Przejdź do głównej zawartości

'Wysoko wrażliwi" Elaine N. Aron


Od wielu, wielu lat uważam się za osobę wrażliwą, nawet - choć nie cierpię tego słowa - niejednokrotnie przewrażliwioną. Ludzie z mojego otoczenia zdawali się tylko utwierdzać mnie w tym przekonaniu. I zawsze był to, w moim własnym przekonaniu, taki defekt. Odbieram świat w sposób, którego sama nie rozumiałam. Obserwacja innych tylko potwierdzała, że nie jest to "norma", że intensywność bodźców, które do mnie docierają i na mnie wpływają nie jest kwestią powszechną, że ludzie wokół mnie odbierają i przetwarzają tylko część z tego, a już w ogóle rzadko kiedy robi to na nich jakiekolwiek wrażenie.

Zazwyczaj świetnie zdaje sobie sprawę z atmosfery, jaka wokół mnie panuje, z nastrojów ludzi, często ich "mowa ciała" bardziej trafia do mnie niż słowa, które wypowiadają.

Nie mogę oglądać wiadomości w telewizji, czasami nawet jest mi ciężko je przeczytać. Ogrom ludzkiej tragedii, nieszczęść i dramatów doprowadza mnie do łez, praktycznie nie jestem w stanie nad tym zapanować.

Nie lubię hałasu - często przed zgiełkiem ulicznym, rozmowami ludzi w środkach transportu uciekam w muzykę - i tutaj wyjątkowo lubię jej słuchać głośno a słucham raczej mocnej muzyki. 

Przebywanie w większej grupie ludzie zawsze muszę odreagować chwilami ciszy i samotności. 

Wszystkim się przejmuję - nawet tym, co sobie pomyślisz o mnie po przeczytaniu tego. 

Mniej więcej rok temu po raz pierwszy przeczytałam o wysokiej wrażliwości, HSP (Highly Sensitive Person). Szukając informacji trafiłam na portal charaktery.eu, gdzie przeczytałam kilka artykułów opisujących to zagadnienie i już wtedy nabrałam przekonania, że jest to coś, co w dużym stopniu mnie dotyczy. Czemu minęło aż tyle czasu zanim sięgnęłam po książkę, która to zagadnienie opisuje? Ze strachu. Z lęku przed tym, że jest to wygodna szufladka, w którą można się schować i usprawiedliwiać swoje "dziwactwa".

Ostatecznie ciekawość wygrała ze strachem i dzisiaj jestem już po przeczytaniu tej książki. Będzie to dla mnie jedna z tych książek, które przeczytane zostają blisko mnie, na wyciągnięcie ręki, bym mogła do niej często wracać.

Doktor Elaine Aron jest psychologiem oraz psychoterapeutom, ale także - wysoko wrażliwą osobą. To jej własne doświadczenia skłoniły ją do rozpoczęcia badań nad wrażliwością. Cecha, którą odkryła, nazwana przez nią samą wrażliwością przetwarzania zmysłowego najlepiej definiuje z czym mamy do czynienia.

Osoby wysoko wrażliwe wszystko przetwarzają głębiej. Szukają relacji pomiędzy wszystkim, co postrzegają,  przeszłymi doświadczeniami lub analogicznymi obiektami. Robią to niezależnie od tego, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie.

Książka składa się z 10 rozdziałów, od wstępnych wiadomości na temat wysokiej wrażliwości w oparciu o badania naukowe, które Elaine przeprowadziła razem z mężem, ale również badania innych, z pokrewnych zagadnień (jak introwersja), poprzez rozpatrzenie wysokiej wrażliwości szczegółowo w różnych życiowych kontekstach jak dzieciństwo, związki, praca, itd.
Ilość informacji jakich ta książka dostarcza jest wręcz niesamowita, jedne z nich są ciekawsze i bardziej konkretne, inne nieco mniej. Ale dzięki licznym przykładom z własnego zawodowego doświadczenia pracy psychologa i psychoterapeuty samej autorki mamy także ciekawe historie i przykłady z życia realnych ludzi. Mam wrażenie, że gdybym jej sobie nie dawkowała na spokojnie to mogłabym ją przeczytać w dwa dni. Spowalniającym aspektem są też ćwiczenia, które autorka umieściła na końcu każdego rozdziału, a także pytania, które zadaje nam w trakcie. Początkowo chciałam wszystko przejść grzecznie i tak jak należy, po kolei realizując kolejne ćwiczenia, w pewnym momencie musiałam jednak wybrać czy wolę czytać, czy realizować zadania, więc je pominęłam i na razie do nich nie wróciłam. Przetwarzam to, co dała mi ta książka w tej chwili, i jak pisałam już wcześniej, zamierzam do niej wracać i pracować z nią jeszcze długo po tym pierwszym przeczytaniu.

Byłam nieco sceptycznie nastawiona, ze względu na możliwość wygodnego zaszufladkowania siebie, i tutaj muszę oddać sprawiedliwość tej książce, bo robi kawał dobrej roboty. A to dzięki jej wydźwiękowi, że wysoka wrażliwość nie jest ułomnością, ani chorobą, czy zaburzeniem. Że jest to tak sama normalna cecha osobowości jak inne i nie jest to coś, czego powinniśmy się wstydzić, czy zwalczać w sobie. Że nie muszę czuć się winna, jeśli nie mam ochoty wyjść na imprezę a zamiast tego zostać w domu i porobić na drutach czy poczytać książkę. Że nie muszę dostosowywać się do jakieś "normy", bo w moim własnym sposobie funkcjonowanie nie ma nic nienormalnego.

Komentarze

  1. Dzięki za rekomendację! Też słyszałam o tej książce i trochę obawiałam się po nią sięgnąć, ale może faktycznie bardziej mi wszystko poukłada niż zaszufladkuje... Muszę spróbować. Dzięki Kasiu, trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …