Przejdź do głównej zawartości

Posty

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…
Najnowsze posty

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Juicy Gloss

Właśnie dziś ukazał się najnowszy wzór Asji, który miałam przyjemność testować więc pozwólcie że zaprezentuje moją wersję sweterka Juicy Gloss.


Gdy po raz pierwszy zobaczyłam zdjęcia sweterka, który wydziergała Asja wiedziałam że będzie śnił mi się po nocach dopóki go nie wydziergam.


W końcu chyba sami musicie przyznać, że to totalnie mój styl, prawda?


Uwielbiam takie kardigany o otwartej konstrukcji, to dziwnie brzmi po polsku łatwiej określić to z angielska 'open fronts'.


Z mojego doświadczenia wynika że takie sweterki sprawdzają się w każdej sytuacji, jeśli jest w miarę ciepło można pozwolić przodom swobodnie powiewać ale jeśli od czasu do czasu powieje zimniejszy wiatr można po prostu otulić się nimi.


Pod względem konstrukcji to prawdziwa perełka, arcydzieło. Przypomina mi nieco Ecuador (Joij Locatelli) o którym marzyłam dopóki nie okazało się, że technika jego dziergania to totalnie nie moja bajka.  W przypadku Juicy nie ma mowy o jakimkolwiek problemie. Wzór prowadzi kr…

Wild & Free

Zastanawialiście się kiedyś czym jest wolność? Czy możliwością podążania przed siebie bez obaw o cokolwiek? Co znaczy być naprawdę wolnym w świecie zobowiązań?
Gdy dorastałam dużo czasu spędzałam w lesie i na otwartych przestrzeniach marząc o małym domku na skraju lasu, w którym upływ czasu jest tylko iluzją. Minęło już z dziesięć lat a ja nadal marzę o ucieczce od chorej cywilizacji, choć niewiele zostało z dawnego idealizmu.

Czym jest dla mnie wolność? Nadal szukam odpowiedzi.



Piszę o tym, bo dzisiaj przedstawiam moje dzieło - chustę Wild & Free autorstwa Amanity, którą miałam przyjemność testować. To chusta zainspirowana górskimi szczytami i naturą samą w sobie.


Uwielbiam chusty dziergane ściegiem francuskim (garter stitch) - jest prosty w trakcie pracy, ale daje dzianinę bardzo przyjemną, milutką w dotyku a przy tym wygląda bardzo szykownie. W tym przypadku wplecione zostały w niego paseczki w kontrastowym kolorze oraz sekcja ażurowa.


Po raz kolejny miałam okazję dziergać chus…

Grettir

Od ostatniego posta minęło sporo czasu choć mam kilka rzeczy, które chciałabym zaprezentować. Dzisiaj dzielę się dumą z mojego najnowszego swetra w stylu islandzkiego lopapeysa. To Grettir autorstwa Jareda Flood'a z kolekcji Brooklyn Tweed.



Pierwszy raz zobaczyłam ten sweter u Lete i zakochałam się od pierwszego wyjrzenia. Początkowo jednak mnie onieśmielał , w końcu wrabianie wzorów oraz dzierganie od dołu i łączenie wszystkich części. A i cena jest średnio zachęcająco i do dziś zadziwia mnie, że kupując wzory płaci się 23% podatku a w przypadku tego wzoru to dokładnie 1,84 $ + 8$ za wzór i robi się porządna kwota.


Za to zaoszczędziłam na wełnie, którą kupiłam korzystając z promocji Drops Supersale i jest to 100 % wełny czyli Drops Karisma Superwash. Biłam się z myślami, czy nie wydziergać tego swetra z oryginalnej wełny islandzkiej Lett Lopi, ale miałam kiedyś okazję pomacać lopika, którego dziergała Amanita podczas naszego spotkania i doszłam do wniosku, że bez sensu byłoby dz…

Little lira

Szaleństwo skarpetkowe trwa, z drutów zeszła kolejna para a potem jeszcze jedna. Żeby jednak nie przynudzać na blogu, bo i tak nie mam porządnych zdjęć tychże skarpetek, to dzisiaj zaprezentuje sweterek, który wydziergałam już dawno temu a przy okazji podzielę się przemyśleniami na temat, który stał mi się bliski w ubiegłym roku, gdy dowiedziałam się że jestem w ciąży.

Mianowicie chodzi o dzierganie dla dzieci, szczególnie tych najmniejszych, niemowlaków, wręcz noworodków. Zacznę od tego, że nie dziergam z akrylu, szkoda czasu i koniec. Wiem, że w Polsce jest całe mnóstwo osób, które uważa, że jeśli włóczka dla niemowlaka to tylko akrylowa. Pocieszające, że jeszcze wchodzi w grę bawełna, choć niewielkie to pocieszenie, bo włóczki bawełniane z którymi miałam do czynienia nie były szczególnie miękkie. Ale wełna dla dziecka? Nigdy! Przecież delikatna skóra i tak dalej. Spójrzmy prawdzie w oczy. W dzisiejszych czasach wełna to nie tylko ta gryzącą, przaśna prosto od polskich owieczek.  Wy…