Przejdź do głównej zawartości

Arański komplet

Dzisiaj będzie trochę sentymentalnie. Otóż - dziergam stosunkowo krótko, w tym miesiącu minęły trzy lata jak sięgnęłam po druty i nie mam w pamięci swoich pierwszych rękawiczek/sweterków dzierganych w latach dziecięcych, gdyż wtedy to zupełnie mnie nie pociągało. Oczywiście mama, która robiła na drutach bardzo fajne rzeczy próbowała mi przekazać część swojej wiedzy, ba! może nawet całość, ale ja... niepokorne dziecko, totalnie nie potrafiłam tego docenić i poddałam się, gdy tylko zaczęła mnie irytować zwijająca się na drucie robótka i zbyt ciasno przerabiane oczka. Jedno takie wspomnienie, żadnej gotowej ukończonej robótki. Koniec. Po druty ponownie sięgnęłam tuż po ślubie, chwilę po tym jak zainteresowałam się wyszywaniem i jak pamiętacie, albo i nie - zaczęłam od warkocza. To właśnie warkocze intrygowały mnie w robieniu na drutach najbardziej i chociaż od tamtego czasu wiele się nauczyłam nadal uwielbiam warkocze i nadal intryguje mnie to co roboczo nazywam arańskim dzierganiem, które od zwykłego dzierganie różni się tym, że warkocze granią w nim główną rolę :) Celtyckie plecionki fascynują mnie również poza dzierganiem i nawet w starych notkach można zobaczyć jakieś moje stare rysunki.
Z tej fascynacji powstał komplet dla siostry, w zamian za ręcznie szytą filcową torbę z piękną, również filcową, kwiatową aplikacją. 

Czapka dziergana była już na początku listopada i jak na czapkę przystało to ekspresowa robótka, tym bardziej z grubej włóczki jaką jest Drops Nepal - przeleżał w moich zapasach całkiem długi czas, miałam na niego milion pomysłów, ale w końcu doczekał się takiej realizacji - druty 4,5 mm (ściągacz) i 5,0 mm. Motyw jaki wykorzystałam pochodzi z wydania specjalnego pewnej polskiej gazetki robótkowej i w kominie lekko go zmodyfikowałam na własne potrzeby. W sumie na cały komplet zużyłam nie całe 8 motków, została mi mała kuleczka około 10-15 gram.








Początkowo miał to być prosty komin, do zawinięcia wokół szyi, jednak chciałam by motyw był w miarę symetryczny, więc wyszedł nieco szerszy niż początkowo miał być i tym sposobem dorobił się guzików :)
Nie wiem jak ta włóczka sprawdza się przy minus trzydziestu na termometrze, ale jak założyłam do zdjęć szybko musiałam kończyć, bo było mi gorąco ;)




Teraz zastanawiam się nad czymś mego ciepłym dla samej siebie, z takiego grubego Drops Andes w pięknym wrzosowym kolorze.
Odnośnie jeszcze arańskiego dziergania mam w posiadaniu książkę Alice Starmore "Aran knitting" i również będę starała się o recenzję na blogu, ale przyznam, że jaka to byłaby recenzja gdybym wcześniej nie wydziergała choć jednego projektu z danej książki? Więc najpierw dzierganie (najpewniej - St. Brigid) a później recenzja. 

I jeszcze będę się chwalić pięknymi zdjęciami wydzierganych przeze mnie mitenek, które podziwiać można na blogu Jarzyny i miłość.

Komentarze

  1. Pięknie to wygląda. A ja bałam sie zamówić włóczkę w tym kolorze, bo uznałam że jest za mało zielona :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie jest wystarczająco zielona, ale zdjęcia były robione w kiepskich warunkach pogodowych więc były poprawiane w programie graficznym = kolor na zdjęciu różni się nieco od tego rzeczywistego.

      Usuń
  2. Mamy zatem podobny staż! Ja zaczęłam 2,5 roku temu :) Komplecik jest świetny, warkoczowy, zaawansowany i na pewno ciepły! No i jeszcze pompon - coś czego nie robiłam nigdy... Czekam na relację z książki, naprawdę czekam, i dziękuję za inspiracje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym jak namęczyłam się w ubiegłym roku z pomponem w tym postanowiłam zainwestować w przyrząd do pomponów i opłacało się! :)

      Usuń
    2. Ha! Czyli jednak warto! Dzięki, będę pamiętać :)

      Usuń
  3. Ładny komplet. Piękne warkocze, które również uwielbiam (choć mnie pogrubiają) i wykonanie.
    pozdrawiam
    www.wloczkiwarmii.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny komplet, a włóczka daje radę nawet w najcięższe mrozy:) Sama zastanawiałam się ostatnio nad kompletem dla siebie i wiem , że będę robić właśnie z Nepala , a że zmarźluch totalny ze mnie , to zastanawiałam się nad ewentualnymi rozwiązaniami na szyję, pomyślałam właśnie o zapięciu na guziki, i jak widzę u Ciebie , świetnie to się sprawdza, szyja szczelnie owinięta i nic tam nie zawieje:) Pięknie Ci w zielonym i piękny wzór, ja Nepala bardzo lubię , chociaż lekko zgryźliwy jest:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam wątpliwości, że przy tym kominie szyja jest szczelnie owinięta, tyle że sama nie przepadam za kominami które "duszą" - w okolicach szyi muszę mieć trochę luzu :)

      Usuń
  5. Piękny komplet! Ja też zaczynałam od warkoczy i wciąż bardzo je lubię w najrozmaitszych odmianach. Bardzo mnie zaciekawiła wzmianka o książce, czekam zatem na efekty dziergane i na recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały komplet :-) Cudny kolor i rewelacyjne wzory :-)
    Śliczne guziczki.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne wzory, warkocze i plecionki to moje ulubione.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny kolor i cudowne warkocze. A te serduszkowe guziczki po prostu skradły moje serce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj kochana super komplecik, ja wprost uwielbiam warkocze i pompony. A staż mam jeszcze krótszy od Ciebie bo zaledwie roczny i tak się zakochałam w drutach (trochę mniej w szydełku), że mam nadzieję, że ta miłość pozostanie na wieki :) A komin rewelacja, chyba skopiuje od Ciebie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Oh, jest piękny! Napewno sprawił wiele radości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Komplet jest przepiękny - idealny odcień zielonego, no i wzór, coś niesamowitego.
    Bardzo mi się podoba całość :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach coz za zielen!!! I te warkocze!!! Cudowny komplecik

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…