Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2010

tańcząc we mgle.

Jestem tańczącą we mgle, liściem na wietrze, echem milknącym w oddali, echem dawnej pieśni. Znikam powoli umierając wśród tłumów tego przeklętego miasta, wśród jego hałasów i zgiełków, banalnych wielkich spraw i sztucznych związków. Czy jest coś dla czego warto wciąż żyć? Nie pytaj.Nie znam odpowiedzi. W tym miejscu, w tym czasie - jestem nikim, jestem cieniem tego, czym byłam dawniej. Pewnie, trzeba sobie jakoś radzić, przystosować się. I pewnie nic nie stoi na przeszkodzie.Tańczę. Jak w narkotycznym śnie, przy pełni księżyca z magią w tle. To nie film, ani życie. Sen, który się nigdy nie kończy.Więc obudź mnie bym mogła powiedzieć te kilka słów.To ty, to właśnie Ty. Zapomniana.Budzisz mnie ze snu.Nie pomaga świadomość trudności piętrzących się na tak zwanej drodze życiowej. Gdybanie nie pomaga.Niczego nie zmienia. Cel. Jasne, fajnie mieć w życiu cel. Fajnie wiedzieć, co chce się osiągnąć i jeszcze fajniej wiedzieć za jaką cenę. Materializm życiowy.Czy wierzę, że mi się uda? Że poświ…

Do M.

Marcinie, za oknem niebo niczym z apokaliptycznych wizji końca świata, w moim pokoju samotność w półmroku w uśpieniu, i muzyka, która niepokoi, drażni zmysły. Wszystkie ważne sprawy świata, spory o słuszność, poprawność historyczna, polityczna. Kto posiadł na własność Prawdę, a kto może ją sprzedać za bezcen? I don't careZ dnia na dzień, coraz bardziej odległe horyzonty, marzenia o spokoju i ciszy z dala od śmiesznych ludzi i ich śmiesznych sporów. Zmierzch zapadał powoli subtelnie otulając świat mrokiem... Ja. Kim jestem, kim dla kogo, kim dla siebie. Faluję jak cień w uśpieniu zmysłów. Mała chatka na skraju lasu, ukryta wśród starych drzew, zniszczonych płotów. Na końcu polnej drogi... Teraz podziwiam Cię nie za twórczość, ale odwagę bycia dla siebie.

My heart calling

Chodź. Powiemy im, że świat skończył się z wczorajszym snem. Już nas nie odnajdą. Chodź, za horyzontem zaczyna się inny świat, nowe życie. Tylko ty i ja. Chodź, zostało nam trochę drobnych, kupimy sobie szczęście w przydrożnym sklepie. Chodź, a potem opowiemy im o życiu, którego nigdy nie przeżyliśmy.Wiesz. Od Mistrza uczyłam się wykradać ciszy słowa. Wplatam w nie muzykę. Liście szumią jesiennym wieczorem, szumiąc mówią o innych czasach, innym świecie. Wiatr zawodzi, wspomina innych ludzi, szuka zagubionych na rozdrożach słów. I inaczej skrzypią furtki, psy inaczej ujadają. Świat się zmienił.Tęsknota powraca z jesienią, z porannymi przymrozkami, z babim latem. Tęsknota za światem, który nigdy nie istniał. Piszę o samotności, nierealnych pragnieniach, wymarzonych spotkaniach. Przecież pisaliśmy zaklęcia, więc gdzie Ty teraz jesteś? Zdrowy rozsądek i świadomość, że nigdy nie dane nam będzie się spotkać. Nie narzekam, nie marudzę. To tylko jesienny wieczór, chłód za oknem, samotność. Ch…

Time is a good storyteller

Poza tym blogiem jest milczenie, bo lubię moją ciszę. Jest subtelna, bezpieczna, bo nie trzeba się denerwować, gdy ludzie ciągle i ciągle nie potrafią słuchać, gdy przerywają w pół zdania, albo w ogóle nie pozwalają dojść do głosu. Słowa, słowa i jeszcze więcej słów, najczęściej bez znaczenia, bezwartościowych, wypowiadanych bez zastanowienia i bez potrzeby.Nie, nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Milczę, więc jestem kim jestem. Między słowami, bo żeby poznać należałoby się wsłuchać. A to, zdaje się, umiejętność coraz rzadsza wśród ludzi. Więc dlatego przyciągałam ludzi podobnych do siebie, dziwaków, potrzebujących by ich ktoś wysłuchał, a ja słuchałam. A teraz opowiadam o świecie, w którym nikt nie słucha. Ty wiesz, że nigdy nie przestanę pisać do Ciebie, jedyniew te listy mogę wpleść cieniutką nić uczuć podarowanych tobie, choć jesteś już niemal cieniem na pograniczu wspomnień i własnych urojeń. Brakuję mi Ciebie, i choć radzę sobie nie najgorzej z tym brakiem, to jednak ta część …

Kill the Sun

Kłamałeś. Od samego początku. Ale nie mam Ci tego za złe, z wiekiem przekonuję się czym jest ciekawość drugiego człowieka, wiem już także czym jest znudzenie. A. i owszem, był obiektem nieco chorej fascynacja, cała tajemniczość, oryginalność i jakże słodki sposób bycia zmieszany z nutką żalu, może goryczy wobec przeszłości. Chciałam go poznać, chciałam odkryć wszystkie jego tajemnice. I odkrywałam go kawałek po kawałku, aż nadszedł moment, gdy stwierdziłam jak nieciekawym musi być człowiek, który zamyka oczy na upokorzenia własnego przyjaciela? Więc ze smutkiem powracam do nudy własnego życia, przekraczam granicę fizycznej wytrzymałości tylko po to by za cenę łez pokonać chore ambicje.
I wiesz, podoba mi się TA miłość. Podoba mi się stałość naszego związku, niejaka przewidywalność wydarzeń, no i plany, które może jednak nie całkiem są w sferze marzeń. Miałeś rację, po prostu musiałam zaczekać na kogoś na tyle starszego, by było zrozumienie.


Mogłabym się przy okazji wykazać bezguściem i …

Dream of a place called home

Niby każdy z nas ma dom, ma gdzie wracać i za czym tęsknić, dom rodzinny, ostoja szczęścia i beztroski. Czasami mówią, że dom to ludzie go tworzący. A ja - bo zawsze muszę pisać o sobie - nie mam ani czterech ścian, ani ludzi, do których chciałabym wracać i nawet tęskniąc tęsknię za miejscami, które zostawiłam w tamtym miejscu - za lasami, polami, bezkresnym horyzontem i błękitem nieba. I nie jest mi wcale ciężko przyznać się do myśli, że i owszem mój upragniony wyjazd do Irlandii miał być także ucieczką przed nimi, pragnieniem rozpoczęcia nowego życia bez nich. Zaufanie i jego brak. Lecz jak mam ufać ludziom, którzy nigdy nawet nie próbowali mnie zrozumieć, za to zmieniali, wpływali na decyzję i w gruncie rzeczy unieszczęśliwiali bardziej niż było to konieczne, i wszystko oczywiście w imię mojego dobra. Ona umarła, właśnie przez nich, przez kamienną obojętność wobec cierpienia, przez milczenia na łzy. Umarła pewnego dnia w lesie, a zieleń pochłonęła to czym wtedy była. Wiem kim jestem…

despair

To nic ponad wrodzoną nienawiść wobec ślepców i głupców (niestety, nie na jedno wychodzi gdy można widzieć i całkiem świadomie wybrać taki a nie inny sposób myślenia) uważających się za mędrców o znaczeniu nie mniejszym niźli wyrocznia delficka albo król Salomon.

I cóż mnie powstrzyma przed zacytowaniem malutkiego (acz bardzo wymownego) fragmentu piosenki Żywiołaka Pogaństwo - "Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi"

Bogowie codzienności upadają ze swych boskich piedestałów, na które wzniosła ich własna zajebistość.

A mnie coraz częściej zastanawia, czy aby na pewno Gratiosa res homo si homo est (Człowiek jest wspaniały gdy jest ludzki), wszakże pamiętając, że Rident stolidi verba Latina (Głupcy śmieją się ze słów łacińskich) muszę dojść do przykrego wniosku, że owszem człowiek jest wspaniały gdy jest ludzko… klasyczny, więc czy słowa ciągle aktualne? Tymczasem jednak daruję sobie wszelkie próby tłumaczenia "co takiego autor miał na myśl…
Kim się stałeś? Nie, nie odpowiadaj. Nie mam odpowiedzi, która mogłaby usatysfakcjonować, ukoić żal. Czy rzeczywiście nienawiść jest tak potężną siłą, byśmy mieli przybierać postać naszych wrogów? Wszak nienawidziłeś, więc czym się stałeś?!

Nie odbieram Ci prawa do zmian. Ja także się zmieniłam przez te lata, jestem niemal zupełnie inną osobą, chociaż podstawy zostały te same – druidyzm mnie zmienia, kultura celtycka mnie zmienia, a reszta to życie.
Przyjaźń wieczna i odwieczna, pamiętasz jeszcze anam cara?
Kiedyś przyjdzie dzień, gdy pomyślę o Tobie i nie odczuję tego żalu, ale ten dzień jeszcze nie nadszedł, więc dobrowolnie poddaję się działaniu czasu, niech uleczy to co we mnie złe.

Gdy zamykam oczy widzę katedrę. Stoisz przy niej w czarnym płaszczu, z kapturem na głowie. Może rzeczywiście takim Cię chciałam zapamiętać.
I znowu zrobiłam inaczej niż miało być, czyli od końca do początku. W każdym razie - przedstawiam mój nowy nabytek - cudowną celtycką torbę.
Jak widać jest to efekt końcowy, wynik kilku (może kilkunastu) godzin spędzonych nad torbą z pędzelkami, farbami i muzyką, która jak zwykle stanowiła cudowny dodatek do tworzenia.



Mniej więcej właśnie tak wyglądała na początku.


Liadan przy pracy twórczej.

Farby do tkanin, ogólnie rzecz biorąc całkiem fajny "wynalazek".

...

Dziwne koleje losu. Życie, o którym już się nie piszę. A myśli przemykają niemal niezauważenie gdzieś na granicy świadomości. Dobrze, że jest to „niemal”, wciąż wiem, że żyję.
Za brudnym oknem błękit nieba. Chciałam otworzyć i choćby przetrzeć – by przez chwilę móc ujrzeć kolor nieba, o świeżym powietrzu nie może być mowa. Tylko zatrzeszczało – urwałam klamkę, okna nie otworzyłam. Nienawidzę tego miasta.
Czytam, piszę, maluję, fotografuję to, co namalowałam. Klikam i wystukuję słowa na klawiaturze, czekam, ale wciąż nic. To jeszcze nie ten dzień.
Oglądam bezsens tysięcy zdjęć z zażenowaniem stwierdzając, że moje są równie bezsensownie narcystyczne, więc chyba pora dorosnąć i wyrosnąć z narcyzmu, tudzież nabyć odpowiedniej wielkości lustro, by móc w nim zamknąć całą swą urodę.
Myślę, rozmyślam. Po tych wszystkich latach unikania wszelakich instrumentów muzycznych miałabym się wreszcie nauczyć grać na gitarze. Zastanawiam się. Czy po tych wszystkich miesiącach skutecznego ukrywania się i …

Gdy wszystko się zmienia, a wszystko to jednak za mało...

Życie. Dzień za dniem, i nowy rok, styczeń niemal minął. Czas gna przed siebie i choć zabrzmi to absurdalnie – zastanawiam się, czy aby na pewno ja gnam z nim, czy przed siebie? Wrażenie jest takie jak gdybym prawdziwe ja zgubiła gdzieś po drodze. Długie, rude włosy powiewające na wietrze, dłoń spoczywająca na szorstkiej korze ukochanego drzewa i oczy utkwione w bezkresnej dali. Krzyczę do Ciebie, pytam „gdzie jesteś?!”
Tęsknie. Nauczyłam się żyć z tęsknotą. Nigdy nie nauczę się żyć bez miłości. Tęsknie. Długie wieczory, gdy słońce zachodząc otwiera bramy zaświatów i rozpoczyna po nich wędrówkę. Tęsknię. Krople deszczu zmywające zmęczenie dnia z liści; krople, w których odbija się wszechświat.
Tęsknię i kocham. Ciągle tak samo mocno. I gdybym teraz mogła to choćby w ten okropny mróz i przez zaspy największego śniegu, ale poszłabym do lasu, na kochane Uroczysko – najpierw przytuliłabym policzek do brzozy a potem złożyła na jej korze pocałunek.

Długie, zawiłe drogi. Podróż bez chwili wyt…