Przejdź do głównej zawartości

"Możemy odejść w ciemność..."

L. dobrze by było gdybyś od czasu do czasu mogła się wyłączyć, przestać mnie słuchać, a ja zwyczajnie sobie pomarudzę. Moja kochana jesieni, przyszłaś do mnie dość wcześnie tego roku i dziękuję, że uchroniłaś przed nieznośnymi upałami lata. Śledzę więc chmury snujące nisko nad ziemią i błogosławię deszcz. Czym jest Koło Roku? Nie jestem w stanie nic o nim napisać, czuję, że nie tyle brakuję mi wiedzy, co doświadczenia go gdzieś indziej - spędzenia roku bądź kilku lat na Wyspach, by zobaczyć jak tam jest, jak subtelnie zmieniają się pory roku w innej sferze klimatycznej? Jak żyje się w bliskim sąsiedztwie oceanu? W tej kwestii nie pomoże mi medytacja, google czy wiersze poetów opiewających nasz cudowny świat. Muszę to osobiście przeżyć. Do tego czasu jednak wszystko, co napiszę będzie jedynie doświadczeniami aktualnego stanu rzeczy, a to mi nie wystarcza. Mogłabym rzecz jasna pójść na łatwiznę i nie pisać nic i jest to kwestia co najmniej godna rozważenia. Moją fascynację krajem wielkiego wiatru poszerzyłam w ostatnim czasie również o kino. Nie żałuję. To była dobra decyzja. Ernest Bryll pisał swego czasu, że nasza Zielona Wyspa może być tutaj, obok na nas, na wyciągnięcie ręki. I ja w to nie wątpię i boję się tego, i jest to bodaj mój największy lęk, że to, czego szukam jest tutaj, a podróż tam będzie dla mnie jedynie zawiedzeniem. I jedyną satysfakcją jaką będę z tego miała to recytacja wiersza nad irlandzkim brzegiem.

"Możemy odejść w ciemność, łzy otrzeć lekką ręką..."

Komentarze

  1. Liadan, tak właśnie myślę, że nasza Zielona Wyspa jest tutaj, tam gdzie nasze serce.. :)
    choć sama podróż na Zieloną Wyspę też jest w moich planach..

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżbyś była na wyspach, a nie w W.?
    Myślę, że jeśli chce się pisać o Kole Roku to trzeba być blisko natury, gdyż tylko ona obdarza nas spokojem. Miasta są pełne chaosu, w naturze zaś cały czas można odnaleźć to co pradawne, magiczne, odwieczne - swoją duszę.

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że żeby pisać o Kole trzeba po prostu (choć może wcale nie "po prostu") czuć jego obroty w sobie - w mieście, w lesie, w chaosie i w spokoju. No i jeszcze mieć jakiś sensowny powód, żeby pisać.
    Bo właściwie - po co pisać, chyba lepiej przeżywać. W końcu czy to coś zmieni, że napiszemy jakieś słowa? ;)

    Ale to ciekawe, na ile się to wszystko różni w innym klimacie. Tzn. różni się na pewno, przecież u nas przeżywamy nasze Koło Roku, zauważając, świętując te momenty, które u nas się pojawiają, i pewne rzeczy są pewnie zupełnie inne gdzieś gdzie powiedzmy w lutym przychodzi już z wolna wiosna, a nie jak u nas jest najsroższa zima etc.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nath. nie uwierzę dopóki nie przekonam się na własnej skórze. A i wtedy nic pewnego :)

    M. z żalem przyznaję, że Koło Roku kręciło się dla mnie inaczej zanim zamieszkałam w Warszawie. Nawet fazy księżyca odczuwałam silniej, ale grunt to się nie dać. Pod tym betonem, tonami asfaltu i chodników jest ziemia i wierzę, że nic nie jest w stanie zagłuszyć jej pieśni, gdy tylko potrafimy słuchać.

    Krucza - zgodzę się, że grunt to przeżywanie go w sobie, świadomość jego wpływu na nas samych, jednak tutaj także pojawia się pewna ciekawość, nie tylko po to by napisać o tym ciekawy artykuł (skoro już jest taki pomysł, by nie nazwać tego koniecznością) ale też by sprawdzić jak to o czym teraz czytam w książkach na temat druidyzmu, czy kultury celtyckiej odnosi się do rzeczywistości.

    Pozdrawiam Was serdecznie i świątecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak - ale w zasadzie Celtowie i na naszych ziemiach mieszkali ;) Więc i "nasze" Koło "jest celtyckie" - tylko jeszcze jakoś nikt o tym książki z tej perspektywy nie napisał :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Chmurkowy

Wymyśliłam* sobie sweter.
Miał być:
lekki i puszystyotwarty (open fronts) czyli bez żadnych zapięć/guzików itp.pasujący zarówno do jeansów jak i do sukienek/spódnicczarny (czyli też pasujący do wszystkiego)

Do tego projektu wykorzystałam połączenie Drops Kid Silk (mieszanki moheru i jedwabiu) z Drops Lace (czyli alpaka z jedwabiem) - uzyskując na drutach 4,00 mm dzianinę lekką, ale ciepłą. Dodatek jedwabiu nadaje zaś całości elegancji.
Nie jestem także pewna, czy byłabym w stanie nosić sweter z samego moheru (i ewentualnej alpaki) ze względu na podgryzanie.



Cała matematyka stojąca za tym swetrem opiera się oczywiście na grzecznie wydzierganej, wymoczonej i zblokowanej próbce obliczeniowej. Jakby wziąć pod uwagę czas potrzebny na wydzierganie każdego swetra to jednak zrobienie takiej próbki stanowi tylko ułamek tego czasu, a pozwala nam zaoszczędzić frustracji i prucia. Take time to save time.. Prucie w ogóle nie stanowi miłego doświadczenia, a prucie moheru już w szczególności.


Żeby n…

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…