Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2009

Z niezrozumienia świata mnie otaczającego

Mam 18 lat, za sobą przeróżne doświadczenia zarówno miłe jak i takie, których wspominać nie warto, przed sobą tak wiele, że nie jestem w stanie tego ogarnąć, streścić w kilku zdaniach. Mam 18 lat i po tych kilkunastu świadomych latach istnienia stwierdzam, że świat mnie zadziwia, niestety, nie w pozytywnym tegoż słowa znaczeniu.
Kobieta w średniowieczu zostawała żoną, gdy tylko zaczęła dojrzewać płciowo (a więc już od 12. roku życia), ale zazwyczaj była to wola jej rodziny, na którą ona sama nie miała wpływu. Nasi przodkowie kształtowali tradycje w taki sposób by taka kobieta mogła dorosnąć do macierzyństwa, założenia rodziny. Co robi współczesność? Bezczelnie depcze tą tradycje. Jest oczywiście prawo, które nie godzi się by dziewczynka poniżej 16. roku życia została żoną, jednak to prawo nie broni jej przed macierzyństwem… W średniowieczu było to możliwe, ale taka dziewczynka zostawała wychowywana w taki sposób by przygotować ją wypełniania roli kobiety. A nie uwierzę, że teraz jest p…

"No need to say goodbye"

Udziela mi się stres przedmaturalny. Przeglądam strony dwóch uniwersytetów, których ofertą jestem zainteresowana, ale nie do końca rozumiem zasady rekrutacji. Jedno jest pewne – najpierw powinnam skupić całą swoją uwagę by zdać maturę jak najlepiej potem dopiero będę się martwiła rekrutacją, z pewnością zdanie historii na poziomie rozszerzonym mi pomoże. Gorzej z polskim, ale niestety nie czuję się na siłach by spróbować zdawać poziom rozszerzony, to byłby także wielki plus, ale… cóż, musi wystarczyć zdanie jak najlepiej poziomu podstawowego. Bez bicia przyznaję się do zmarnowania tygodnia ferii na bezczynność (no dobrze, czytałam, więc coś robiłam) jednocześnie wszem i wobec oznajmiam, że budzę się z tego letargu w jaki ostatnio wpadłam i skupiam całą uwagę na maturze. To się nazywa wyznaczanie priorytetów.
Nie całe trzy miesiące szkoły przede mną. Luty, marzec, kwiecień i maj, który równa się matura… Trzy miesiące wypełnione nauką i matura… I ciemność.
Nie widzę mojej przyszłości po m…

/Wielka miłość, wielka siła, zostaniemy jej wierni na zawsze"

Muzyka cichnie nad światem
A cienie tańczą w twych oczach
Ja wiem, że nie wierzysz w magie
Choć raz mnie proszę posłuchaj
Nie licząc mijających dni
Wpatrzona w szum wiatru za oknem
Wbrew światu i sobie na przekór
Wierzę, że jeszcze Cię spotkam
A kiedy wśród najcichszej z nocy
Słowa twej pieśni usłyszę
Już zawsze będę Cię kochać
Wsłuchana w serc naszych muzykę


List do D.

Mija dzień za dniem, tydzień za tygodniem i mijają lata a Ciebie tak po prostu nie ma. Słowa, które teraz piszę i wszystkie te, które napisałam wcześniej nie mają żadnej wartości. Nie będąc nie możesz ich przeczytać, nie będąc nie możesz w jakikolwiek sposób zmienić mojego życia. Ale muszę je pisać, by nie zwariować, by nie tłumić tego w sobie niczym krzyku…rozpaczy. Chciałabym spytać gdzie jesteś i jak długo jeszcze każesz mi na siebie czekać, ale rozsądek mi nie pozwala. Nie będąc nie możesz być gdziekolwiek. Twoje istnienie jest niczym więcej ponad moją wiarę w ciebie, a jej jest z każdą mijającą chwilą coraz mniej. Coraz mniej we mnie wiary. Stare dylematy powracają, choć niby dokonałam już wyboru.
Jest mi ciężko. Rozmawiałam z kimś bliskim na temat mojego spojrzenia na życie, na to, co może przynieść nowy dzień. W odpowiedzi jednak usłyszałam jedynie, że na moim miejscu dana osoba już dawno popełniła by samobójstwo. To nie jest rozwiązanie, to nic nie zmieni, po drugiej stronie bę…

"W życiu piękne są tylko chwile"

Wczorajszy wieczór i dzisiejsza noc należą już do przeszłości. I choć koleżanka twierdzi iż wypadałoby żałować, niczego nie żałuję. Było piękne, bardzo przyjemnie, szybko minęło. I nigdy już nie wróci, nigdy się nie powtórzy. Takie jest życie, a moje podejście ma oszczędzić mi niepotrzebnego smutku. Ten negatywny początek w nieprawdopodobny niemal sposób kłóci się z pięknymi wspomnieniami. Polonez wyszedł tak jak wyjść powinien, żadnych potknięć, niezaplanowanych kroków, wręcz przeciwnie powiedziałabym – na próbach nigdy nie tańczyłyśmy z różami w rękach, więc podczas poloneza był to pierwszy raz i mimo slalomu, który mieliśmy w układzie – wyszło. Jedyne czego mi brakowało to ponoć uśmiech, upominana przez partnera starałam się uśmiechać, jednak później i tak usłyszałam od obserwującej nas siostry, że byłam śmiertelnie poważna. Cóż, cała ja ;D
Reszta „imprezy” także minęła bardzo miło. Przyczepiłabym się jedynie do muzyki, ale… dało się i przy tym tańczyć :) Mój partner spisał się bard…
Odwracam się od wszystkiego, co powstało na skutek mojego buntu w ostatnich miesiącach. Zamykam się na krzyk sprzeciwu. Ciekawa lekcja życia, muszę przyznać. Jednakże czas powrócić do źródeł z dawna obranej filozofii, "drogi, która pozwala się rozwijać".
Cudownie jest posiadać mistrza, wierzyć, że chce naszego dobra. Ufać bardziej niż samej sobie.

Jutro studniówka, aż nie mogę się powstrzymać by nie napisać fragmentu pewnej celtyckiej modlitwy...
"Serce serca mego
Cokolwiek przypadnie
Panuj nad mą myślą i nad uczuciami
Panuj nad mym słowem i nad wszelkim czynem"

Grunt to wiara, że jeden człowiek nie jest w stanie zepsuć mi nastroju w takim dniu, że wielkim osiągnięciem będzie dobra zabawa i miłe wspomnienia ze studniówki cokolwiek się stanie.
W niedzielę relacja, może nawet pewien foto-reportaż z dodatkiem krótkich opisów ;)
Oh i trzymajcie za mnie kciuki bym podczas poloneza nie zrobiła czegoś niestosownego (typy przewrócenia się :D)

Pustynny anioł

Wszystko ma swój kres. Koniec, który czasami następuje stopniowo, czasami nagle, tak, że ze zdziwieniem w oczach go witamy. Nie łudziłam się, że będzie to trwało wiecznie, jednak zawsze miło jest doświadczyć uczucia zaskoczenia w tak pozytywny sposób. Odzyskałam wenę, jaki wpływ miało na nią to, co zrobiłam. Nie wiem. Nie wiem nawet, czy czuję się przez to choć odrobinę wolniejsza niźli dawniej. Co się stało to się nie odstanie… Koniec
Miałam zamiar napisać trywialne stwierdzenie – dużo ostatnio myślałam - byłoby jednak błędnym, może nawet kłamliwym. Cała ja, za dużo myślę o sobie. Taki nałóg, którego – przynajmniej w najbliższym czasie – pozbywać się nie mam zamiaru.
Przyznaję jednak, że wnioski z tego myślenia niczego nowego do mojego życia nie wnoszą. Nie są niestety w stanie. Bo cóż więcej mam zrobić? Powiedzieć na głos, wykrzyczeć, że mam dość bycia siostrą, przyjaciółką, pocieszycielką i terapeutką? Przyznać się przed całym światem, że PRAGNĘ czegoś więcej? Że nadszedł czas, gdy p…