Przejdź do głównej zawartości

Chusta Frozen leaves

Miałam napisać ten post w ubiegłym tygodniu, ale był to dla mnie bardzo ciężki czas w związku z pewnym wydarzeniem przeżywałam skrajne emocje, wśród których pojawiła się także całkowita rezygnacja i niechęć. Nie będę kryła, że powodem tego całego zła była kradzież mojego portfela. Nie wiem kiedy dokładnie, nie wiem jak. Totalnie nie rozumiem jak można? Człowiek pracuje na każdą złotówkę a ktoś inny korzysta z okazji i żeruje na kimś niczym pasożyt... Sprawa jest nadal w toku. Dzisiaj złożyłam papiery o nowy dowód i pozostaje mi nie dać się tej beznadziei, trzeba być twardym nie miękkim, czyż nie?

 Wracając do rzeczy miłych. Chusta udziergała się w prezencie, ale nie ode mnie, tylko od znajomej z pracy dla teściowej, pod choinkę. Tym sposobem chcąc nie chcąc wydziergałam pierwszy gwiazdkowy prezent. Dostałam zielone światło na pokazywanie na blogu, więc oto i jest, moja kolejna chusta wg projektu Frozen leaves. 


 


Chusta dziergana była z włóczki Lace Merino z Zagrody w kolorze świerkowej zieleni, której tutaj oczywiście w ogóle nie widać (taki ładny trudny do uchwycenia kolor!) -  z tej samej włóczki powstał mi pierwszy ogoniasty, druty 3,75 mm.  Zakończenie znów zmodyfikowałam i przerobiłam tak jak w chuście Gail.


Kolejną przyjemną rzeczą jest moje II  miejsce zajęte podczas Olimpiady Kulinarnej, która jest organizowana corocznie dla kucharzy Pizza Hut. 


Komentarze

  1. Przepiękna chusta i wzór i kolor (mimo, że przekłamany:)) Gratuluję zajęcia II miejsca :) A w wolnej chwili zapraszam do mnie po wyróżnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję sukcesu :)
    A chusta jest prześliczna - wspaniały kolor i misterny wzór - to jest to! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…