Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2011
Po drugiej kawie robi się nieciekawie. Melancholijnie. Grzegorz Chudy śpiewa pieśń szaloną i choć lubię ten jego głos wolę posłuchać dzisiaj czegoś ciekawszego, historii opowiadających o ogrodach wśród piasków pustyni, o pięknych kobietach Wschodu.


Tymczasem jesień rozgościła się na dobre i dobrze mi z nią, więc nie marzą mi się żadne podróże a już na pewno nie te słoneczno-upalne. Wolę posiedzieć w domu nad kubkiem herbatki z dobrą książką. Jestem wygodnym człowiekiem nowego wieku.  Jestem zmęczonym człowiekiem, który od tygodnia (dokładnie tygodnia) nie miał dnia wolnego tylko dla siebie, wielkie życiowe przemiany wymagają ofiar, mogłabym powiedzieć również, że nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale dla mnie samej to brzmi jak puste, typowo polityczne, rzucanie hasłami.

Swoją drogą, wg blogger, mam już o 10 postów więcej niż w tamtym roku, rozkręciłam się na nowo z tym pisaniem, czy jest jakiś inny powód?

Moje wyszywanie

Do haftowania, jak to mam w zwyczaju zbierałam się bardzo długo i jakoś nigdy nie po drodze było mi do pasmanterii, nigdy nie było aż tak nudno bym wzięła książkę o hafcie i poczytała, spróbowała, zaczęła. I oto, podczas pewnych prze ciekawych warsztatów dowiaduję się, że haftowanie jest czynnością transową wykorzystywaną w dawnych czasach przez czarownice. Dostałam igłę i nitkę i zaczęłam haftować - to, co wyhaftowałam nie było idealne, pozostawiało wiele do życzenia, a jednak miało swój własny urok. Urok tworzenia, możliwości jakie dawała igła z nitką. Dopiero zaczęłam zgłębiać temat haftu, wydaję mi się jednak, że technika, którą wykorzystałam to haft płaski. A oto i moja pierwsza praca:
 Nie wiedzieć czemu blogger postanowił odwrócić zdjęcie, i nie widzę nigdzie możliwości przekręcenia go,więc gdyby się ktoś nie domyślił, jest to gotycka litera "L"  Moja druga praca, już techniką haftu krzyżykowego tak mnie wciągnęła, że wyszywałam wszędzie i o każdej porze, przede wszystk…

I'm going crazy...

Mam wrażenie, że wszystko, co robię (poza pracą) jest szaleństwem, praca trzyma mnie jeszcze przy rzeczywistości, życiu tu i teraz, inaczej już dawno bym odleciała. Ja wiem, że jeszcze nie Mabon, że jeszcze nie czas, ale zbiera mi się na rachunek i na wielkie przyszłościowe plany. Tymczasem brak mi jednak czasu na wszystkie te hobbystyczne zajęcia, które sobie ukochałam, więc jednego dnia zawzięcie haftuję by następnego ćwiczyć rękę w rysunku i kaligrafii a przy tym jeszcze tyle książek czeka na mnie na półce. Jedną czytam w chwilach wolnych w domu, drugą czytam w autobusach/metrze w drodze z/do pracy. A to, co mi się najbardziej w tym wszystkim podoba to poranne wstawanie i chodzenie późno spać. Mój organizm pewnie za jakiś czas mi to wypomni ale co mi tam... :) Jestem młoda, piękna, mam się przejmować? 


Muzyka tymczasem mnie wiedzie, porywa do tańca, a że siedzę w pracy przed biurkiem czuję się jak motyl uwięziony w ciele poczwarki. Jedyne  co mogę zrobić to rytmicznie podrygiwać nog…