Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2009

O Yule, prezencie dla Marcina i życzeniach.

Yule minęło mi bardzo przyjemnie, chociaż – co przyznaję bez wstydu – obyło się bez rytuałów – żadnych świeczek, pieśni, jedynie myśli kierowane ku Bogini, świadomość zmiany. Było bardzo miło spędzić ten dzień w pracy, wszystko przez cudowne towarzystwo znajomego. Tymczasem jestem w domu, tradycyjnie – jutro usiądę przy wigilijnym stole z rodziną, postaram się być miła, chociaż opłatek sobie daruję – dla zachowania szacunku wobec własnej „religii”.

Powyższe zdjęcia są zaś prezentem dla Marcina – mówiłam, że marzy mi się Twoja książka, a któż może realizować moje marzenia, jeżeli nie ja sama?

Miłości – tej najszczerszej, która uszczęśliwia, która sprawia, że życie nabiera barw, sensu, a na twarzy pojawia się uśmiech!

fade with the morning light..

Czy szaleństwem jest kochać wspomnienie człowieka, którego znało się dawno temu?
Tak, z pewnością. O wiele łatwiej uwierzyć, że miłość jest tylko zabawą – kilka uśmiechów, kradzież spojrzeń, imię wypowiadane z czułością i śmiech na pożegnanie. O wiele łatwiej niż zadręczać się przeszłością.
Kiedyś uciekałam przed miłością, a gdy pokochałam pierwszy raz od kilku lat poczułam smak szczęścia. Noszę w sobie bardzo piękne wspomnienia. Są wszystkim co mam. Prawda jest zbyt subiektywna, bym mogła nazwać ją Prawdą, taką pisaną z dużej litery z całym bagażem znaczeń, które się pod tym słowem kryją.
Jeden majowy wieczór. Zapach akacji, blask gwiazd na niebie, ciepło ramienia.
Miejsce, które mnie wzywa i wiem, że wbrew rozsądkowi wrócę tam, będę tam wracać ciągle, zawsze, tak jak obiecałam.

Czy miłość może być wieczna?

"...and the rains came down, and the stars fell from the sky
Oh, how dark the night
It always seems those Castle & Dreams
Fade with the morning light..."

Blackmore's N…

legenda wyśniona (9 grudnia)

9 grudnia 2006 roku,

Kolejne nieporozumienie z rodzicami, słowa raniące niczym ostrza i potrzeba samotności. Wyszłam z domu, chociaż czerń nadchodzącej nocy spowijała świat. Bez lęku postawiłam pierwszy krok na ścieżce prowadzącej do lasu. Postanowiłam - to będzie moja własna ścieżka, samotna ścieżka.

Wtedy po raz pierwszy porzuciłam Kościół z Jego Chrystusem. Ale wiosna przyniosła zmiany. Poznałam Keriann, odkryłam druidyzm, który stanowił "ucieleśnienie" idealnej filozofii, ścieżki przez życie. Był sensem, szczęściem, spełnieniem marzeń, których nie śmiałam śnić. Byłam szczęśliwa - na fali tego szczęścia postanowiłam spróbować jeszcze raz. Keriann pisała, że musi być w tym jakiś głębszy zamysł Boga, Jego pragnieniem miałoby być bym była chrześcijanką,
skoro sprawił, że narodziłam się w takiej rodzinie, pośród takich ludzi. Ale nawet ten stan nie trwał wiecznie. Wicca ciągnęła, intrygowała, kazała się odkrywać. I chociaż mnożyły się powody, dla których nie mogłam dokonać tego …

"forest is within me..."

Drzewa dają ukojenie. Wystarczy dotknąć dłonią szorstkiej kory, przytulić do niej policzek, objąć ramieniem. Ofiarowują spokój. Czy czegoś żądają w zamian? Daję im swoją miłość, szacunek czasami obecność. Częściej jednak powierzam smutek, problemy, łzy. Najpiękniejsze jest jednak to, że dzięki nim przestaje płakać, złościć się, denerwować. Przy nich jestem najspokojniejszą osobą na świecie. Dla nich jestem. Czasami tylko przy nich potrafię naprawdę być.

Celtic pentacle - etapy tworzenia

Miało być od początku do końca, a jest odwrotnie. Mam książki!

Dwa lata

Dwa lata pisania bloga.

14 maja 2009 - Day after day (dzień za dniem)

Mija dzień za dniem.

Jestem wolna, niemal jak wiatr. Nic nie jest w stanie mnie zatrzymać. Ból głowy, słabość mięśni.
Determinacja. Pójdę tam gdzie zechcę, bo nie ma nic, co by mnie tu trzymało.

W gruncie rzeczy jesteśmy zupełnie inni. I znów nasuwa się ta myśl, której nie chcę, bo ona każe poczynić pewne kroki, działania, których się boję. Związek ze strachu przed samotnością.
Jestem wolna, bo mogę iść tam gdzie zechcę. Ale to jest kłamstwo.

Nie jestem wolna, gdyż istnieje strach. Jeżeli pojawi się na mojej drodzę nie przejdę, nie pójdę dalej. Zatrzymam się i będę się wpatrywać w niego z drżącym sercem, a myśli będą płynęły za wolno by cokolwiek zrobić.

A potem Ona postanowi zamknąć się w sobie. Dorobi ideologię. Wmówi sobie wszystko, by tylko przeżyć. Bo najważniejsza jest wola przeżycia.

***

23.11.2009 - No Fear (Bez Strachu)

Deskath, prowadzisz mnie na szczyt ruin zamku. Wyciągasz rękę i prosisz bym razem z Tobą wspięła s…

...

Zrozum mnie . Dobro walczy ze złem. Rozsądek z uczuciami. Jestem skrajnością, i w skrajności harmonią. Godzę się ze złem we mnie, byle tylko nie zdominowało dobra. Kocham równie mocno jak nienawidzę, a miłość jest równie silna jak nienawiść.

Kochaj mnie – gdy będę cię krzywdzić, i gdy będę krzywdzić siebie, byle tylko tobie zaoszczędzić bólu. Kochaj mnie – gdy będę się do ciebie tulić, i gdy będę uciekać przed twoim dotykiem, nie licząc się nigdy z Tobą.

Jeszcze mnie znienawidzisz. Tego dnia uśmiechnę się do Ciebie i zobaczysz kim naprawdę jestem.

Jesienny deszczowy wieczór.

Jestem zmęczona. Ironio losu - po trzech dniach, bardzo miłych dniach spędzonych w domu, wracam do pracy zmęczona. I czemu? Bo obejrzałam kolejny głupi film amerykańskiej produkcji o kolejnym końcu świata. I do tego wracam ze świadomością, że wszystkie moje plany legły w gruzach - żadnego powrotu do domu, żadnej zmiany pracy. I do tego jeszcze ten nasz związek - tragedia.
Bynajmniej nie jest tak źle, jakby się zdawać mogło. Trzymam się całkiem dobrze i nawet ta wspomniana "tragedia" nie jest w stanie na dłużej pozbawić mnie dobrego humoru - wystarczy odpowiednia ilość muzyki celtyckiej, trochę książek, świeczki, krople deszczu we włosach, na szybie, ciepły koc i jeszcze raz książki, i ciepła herbata. Przecież nie jest źle. Pracuję tyle, ile pracować chcę. To, że aparatu jednak nie będę miała wcześniej nie jest aż tak trudne do zaakceptowania uwzględniając, że wkrótce wejdę w posiadanie dwóch książek dotyczących celtyckiego wzornictwa. Te kilka miesięcy (dokładnie 200 dni) poś…

Dzielić się szczęściem...

Szczęście moje jest szalone, ale jakże ludzkie - zaproponowano mi pracę w innym miejscu na lepszych warunkach (cały etat - dla porównania aktualnie mam 1/4, nie mogłabym zaś liczyć na więcej niż 3/4). Jestem oczywiście świadoma, że to odpowiednio więcej pracy i w pewnym momencie poczuję zmęczenie, ale chyba powinnam być usatysfakcjonowana wypłatą. I pomyśleć, że tyle się mówi o kryzysie i bezrobociu - od kiedy pracuję utwierdzam się w przekonaniu, że jeżeli ktoś chce pracować i się stara, nie powinien mieć w tej kwestii problemów. Chyba, że ma kłopoty ze zdrowiem. Ale to już inna bajka. Cały etat to nie wszystko, gdyż kierowniczka zgodziła się na moje warunki, a raczej cały jeden warunek - mogę pracować tylko od rana do popołudnia, gdyż (i tu kolejna dobra wiadomość, kolejny wielki powód do szczęścia) - WRACAM DO DOMU!!! To ostatni miesiąc mojego "pomieszkiwania" w Warszawie! Stwierdziłyśmy z siostrą, że wiele bardziej będzie mi się opłacało dojeżdżanie do pracy, tym bardzie…
Wróciłam do Domu. Kilka cudownych dni z dala od miasta, od strasznej samotności i wieczornych smutków. Jedyne, czego mi teraz brakuję to aparat, by móc zamknąć w zdjęciach cudowne jesienne krajobrazy, których – jestem pewna – pełno po polach i lasach. Pocieszam się myślą, że za rok też będzie piękna jesień, a ja będę już miała aparat, by móc ją sfotografować. Przyznaję, skłamałam. I wcale nie jest łatwo oszukiwać samą siebie, w ogóle nie jest łatwo. Zdaję sobie sprawę, że nie byłoby to życie, gdyby było za łatwo. Dlatego ta cała miłość musi być tak cholernie trudna. Zastanawiam się ile razy przeszło mi przez myśl, że mam jej już serdecznie dość i najchętniej dałabym sobie spokój. Może gdybym nie bała się samotności tak jak się boję już dawno podjęłabym decyzję o zakończeniu tych, w gruncie rzeczy, zabawnych prób nauki kochania. Niby całe życie uczę się cierpliwości, a jednak, z dnia na dzień jest coraz gorzej. Jesienna chandra przysiadła na skraju łóżka i mówi, że lepiej nie będzie. T…

[Boże miasta...]

Boże miasta zaczekaj na mnie
W ciemnym zaułku
W zmęczonym świetle latarni
Odpoczywam po trudzie
Dnia powszedniego
Pogasły gwiazdy na niebie
Pod opuszczonymi powiekami
Przemykają obrazy
Imitując pragnienia
Zagnieżdżone w podświadomości
Nieświadomość jednostki
I niezrozumienie samego siebie

Uwolnij mnie od mego cienia
Prześladowcy i tropiciela
Który moją ścieżką kroczy
Udając przyjaciela
Jedynego jaki jest
Był, i będzie

jak celtycka plecionka

Niekłamanie – czuję się wspaniale mogąc zagłębiać się w świecie Celtów i przemierzając ścieżki i bezdroża druidyzmu. Wiem, że robię coś, co kocham, co pozwala mi się odnaleźć w tym świecie, co jest moje, własne.
„Życie jest jak celtycka plecionka” i jakże jest cudownie, gdy takie właśnie jest. Musiałam napisać coś, czym może wkrótce się pochwalę, może nie, w każdym razie, by to napisać musiałam sięgnąć do wielu źródeł, nosiłam przy sobie wydrukowane artykuły z netu, i gdy je wyjęłam w chwili wolnej przed spotkaniem w pracy znajoma spytała, co to takiego. Gdy zaczęłam jej opowiadać (jak zwykle nie mogąc znaleźć odpowiednich słów), w jej głosie pojawiło się coś na kształt podziwu. I nie, nie czuję się ponad innymi ze względu na zainteresowanie, ja nawet nie czuję się zbyt wyjątkowa przez to – przez inne cechy charakteru owszem, ale to… Pasja dobra jak każda inna, a że akurat Celtowie… Może dzieło przypadku, może tak miało być. Któż to wiem, któż odgadnie?
Czuję się szczęśliwa przez to, dz…

Mistrz Tolkien

Każda przeczytana książka jest podróżą. Jedne nudzą, inne na długi czas zapisują się w naszej pamięci, tak, że wracamy na wydeptany trakt ilekroć dotyka nas tęsknota.
Żebym to ja pamiętała kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po książkę Mistrza i co mnie wtedy podkusiło. Chyba szły wakacje, nauka dobiegła końca, a że życie towarzystkie, jakie wtedy prowadziłam było raczej martwe - trzeba było zapełnić sobie wolny czas czymś przyjemnym - czytaniem.
Wcześniej byłam miłośniczką Harrego Pottera. Przyznaję nawet, że nie tak dawno temu zakończyłam z tym wyjątkowym młodzieńczem podróż i nie sądzę bym kiedyś miała powrócić z nim do Hogwartu, chyba, że będę czytała tę sagę swojemu dziecku.
Ale z Tolkienem jest zupełnie inaczej. Moje uwielbienie dla jego twórczości nie ma końca. I z niejakim wstydem przyznaję, że wciąż są jakieś jego dzieła, których nie przeczytałam - nie mniej jednak przeczytam, gdy tylko wpadną mi w ręcę, a kiedyś z pewnością to nastąpi. Dzięki przeczytaniu jego biografii czuję się w…

Łzy

Przyjechał, ale ja nie mogłam z nim porozmawiać, bo pracowałam. Ilekroć chciałam do niego iść pojawiała się kierowniczka znajdując mi kolejne zajęcia. I chociaż wiedziałam, że on tam czeka robiłam wszystko, co mi kazała zrobić. Kiedy skończyłam podeszłam do niego. Siedział przy stoliku z jakimś kolegą, którego nie znałam, chociaż wydawał mi się dość znajomy. Gdy mnie zobaczył wstał i powiedział, że musi już iść. I poszedł. Wróciłam do domu. Tylko rzuciłam okiem na dogasające zgliszcza spalonego budynku. Stojąc w ogródku przyglądałam się zawalonemu dachowi mojego domu. Poszłam na stary ganek przy ogródku, schowałam się w liściach winogrona i zaczęłam płakać....

***
Dlaczego ON?!

Zapachem jabłek

Aż trudno mi uwierzyć, że to ostatni dzień wolnego i już jutro wracam do Warszawy. Trzy cudowne dni, mnóstwo czasu spędzonego na spacerach po okolicy, przesiadywaniu w lesie i odkrywaniu nowych magicznych miejsc. Jeżeli chodzi o te ostatnie dzisiejszy dzień był szczególnie owocny. Odkryty zakątek lasu tchnie nie tylko magią, ale pewnym pogaństwem - miejsce, w którym mieszka Duch Lasu.
Jesiennie się robi. Wieczory przynoszą mi do snu melancholię, pragnienie bliskości ukochanej osoby. Tak dziwnie kroczyć piaszczystą drogą wśród tej pustki - jeszcze niedawno pola były pełne zboża, złote i szumiące na wietrze, a teraz w powietrzu unosi się tylko zapach zaoranej ziemi. Liście spadają z drzew. Wyciągam je z włosów nucąc pod nosem jesienne liryki. Znajduję pierwsze grzyby, a torbę wypchaną mam zapachem jabłek. Osuwam z ramion ramiączka koszulki by wchłonąć jak najwięcej promienii słońca, uzupełniam zapasy pozytywnej energii na czas jesienno-zimowy.
Uśmiecham się, bo ta jesień przyniesie mi co…

Piękno - pojęcie subiektywne

Krok za krokiem jestem coraz głębiej w świecie fotografii. Oglądam, podziwiam, a przy okazji uczę się, poznaję różne techniki, dostrzegam to, co wcześniej było dla mnie niewidoczne – przede wszystkim szumy na zdjęciach. Ale to nic – mówię sobie – będę miała lepszy aparat nie będzie szumów, zdjęcia będą lepsze. Lepsze?

Bo doskonałe zdjęcie jest wtedy, gdy zarówno technika wykonania jak i temat są doskonałe? I właśnie – takie mam wrażenie – nie o to chodziło w mojej miłości do fotografii, nie tak ona miała wyglądać. To miało być przede wszystkim ukazywanie więcej PIĘKNA. Lepszy aparat to nie tylko lepsze zdjęcie z technicznego punktu widzenia, to bogatsza kolorystka, a więc wierniejsze odzwierciedlenie rzeczywistości, to możliwość fotografowanie tego, czego wcześniej sfotografować się nie dało – bo na przykład było za daleko, ruszało się, było za małe (możliwości robienia zdjęć makro w cyfrówce są ograniczone) itd., itp. Czytam komentarze do zdjęć własnych, do zdjęć innych i odnoszę wraż…

W szerokim świecie...

Ot, i post na życzenie...

W szerokim świecie bywa mi różnie. Czasami wracam do domu zmęczona, z okropnym bólem głowy i ogólną nienawiścią wobec ludzkości. Gdy patrzę na ludzkie wykolejenia nie jest mi wcale żal. Niektórzy wystarczająco się nad sobą użalają, by nie potrzebować współczucia innych.
Ale są ludzie, którym jednak współczuje. Przyglądałam się pewnej kobiecie napotkanej w tramwaju. Było w niej dużo naturalnego piękna – piękna zniszczonego przez zaniedbanie, jakieś straszne szaleństwo, które niemal krzyczało z całej jej osoby – podarte klapki, włosy w bezładzie, i ten uśmiech na twarzy… Mogła być tak piękna, gdyby jej życie potoczyło się inaczej. A tak wyglądała jak ofiara przemocy w rodzinie.
Swoją pracę wciąż lubię, nawet daję się wykorzystywać zostając po godzinach (dotychczasowy rekord – ponad 12 godzin w pracy jednego dnia). Oczywiście nie kieruje mną dobroć serca i potrzeba pomocy bliźniemu. Czyste wyrachowanie – więcej godzin, większa wypłata. Moja siostra zdążyła mnie …

Full Moon Magic

Pisząc ten tytuł czuję się jak wiccanka. I wiem, że nią nie jestem, nie byłam i raczej nie będę. To tylko nazwa. To, co jest w sercu, w co wierzę tak głęboko, że nic nie jest w stanie złamać mej wiary – to wciąż jest niezdefiniowane.
Widzieliście księżyc dzisiejszej nocy? Takiego cuda już dawno nie widziałam. Po raz setny zostałam oczarowana, i zaczynam żałować, że ten stan nie może trwać wiecznie. Tak cudownie przyjemnie jest patrzeć na Księżyc, upajać się jego blaskiem i nie tęsknić tak jak tęskniło się dawniej. Tak często wspominam te dawne wieczory sprzed lat, widziane dziecięcymi jeszcze oczami. Zmieniam się, a on wciąż pozostaje taki sam. I kiedyś moje dzieci będą na niego patrzyły tak samo jak patrzę na niego dzisiaj ja.
Zmieniam się. Dziwne myśli mi się snują po głowie. Pojawiają się jakieś słowa przybyłe z tak zwanego nikąd i brzęczą jak natrętna mucha póki nie poświęcę im chwili uwagi. I tak na przykład ostatnio po mojej głowie latały sobie motyle. I o tyle jest to dziwne, …

Leśni ludzie, cz.1

Ostrożnie. Rozsądnie dawkuj szczęście. Na początek jeden krótki wdech, dopiero potem będziesz mogła oddychać pełną piersią rozkoszując się cudownym zapachem lasu.
Spokojnie. Drzewa donikąd się nie wybierają, będziesz mogła się jeszcze nacieszyć dotykiem ich szorstkiej kory. Szalona, swoim niezgrabnym ciałem próbuje naśladować grację nimf tańcząc wśród zieleni pól.
I wiesz, że Ona to widzi, że się śmieje z Ciebie i w ten sposób choć na chwilę zapomina o smutkach ludzkości, o wszystkich tych, którzy obwiniają Ją o każde swe niepowodzenie. I dzięki temu jesteś szczęśliwa, bo mogłaś coś zrobić zarówno dla niej jak i dla siebie. A i publikę miałaś nie najgorszą, gdy duchy drzew przyglądały Ci się z ciekawością, a potem dołączyły do twojego tańca pochylając raz za razem uliścione korony. Zanikają granice zmyślone przez rozum, kolory nabierają kształtów, kształty kolorów. Świat, rzeczywistość jest plamą poruszającą się niczym fale oceanu. Spokojnie, uspakajają, kołyszą rozedrgane zmysły. Czy…

"Bogi, co macie rząd dusz..."

„Di, quibus imperium est animarum, umbraeque silentes
et Chaos et Phlegethon, loca nocte tacentia late,
sit mihi fas audita loqui, sit numine uestro
pandere res alta terra et caligine mersas”
Publius Vergilius Maro, "Aeneidos" 1.6, vv. 264-267

Wędrujemy zmęczonymi ulicami miast

Wracan. Generalnie nic takiego się nie stało by taka decyzja była czymś usprawiedliwiona. Zresztą, któż jakiegokolwiek usprawiedliwienia potrzebuje? Teoretycznie mogłabym porzucić blogowanie na rzecz wyższych wartości, np. wiedzy, poznania świata, który jest tak bardzo mi obcy. W praktyce jednak jestem od tego uzależniona. Niestety nie dane mi uzależnić się od czegoś szlachetniejszego. Grafomanka o narcystycznych skłonnościach pisze bloga, gdyż z całego serca pragnie by świat ją wreszcie zauważył. Ale bez obaw, nie będę krzyczała hasłami, komentowała polskiej sceny politycznej, rozrywkowej i tym podobnych. Nie pojawi się tu słówko na temat tak zwanych sław, ludzi, których pełno w mediach, gdyż autorka tego bloga jak by nie było nie przepada za tą tzw czwartą władzą, ceniąc prawdę. A liczby są tylko liczbami, ilość blogów takich jak mój mało mnie interesuję. Naprawdę.
Dzieląc się moim przeciekawym życiem: poważnie zastanawiam się na rozpoczęciem studiów w tym roku. Nie mam ochoty studio…

Taniec na linie

Pośpiesznie nałożona kurtka, chustka szczelnie zawiązana pod szyją i słuchawki w uszach. Niemal wybiegła z domu, chcąc jak najszybciej i jak najdalej uciec przed tymi ludźmi, ale to był tylko pretekst – prawda była taka, że uciekała przed własnymi myślami, falą niechcianych uczuć, z którymi walczyła od kilku dni, a teraz dwójka nierozważnych ludzi miała zwalić w gruzy cały jej system myślenia, tylko dlatego, że byli zakochani i nie czuli się skrępowani okazując sobie czułość.

Z każdą minutą, z każdą nową sekundą, która pojawia się i znika zbyt wolno, z każdym oddechem czuję się bardziej rozbita. „Ja” przestało być zintegrowaną całością złożoną z wielu współdziałających ze sobą elementów. Rozbita na kawałki, tak malutkie i tak cholernie niesamodzielne, że całość nie jest w stanie poradzić sobie z istnieniem. Nie można żyć bez powietrza. Słowa piękne, poetko, lecz jakże kłamliwe. Czym ja teraz jestem? Roztrzęsione ręce, myśli błądzące, rozbiegane uczucia niczym stado dzikich koni.

Ciemn…

Zielono mi ;)

Zapominam o ludzkich skłonnościach dobrowolnie poddając się kociej naturze - zaczynam mruczeć na Słońcu, wygrzewam się w cieple, każdą m0żliwą chwilę wykorzystując dla własnej korzyści. Czemu suche liście dębu nie pospadały z drzew, ale szumiąc na wietrze złowrogo niepokoją jakże spokojną wiosenną duszę? Czemu Luna świeci na niebie w dzień, podczas gdy ja chciałabym tak sam na sam chwilę ze Słońcem? Pytania i uśmiech na twarzy. Nieistotne.
Czarna spódnica, czarna bluzka i czarny sweter, oczy pomalowane na czarno i czarne pazury. Przesadzam? To tylko image. Na twarzy uśmiech, w oczach niebezpieczny blask. Żyję, kocham, oddycham pełną piersią. Pogodziłam ze sobą zbliżającą się maturę i pragnienie przebywania na łonie natury - wystarczy przecież zapakować w torbę książkę, wybrać się do lasu, na polanę, tam nawet więcej spokoju, więcej ciszy, więc i rezultaty nauki większe. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli, zapewne mieli także dziwne myśli. Ich myśli są jednak ich myślami, a mi było tak str…

Rozterki

Dopadła mnie melancholia ukazując swoje posępne oblicze pod postacią utraconej poezji. Nie piszę nie dlatego, że brak mi czasu. Nie piszę, bo nie potrafię pisać tak jak pisałam dawniej, moje życie jest nudne i monotonne, pisane prozą, która z poezją nie ma nic wspólnego. Wiem, tylko ode mnie zależy jak wyglądać będzie moje życie. Jeżeli bardzo chcę zobaczyć poezję świata powinnam wyjść z domu, spojrzeć w niebo i zobaczyć na nim ten piękny, srebrzysty sierp Księżyca. Problem w tym, że ja widzę i nawet czuję, ale jakaś cząstka mnie, zbyt świadoma, zbyt pesymistyczna, ta cząstka mnie wiem, że już niedługo wszystko się zmieni i może lepiej, że zmiany zachodzą powoli, stopniowe. Tak może będzie łatwiej pogodzić się z tą utratą, z tym zamknięciem na jakie się skazuję. Nazwijmy to duchowym głodem.

Jest mi przykro. Weszłam dziś na tego bloga, rozejrzałam się i stwierdziłam, że nawet to, to już nie jest to samo. Słowa straciły sens. Nie wiem, po co i dla kogo teraz to piszę, irracjonalnie marnu…

Conversation

Moim życiem rządzą paradoksy. Wiem, to bzdura i uogólnienie, których powinnam się wystrzegać, zastanawiam się jedynie, czy mój jakże cudowny, młody wiek jest dobrym usprawiedliwieniem dla wymigiwania się od niektórych spraw. A tak na przykład od bycia ze sobą szczerym. Niestety, moje wewnętrzne potworne „ja” nie da się oszukać byle czym i zazwyczaj to ono oszukuje mnie. Najnormalniej w świecie padam ofiarą sprytu mojej podświadomości. Myśl o tym, że większość ludzi tak ma wcale mnie nie pociesza, utwierdza mnie jedynie w tym smutnym przekonaniu, że nie jestem wcale tak wyjątkowa jakbym chciała.

Wracając do głównego wątku, którego póki co brak, moim życiem rządzą paradoksy. I tak na przykład wyobraźcie sobie, że człowiek, który ma coś do powiedzenia po prostu to mówi, tym bardziej, że ma do powiedzenia bardzo dużo. A ja? A ja im więcej mam do powiedzenia tym trudniej mi powiedzieć cokolwiek i w związku z tym po pewnym czasie jak to ja zwykłam robić, zamykam się w sobie nie zważając na w…

Klątwa Loreley

Pełnia się zbliża. Wolniutko, drobnymi krokami… Już wiem. Medytacja jest jednak genialną sprawą, jeżeli się o niej pamięta. To tak samo, jak z zadawaniem pytań – jeżeli zadasz odpowiednie pytanie poznasz odpowiedź, jeżeli nie – stracone – wieczność wypełniona poszukiwaniami odpowiedzi na milion pytań. Wiem coś o tym. A przynajmniej tak mi się wydaję. Wracając jednak do medytacji – przyśnił mi się pewien sen. Nie miałam najmniejszych trudności by rozebrać go na części pierwsze (czyt. zinterpretować skąd wzięły się pojawiające się w nim elementy typu czerwonej chustki). Jasne jak słońce jest to, że czerwona chustka – taka sama w najdrobniejszych szczegółach pojawiła się w moim ukochanym filmie „Między piekłem a niebem”, który całkiem niedawno oglądałam (rozpłakawszy się w siódmej minucie ryczałam przez cały film – tragedia – dlatego właśnie go lubię). Rycerz – cóż, tu już pojawiają się pewne niejasności, jednakże wiążę jego postać z ogólną fascynacją średniowieczem i swoim romantycznym …

Cudownie jest być szalonym ;)

Spokój niemal taki sam jak przed wiekami. Biegam z wiatrem po polach, w lesie, pomiędzy drzewami jestem kimś, kim nigdy pomiędzy ludźmi bym nie była. Szalona, dzika niemal jak zwierzę, jak sarna. Moje ciało miało być tym znienawidzonym wiezieniem dla duszy, czymś, co ogranicza, nie pozwala być tam, gdzie dusza chciałaby być i do tego tak nieprzyjemnie młode – nieadekwatnie do odwieczności duszy. Moje ciało, które od zawsze łączy mnie z życiem. Jesienią ubiegłego roku biegałam już z sarnami po polach i czułam się wspaniale, wcześniej także zdarzało mi się biegać po lesie – uciekać, gdy słyszałam w pobliżu ludzi. A dziś – biegłam po taką odczułam potrzebę, byle za las, byle zdążyć powiedzieć zachodzącemu słońcu „dobranoc”. Zdążyłam. Celtyckie szaleństwo ma cudowny smak wolności, radości z najprostszych czynności jak bieg, jak taniec w ostatnich promieniach słońca, jak widok księżyca, którego z dnia na dzień coraz więcej. Jestem szczęśliwa. Czy jest coś cenniejszego ponad tą miłość? Koch…

Ja potrzebuję słońca i zieleni!!

Wracaj Liadan, wracaj do domu, zanim znowu okrzykną Cię zapomnianą. Wracaj, Dziecko Lasu, Córo Natury, wracaj…

Nigdy nie odeszłam. Mogłam jedynie stwarzać pozory, udawać, że nie widzę tego, co się dzieje, że nie czuję, choć nigdy czuć nie przestałam. Dzisiejszy nów budzi we mnie niepokój, odczuwany od dłuższego czasu brak słońca, brak zieleni nasilił się, przemienił w potwora, który napada na człowieka, gdy ten nie patrzy i dusi tak mocno, że serce bije coraz wolniej. Tak mi Ciebie brak, moja przyjaciółko na uroczysku, tak mi brak dotyku na skórze Twojej mokrej kory, spokoju jaki ofiarowujesz. Tak mi Ciebie brak.
Brakuję mi pełnych zachwytu światem zachodów słońca, brakuje ciepłych wieczorów, gdy można leżeć na łące i patrzeć w rozgwieżdżone niebo i nie myśleć o niczym innym tylko o tym niebie i deszczu i mgły wieczorem i letnich burz, które pokazują, że natura jest silna, że człowiek jej nigdy nie zdominuje tak jak by tego co niektórzy chcieli.
Brakuję mi szaleństwa i miłości…

And I found You...

Zadziwiająca jest ludzka natura – nie mam żadnych zahamowań by dzielić się smutkiem, a szczęściem – czy wypada pisać o szczęściu? Czy mój powód do szczęście nie jest zbyt błahy? Historia oceni…

Kolejny cudowny wieczór mego życia. Kolejny koncert w przecudownym towarzystwie. Można pomyśleć – scenariusz się powtarza. Z tym, że byliśmy sami w tłumie ludzi, dla mnie inni nie istnieli, w pewnym momencie nawet zapomniałam o tym, że jestem na koncercie i powinnam słuchać pięknego śpiewu Katarzyny Groniec. Nasze splecione dłonie. Coś czego nie potrafię wyrazić słowami, zapiera dech w piersiach, przeraża, bo coś tak prostego, rzekłabym nawet trywialnego może tak zachwycać. Ja wiem, przejawiam cechy emocjonalnej ofiary cywilizacji. Ale, po nitce do kłębka i ja do czegoś kiedyś dojdę. Jestem na dobrej drodze. Chociaż nie, jesteśmy ;)
Pokochałam. Miałam, mam milion wątpliwości, ale jest za późno by powstrzymać tą przecudowną falę uczuć. Popełniam ten sam błąd, co przed miesiącami? Nie! A nawet je…

Sen jest tylko snem ( z listów do D.)

Czas zatrzymał się w miejscu. Niebywałe zjawisko, gdyby tylko dało się powstrzymać bezwarunkowe drżenie serca – ta chwila mogłaby być piękna. Miarą jej cudowności są łamane granice wyznaczone przez irracjonalny strach, strach przed drugim człowiekiem. Ta chwila była piękna.
Współczesna wiedźma nie żyję chwilami minionymi, nie warto wszak oglądać się za siebie, cokolwiek by z tego nie wynikało i jakkolwiek można to interpretować. Zapomnijmy o przeszłości i dajmy się ponieść temu, co jest? Kusząca propozycja, niemal wątpliwości najmniejszych nie mam by się zgodzić… Tylko nikomu nie mów. To będzie nasz pierwszy wspólny sekret. A kiedy zamknę oczy zobaczę właśnie Ciebie.
Gdyby ktoś mógł zajrzeć w moją duszę, przeczytać moje myśli jak z otwartej księgi, gdyby kiedykolwiek się ktoś taki pojawił niewątpliwie nie zrozumiał by mnie uznając jedynie za okrutną. Darujmy sobie wszystkie słowa wytłumaczenia, oszczędźmy swoim uszom łzawych usprawiedliwień. Czy tak trudno uwierzyć, iż tak naprawdę nikt…

Celt walczy, Celt nigdy się nie poddaje i niczego się nie boi ;)

Zaczynam dostrzegać krótkotrwałość uczuć, emocji. Dlatego właśnie nie piszę już, o tym, co się u mnie dzieje. Wszelkie stany mego ducha są zbyt krótkotrwałe bym miała cokolwiek powiedzieć na ich temat. Ponadto – chyba wreszcie dorośleję - nabieram dystansu do moich uczuć. Nieświadomie wpadam w stany przygnębienia, które świadomie zwalczam poszukując spokoju, ciszy, odrobiny światła w mroku. To nie optymizm, to wiara. A może tylko rosnący księżyc i zbliżająca się wiosna.
Zostało mi tylko kilka tygodni szkoły. Moja prezentacja na język polski mimo iż pisana w późnych godzinach nocnych oceniona została na bardzo dobry. No, poza wstępem, w którym ponoć za dużo egzaltacji, ale na Boga, wybrałam motyw jesieni uważając, że będę mogła potraktować go w poetycki sposób.
Kryzys światowy komplikuje mi życie. Teraz, gdy muszę dokonać jednego z ważniejszych wyborów mojego życia. Kryzys, który ma ponoć trwać przez najbliższe pięć lat ma dotknąć w największym stopniu turystykę. Dział, w którym chciała…

Z niezrozumienia świata mnie otaczającego

Mam 18 lat, za sobą przeróżne doświadczenia zarówno miłe jak i takie, których wspominać nie warto, przed sobą tak wiele, że nie jestem w stanie tego ogarnąć, streścić w kilku zdaniach. Mam 18 lat i po tych kilkunastu świadomych latach istnienia stwierdzam, że świat mnie zadziwia, niestety, nie w pozytywnym tegoż słowa znaczeniu.
Kobieta w średniowieczu zostawała żoną, gdy tylko zaczęła dojrzewać płciowo (a więc już od 12. roku życia), ale zazwyczaj była to wola jej rodziny, na którą ona sama nie miała wpływu. Nasi przodkowie kształtowali tradycje w taki sposób by taka kobieta mogła dorosnąć do macierzyństwa, założenia rodziny. Co robi współczesność? Bezczelnie depcze tą tradycje. Jest oczywiście prawo, które nie godzi się by dziewczynka poniżej 16. roku życia została żoną, jednak to prawo nie broni jej przed macierzyństwem… W średniowieczu było to możliwe, ale taka dziewczynka zostawała wychowywana w taki sposób by przygotować ją wypełniania roli kobiety. A nie uwierzę, że teraz jest p…

"No need to say goodbye"

Udziela mi się stres przedmaturalny. Przeglądam strony dwóch uniwersytetów, których ofertą jestem zainteresowana, ale nie do końca rozumiem zasady rekrutacji. Jedno jest pewne – najpierw powinnam skupić całą swoją uwagę by zdać maturę jak najlepiej potem dopiero będę się martwiła rekrutacją, z pewnością zdanie historii na poziomie rozszerzonym mi pomoże. Gorzej z polskim, ale niestety nie czuję się na siłach by spróbować zdawać poziom rozszerzony, to byłby także wielki plus, ale… cóż, musi wystarczyć zdanie jak najlepiej poziomu podstawowego. Bez bicia przyznaję się do zmarnowania tygodnia ferii na bezczynność (no dobrze, czytałam, więc coś robiłam) jednocześnie wszem i wobec oznajmiam, że budzę się z tego letargu w jaki ostatnio wpadłam i skupiam całą uwagę na maturze. To się nazywa wyznaczanie priorytetów.
Nie całe trzy miesiące szkoły przede mną. Luty, marzec, kwiecień i maj, który równa się matura… Trzy miesiące wypełnione nauką i matura… I ciemność.
Nie widzę mojej przyszłości po m…

/Wielka miłość, wielka siła, zostaniemy jej wierni na zawsze"

Muzyka cichnie nad światem
A cienie tańczą w twych oczach
Ja wiem, że nie wierzysz w magie
Choć raz mnie proszę posłuchaj
Nie licząc mijających dni
Wpatrzona w szum wiatru za oknem
Wbrew światu i sobie na przekór
Wierzę, że jeszcze Cię spotkam
A kiedy wśród najcichszej z nocy
Słowa twej pieśni usłyszę
Już zawsze będę Cię kochać
Wsłuchana w serc naszych muzykę


List do D.

Mija dzień za dniem, tydzień za tygodniem i mijają lata a Ciebie tak po prostu nie ma. Słowa, które teraz piszę i wszystkie te, które napisałam wcześniej nie mają żadnej wartości. Nie będąc nie możesz ich przeczytać, nie będąc nie możesz w jakikolwiek sposób zmienić mojego życia. Ale muszę je pisać, by nie zwariować, by nie tłumić tego w sobie niczym krzyku…rozpaczy. Chciałabym spytać gdzie jesteś i jak długo jeszcze każesz mi na siebie czekać, ale rozsądek mi nie pozwala. Nie będąc nie możesz być gdziekolwiek. Twoje istnienie jest niczym więcej ponad moją wiarę w ciebie, a jej jest z każdą mijającą chwilą coraz mniej. Coraz mniej we mnie wiary. Stare dylematy powracają, choć niby dokonałam już wyboru.
Jest mi ciężko. Rozmawiałam z kimś bliskim na temat mojego spojrzenia na życie, na to, co może przynieść nowy dzień. W odpowiedzi jednak usłyszałam jedynie, że na moim miejscu dana osoba już dawno popełniła by samobójstwo. To nie jest rozwiązanie, to nic nie zmieni, po drugiej stronie bę…

"W życiu piękne są tylko chwile"

Wczorajszy wieczór i dzisiejsza noc należą już do przeszłości. I choć koleżanka twierdzi iż wypadałoby żałować, niczego nie żałuję. Było piękne, bardzo przyjemnie, szybko minęło. I nigdy już nie wróci, nigdy się nie powtórzy. Takie jest życie, a moje podejście ma oszczędzić mi niepotrzebnego smutku. Ten negatywny początek w nieprawdopodobny niemal sposób kłóci się z pięknymi wspomnieniami. Polonez wyszedł tak jak wyjść powinien, żadnych potknięć, niezaplanowanych kroków, wręcz przeciwnie powiedziałabym – na próbach nigdy nie tańczyłyśmy z różami w rękach, więc podczas poloneza był to pierwszy raz i mimo slalomu, który mieliśmy w układzie – wyszło. Jedyne czego mi brakowało to ponoć uśmiech, upominana przez partnera starałam się uśmiechać, jednak później i tak usłyszałam od obserwującej nas siostry, że byłam śmiertelnie poważna. Cóż, cała ja ;D
Reszta „imprezy” także minęła bardzo miło. Przyczepiłabym się jedynie do muzyki, ale… dało się i przy tym tańczyć :) Mój partner spisał się bard…
Odwracam się od wszystkiego, co powstało na skutek mojego buntu w ostatnich miesiącach. Zamykam się na krzyk sprzeciwu. Ciekawa lekcja życia, muszę przyznać. Jednakże czas powrócić do źródeł z dawna obranej filozofii, "drogi, która pozwala się rozwijać".
Cudownie jest posiadać mistrza, wierzyć, że chce naszego dobra. Ufać bardziej niż samej sobie.

Jutro studniówka, aż nie mogę się powstrzymać by nie napisać fragmentu pewnej celtyckiej modlitwy...
"Serce serca mego
Cokolwiek przypadnie
Panuj nad mą myślą i nad uczuciami
Panuj nad mym słowem i nad wszelkim czynem"

Grunt to wiara, że jeden człowiek nie jest w stanie zepsuć mi nastroju w takim dniu, że wielkim osiągnięciem będzie dobra zabawa i miłe wspomnienia ze studniówki cokolwiek się stanie.
W niedzielę relacja, może nawet pewien foto-reportaż z dodatkiem krótkich opisów ;)
Oh i trzymajcie za mnie kciuki bym podczas poloneza nie zrobiła czegoś niestosownego (typy przewrócenia się :D)

Pustynny anioł

Wszystko ma swój kres. Koniec, który czasami następuje stopniowo, czasami nagle, tak, że ze zdziwieniem w oczach go witamy. Nie łudziłam się, że będzie to trwało wiecznie, jednak zawsze miło jest doświadczyć uczucia zaskoczenia w tak pozytywny sposób. Odzyskałam wenę, jaki wpływ miało na nią to, co zrobiłam. Nie wiem. Nie wiem nawet, czy czuję się przez to choć odrobinę wolniejsza niźli dawniej. Co się stało to się nie odstanie… Koniec
Miałam zamiar napisać trywialne stwierdzenie – dużo ostatnio myślałam - byłoby jednak błędnym, może nawet kłamliwym. Cała ja, za dużo myślę o sobie. Taki nałóg, którego – przynajmniej w najbliższym czasie – pozbywać się nie mam zamiaru.
Przyznaję jednak, że wnioski z tego myślenia niczego nowego do mojego życia nie wnoszą. Nie są niestety w stanie. Bo cóż więcej mam zrobić? Powiedzieć na głos, wykrzyczeć, że mam dość bycia siostrą, przyjaciółką, pocieszycielką i terapeutką? Przyznać się przed całym światem, że PRAGNĘ czegoś więcej? Że nadszedł czas, gdy p…