Przejdź do głównej zawartości

Little lira

Szaleństwo skarpetkowe trwa, z drutów zeszła kolejna para a potem jeszcze jedna. Żeby jednak nie przynudzać na blogu, bo i tak nie mam porządnych zdjęć tychże skarpetek, to dzisiaj zaprezentuje sweterek, który wydziergałam już dawno temu a przy okazji podzielę się przemyśleniami na temat, który stał mi się bliski w ubiegłym roku, gdy dowiedziałam się że jestem w ciąży.

Mianowicie chodzi o dzierganie dla dzieci, szczególnie tych najmniejszych, niemowlaków, wręcz noworodków. Zacznę od tego, że nie dziergam z akrylu, szkoda czasu i koniec. Wiem, że w Polsce jest całe mnóstwo osób, które uważa, że jeśli włóczka dla niemowlaka to tylko akrylowa. Pocieszające, że jeszcze wchodzi w grę bawełna, choć niewielkie to pocieszenie, bo włóczki bawełniane z którymi miałam do czynienia nie były szczególnie miękkie. Ale wełna dla dziecka? Nigdy! Przecież delikatna skóra i tak dalej. Spójrzmy prawdzie w oczy. W dzisiejszych czasach wełna to nie tylko ta gryzącą, przaśna prosto od polskich owieczek.  Wybór jest ogromny i nie twierdzę że wszystkie włóczki wełniane nadają się dla dzieci bo części z nich sama nie toleruje na skórze. Moim faworytem jest Drops Baby Merino, dobra włóczka w bardzo przystępnej cenie. Ola i jej kuzynka Julia nosiły ciuszki z tej włóczki bez żadnych oznak dyskomfortu z tego powodu, w tym także czapki. Także polecam wyjść poza utarte schematy.

Sweterek, który chciałabym dzisiaj zaprezentować także jest z wełny merynosów  ale tutaj w wydaniu nieco grubszym, dziergany w ramach testu wzoru dla Polka knits. 

Musicie przyznać, że sama słodycz :)

W tym kardiganie uwielbiam wszystko - począwszy od pięknego warkocza z oczkami przekręconymi po konstrukcje typu "open fronts" która jest idealna w przypadku sweterka na wiosnę/lato i w końcu bardzo pomysłowe zakończenie ściągaczy.

 Najbardziej jednak podoba mi się to, że jest całkowicie bezszwowy. Jestem pełna podziwu dla własnej matki, która dziergała i dzierga swetry w kawałkach i potem pieczołowicie je zszywa. To zdecydowanie nie dla mnie.
W dzierganiu dla dzieci fajne jest to, że są to rzeczy tak małe, że wciągu zaledwie dwóch dni można wydziergać całość, choć gdyby tak sprężyć ruchy to może starczyłby i jeden dzień? :)


Żal jedynie, że dzieci tak szybko rosną i sweter, który był dobry wiosną na jesień będzie już za mały, choć stwarza to okazję do wydziergania kolejnego, prawda? Ten kardigan na pewno doczeka się większej odsłony.

Podsumowując: 
Przy okazji dziergania dla dzieci chciałabym zainteresować moje czytelniczki akcją, w której biorę udział. Chodzi o dzierganie/szydełkowanie dla podopiecznych hospicjum Perinatalnego Gajusz w Łodzi, potrzebne są kocyki, rożki, czapeczki odpowiednio malutkie dla hiperwcześniaków. To rzeczy tak minimalne, że wystarcza kilka/kilkanaście gram włóczki, więc można spokojnie wykorzystać resztki, ważne by były to włóczki delikatne dla skóry dziecka i w miarę cienkie (do 300 metrów/100gram). Więcej informacji można znaleźć w grupie na facebook'u Tęczowy kocyk (klik). 

Komentarze

  1. o ho ho! jakież piękności dziś prezentujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny sweterek.
    Ja swoim dzieciom jak były małe dziergałam z akrylu, czasem z bawełny.
    Z bardzo prostej przyczyny dwadzieścia parę lat temu nie było aż takiego wyboru we włóczkach. Z tych milutkich wełenek to może, kiedyś jakimś wnukom będę dziergać :):)
    Gorąco pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zrozumiałe, tylko niestety dużo ludzi nie zdaje sobie sprawy że jest wybór i w mojej miejscowości są dwie pasmanterie które sprzedają głównie akryl bo ponoć takie jest zapotrzebowanie lokalnych klientek.

      Usuń
  3. Cudowny sweterek :) Udziergi dla maluchów są takie wdzięczne, zawsze wyglądają dobrze i uroczo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100 % nawet najbardziej banalny wzór w rozmiarze niemowlęcym nabiera uroku

      Usuń
  4. Śliczny sweterek :-) Ale największe wrażenie robi modelka - cudna :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ uroczak! I tylko 110 gramów!
    Tez dziergam ostatnio dużo dla dzieci przyjaciółek, niesamowita frajda jak coś powstaje w kilka godzin/dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna zaleta dziergania dla dzieci - zużywa się mało włóczki.

      Usuń
  6. Uroczy jest ten sweterek :) Co do dziergania dla dzieci to czystego akrylu nie preferuję ale mieszankę akryl bawełna już tak. Mam dobre doświadczenia z włóczką Alize Cotton Gold. Magda ma sweter, który jej zrobiłam w zeszłym roku i wygląda jak nowy. Muszę jej teraz rękawy przedłużyć i będzie mogła dalej w nim śmigać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używam tej włóczki do lalylal i bardzo ją lubię, niewykluczone że kiedyś zrobię z niej sweterek dla małej. Podobny skład ma baby cotton gazzal yarn ale ciężko dostać, ja kupiłam kiedyś w lokalnej pasmanterii i dziergam z niej kocyki dla wcześniaków.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …