Przejdź do głównej zawartości

Grettir

Od ostatniego posta minęło sporo czasu choć mam kilka rzeczy, które chciałabym zaprezentować. Dzisiaj dzielę się dumą z mojego najnowszego swetra w stylu islandzkiego lopapeysa. To Grettir autorstwa Jareda Flood'a z kolekcji Brooklyn Tweed.



Pierwszy raz zobaczyłam ten sweter u Lete i zakochałam się od pierwszego wyjrzenia. Początkowo jednak mnie onieśmielał , w końcu wrabianie wzorów oraz dzierganie od dołu i łączenie wszystkich części. A i cena jest średnio zachęcająco i do dziś zadziwia mnie, że kupując wzory płaci się 23% podatku a w przypadku tego wzoru to dokładnie 1,84 $ + 8$ za wzór i robi się porządna kwota.


Za to zaoszczędziłam na wełnie, którą kupiłam korzystając z promocji Drops Supersale i jest to 100 % wełny czyli Drops Karisma Superwash. Biłam się z myślami, czy nie wydziergać tego swetra z oryginalnej wełny islandzkiej Lett Lopi, ale miałam kiedyś okazję pomacać lopika, którego dziergała Amanita podczas naszego spotkania i doszłam do wniosku, że bez sensu byłoby dziergać coś tak przeraźliwie szorstkiego, że nie da się nosić. 


Nie znam się zbyt dobrze na kolorach i ich dobór niejednokrotnie stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Tutaj poszłam na żywioł i zaryzykowałam, w końcu dziergając coś mamy tą możliwość, że jeśli coś nie wychodzi po naszej myśli zawsze możemy spruć i zacząć od nowa. Na szczęście tutaj nie było to potrzebne, bo efekt jaki osiągnęłam mnie zadowala. Przyznam jednak, że bardzo podoba mi się również oryginalna wersja męska tego swetra. 


Cieszę się, że sięgnęłam po ten wzór bo okazał się naprawdę prosty i czytelny. Dzierganie od dołu i łączenie części wcale nie jest takie znowu trudne jakie wydawało mi się wcześniej i, co dla mnie najważniejsze, jest niezauważalne. Konstrukcyjnie niczego nie można zarzucić temu swetrowi i nie żałuję wydanych pieniędzy na wzór, bo wart był każdej złotówki. Jedyne co zrobiłam inaczej to nabierałam oczka metodą włoską - moją ulubioną jeśli chodzi o ściągacze 1x1 i wydłużyłam zarówno rękawy jak i korpus, choć ten mogłabym wydłużyć jeszcze o jakieś 5 cm, bo osobiście wolę swetry dłuższe niż krótsze.


Podsumowując: 
  • Grettir by Jared Flood (Brooklyn Tweed) 
  • włóczka: Drops Karisma (kol. 44 [jasny szary mix] - 406 gramów // kol.16 [ciemny szary] - 37 gramów // kol. 52 [musztardowy] - 31 gramów // kol. 45 [jasna oliwka] - 12 gramów) - łącznie 486 gramów czyli 9,71 motków
  • druty: 3,5 mm (ściągacze) 4,0 mm (rękawy) i 4,5 mm (korpus) 
  • dziergane od 25 maja do 21 czerwca

Komentarze

  1. aaa jest to co myślałam, że mi umknęło. Przyznam, że magnetyzuje i przykuwa uwagę. Wyszedł pięknie także: podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu :) dla mnie podążanie za tradycjami dziewiarskimi świata to cześć pasji jaką jest historia i kultura.

      Usuń
  2. Piękny!! <3
    Kolory cudowne.
    Lopapeysy dzierga się wspaniale i kiedyś muszę zrobić sobie kolejny... tylko już z bardziej przyjaznej włóczki.

    ps. pięknie wygląda ten sweter w otoczeniu tych żółtych kwiatuszków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te żółte kwiatuszki to dziurawiec, zioło :)
      A ja już nawet wiem jaki wzór będzie następny i mam włóczkę - Riddari :)

      Usuń
  3. Sweterek bardzo mi sie podoba; kolorystyka karczka swietnie pasuje do koloru Twoich wlosow.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie dobrałaś kolory, dlatego sweter wyszedł piękny! Zawsze podobał mi się ten projekt, lecz nigdy się na niego nie wzięłam, bo źle wyglądam w takim wykończeniu szyi. Musiałabym pomyśleć o zmianie. Wydłużenie rękawów i korpusu wyszło tylko na dobre. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …