poniedziałek, 25 lipca 2016

Grettir

Od ostatniego posta minęło sporo czasu choć mam kilka rzeczy, które chciałabym zaprezentować. Dzisiaj dzielę się dumą z mojego najnowszego swetra w stylu islandzkiego lopapeysa. To Grettir autorstwa Jareda Flood'a z kolekcji Brooklyn Tweed.



Pierwszy raz zobaczyłam ten sweter u Lete i zakochałam się od pierwszego wyjrzenia. Początkowo jednak mnie onieśmielał , w końcu wrabianie wzorów oraz dzierganie od dołu i łączenie wszystkich części. A i cena jest średnio zachęcająco i do dziś zadziwia mnie, że kupując wzory płaci się 23% podatku a w przypadku tego wzoru to dokładnie 1,84 $ + 8$ za wzór i robi się porządna kwota.


Za to zaoszczędziłam na wełnie, którą kupiłam korzystając z promocji Drops Supersale i jest to 100 % wełny czyli Drops Karisma Superwash. Biłam się z myślami, czy nie wydziergać tego swetra z oryginalnej wełny islandzkiej Lett Lopi, ale miałam kiedyś okazję pomacać lopika, którego dziergała Amanita podczas naszego spotkania i doszłam do wniosku, że bez sensu byłoby dziergać coś tak przeraźliwie szorstkiego, że nie da się nosić. 


Nie znam się zbyt dobrze na kolorach i ich dobór niejednokrotnie stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Tutaj poszłam na żywioł i zaryzykowałam, w końcu dziergając coś mamy tą możliwość, że jeśli coś nie wychodzi po naszej myśli zawsze możemy spruć i zacząć od nowa. Na szczęście tutaj nie było to potrzebne, bo efekt jaki osiągnęłam mnie zadowala. Przyznam jednak, że bardzo podoba mi się również oryginalna wersja męska tego swetra. 


Cieszę się, że sięgnęłam po ten wzór bo okazał się naprawdę prosty i czytelny. Dzierganie od dołu i łączenie części wcale nie jest takie znowu trudne jakie wydawało mi się wcześniej i, co dla mnie najważniejsze, jest niezauważalne. Konstrukcyjnie niczego nie można zarzucić temu swetrowi i nie żałuję wydanych pieniędzy na wzór, bo wart był każdej złotówki. Jedyne co zrobiłam inaczej to nabierałam oczka metodą włoską - moją ulubioną jeśli chodzi o ściągacze 1x1 i wydłużyłam zarówno rękawy jak i korpus, choć ten mogłabym wydłużyć jeszcze o jakieś 5 cm, bo osobiście wolę swetry dłuższe niż krótsze.


Podsumowując: 
  • Grettir by Jared Flood (Brooklyn Tweed) 
  • włóczka: Drops Karisma (kol. 44 [jasny szary mix] - 406 gramów // kol.16 [ciemny szary] - 37 gramów // kol. 52 [musztardowy] - 31 gramów // kol. 45 [jasna oliwka] - 12 gramów) - łącznie 486 gramów czyli 9,71 motków
  • druty: 3,5 mm (ściągacze) 4,0 mm (rękawy) i 4,5 mm (korpus) 
  • dziergane od 25 maja do 21 czerwca

7 komentarzy:

  1. aaa jest to co myślałam, że mi umknęło. Przyznam, że magnetyzuje i przykuwa uwagę. Wyszedł pięknie także: podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu :) dla mnie podążanie za tradycjami dziewiarskimi świata to cześć pasji jaką jest historia i kultura.

      Usuń
  2. Piękny!! <3
    Kolory cudowne.
    Lopapeysy dzierga się wspaniale i kiedyś muszę zrobić sobie kolejny... tylko już z bardziej przyjaznej włóczki.

    ps. pięknie wygląda ten sweter w otoczeniu tych żółtych kwiatuszków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te żółte kwiatuszki to dziurawiec, zioło :)
      A ja już nawet wiem jaki wzór będzie następny i mam włóczkę - Riddari :)

      Usuń
  3. Sweterek bardzo mi sie podoba; kolorystyka karczka swietnie pasuje do koloru Twoich wlosow.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie dobrałaś kolory, dlatego sweter wyszedł piękny! Zawsze podobał mi się ten projekt, lecz nigdy się na niego nie wzięłam, bo źle wyglądam w takim wykończeniu szyi. Musiałabym pomyśleć o zmianie. Wydłużenie rękawów i korpusu wyszło tylko na dobre. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...