w październiku wydzierganie prawdziwego zimowego swetra, że do dzisiaj go nie wydziergałam.

      Usuń
  9. Kobieta z powieści równie dobrze mogła zabić dzieci będące źródłem jej lęku.

    Pozdrawiam ciepło Kasiu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Robotki moze malo wakacyjne, ale ladne i jak przyjdzie odpowiednia pora to beda jak znalazl :-)
    ..u mnie tez takie robotki, ale u mnie to prawie zawsze cieple welniane swetry, czapki i rekawiczki beda na czasie :-)
    pozdrawiam -
    - Ola

    OdpowiedzUsuń
  11. Mitenki mają mój ulubiony wzór warkoczowy. Najbardziej zainteresowala mnie książka "Zła kobieta", ale zmieniłabym jej tytuł na "Zla rzeczywistośc". Oceniono ja po jednym czynie, a nie po latach poświęcenia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najbardziej sposobała mi się książka "Zła kobieta", ale zmieniłabym jej tytuł na "Zła rzeczywistośc". Oceniono kobiete po jednym czynie, a nie latach poświęcenia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…