Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Przygody z kaligrafią ciąg dalszy

Już trochę czasu minęło odkąd pisałam o swojej przygodzie z kaligrafią. Wtedy to było mnóstwo entuzjazmu i wiary we własne możliwości. Teraz jednak jest to ciężka praca nad sobą i odrobina rezygnacji. Dla mnie - osoby, której w dzieciństwie nie uczono pisać piórem - sama umiejętność odpowiedniego trzymania pióra bywa trudna.
Dlatego wszystkie teksty, które chcę ładnie ozdobić nadal tworzą się starą metodą - szkic ołówkiem a potem zwykły mazak. To także nie jest najłatwiejsze, trzeba pilnować by linie były w miarę równe, ale daje efekty.
Nie mniej jednak nie mam zamiaru rezygnować z pracy nad sobą.


Daughter of the Forest, Juliet Marillier

Chciałabym dzisiaj podzielić się z Wami moim zachwytem nad książką Pani Juliet Marilliero  wymownym tytule  - Córka Lasu (Daughter of the Forest) a jednocześnie wyrazić oburzenie, że tak piękna literatura nie jest tłumaczona na język polski i dostępna szerszej publiczności. Oczywiście książka na podstawie znanej baśni braci Grimm o sześciu łabędziach. Córka Lasu to historia młodej dziewczyny, Sorchy i jej sześciu braci, którzy mieszkają w miejscu zwanym Sevenwaters położonym gdzieś wśród lasów zielonej Irlandii. Ich matka umiera przy narodzinach Sorchy, więc wychowaniem dziewczyny zajmują się głównie jej starsi bracia - ich ojciec a jednocześnie król Sevenwaters pochłonięty jest bez reszty ideą obrony swych ziem przez najeźdźcą z Brytanii i Normandii. Akcja książki zaczyna się jednak w momencie kiedy złapany zostaje Bryt na terenach Sevenwaters - najmłodszy z braci, Finbar z pomocą Sorchy ratuje go przed torturami i pewną śmiercią, udzielają mu pomocy i schronienia. Niespodziewanie ich…

celtyckie rękawiczki/ celtic gloves

Skończyłam rękawiczki i tym samym swoją pierwszą robótkę na drutach. Z efektu nie jestem do końca zadowolona, mogło być lepiej. Ale następnym razem będzie, bo oczywiście mam w planach stworzenie kolejnych rękawiczek, tym razem z czarnej włóczki.



Ze zdjęć także jestem niezadowolona i z pogody również, liczyłam na słońce i miły spacer z aparatem, a tu guzik i mgła. Ale na spacer z aparatem i tak się wybieram. Tymczasem po godzinach przeczesywania Internetu w poszukiwaniu instrukcji stworzenia czapki na drutach zabrałam się za pracę nad nią. Niestety nie znalazłam niczego nazbyt pomocnego, więc będzie zrobiona metodą prób i błędów. Kulisy powstawania wyglądają następująco: 

Plecionka celtycka na drutach - krótka instrukcja oraz schemat

To będzie post ze specjalną dedykacją dla Kruczej. Podzielę się z Wami schematem splotu celtyckiego (takiego jak na rękawiczkach). Do nauki tegoż wzoru wykorzystałam ten filmik oraz instrukcję zamieszczoną w książce "400 splotów na drutach", schemat, który się w niej pojawia został opracowany na 16 oczkach i taki też wykorzystałam w rękawiczkach. I jest to swego rodzaju sekwencja 8 rzędów, które powtarzają się w zależności od tego jak długi chcemy przeplot/warkocz stworzyć. Moje rękawiczki na ten przykład mają długość 10 takich sekwencji (10 razy 8 rzędów) + ściągacz + zakończenie. Przechodząc do rzeczy, schemat wygląda następująco:
1 rząd -> 2 oczka lewe + 12 prawych + 2 lewe 2 rząd -> 2 prawe + 12 lewych + 2 prawe 3 rząd -> 2 lewe + 6 prawych (3 pierwsze oczka odkładamy z przodu robótki na dodatkowym drucie i przerabiamy 3 kolejne oczka na prawo, po czym wracamy do odłożonych oczek i przerabiamy je na prawo - ważne, by dodatkowy drut był obustronny (może to być spec…

Celtyckie rękawiczki?

Nad Zaczarowane Królestwo nadciąga zima. Co niektórzy zdążyli poczuć na sobie jej cudowny urok, więc zaopatrzywszy się już wcześniej w stosy chusteczek, zażywają okropne substancję mające przywrócić ich normalnemu funkcjonowaniu i zdolności do pracy. Czuję, że do soboty wyzdrowieję, chyba, że upór w chodzeniu do pracy w takim stanie wyjdzie mi na złe, co jest możliwe, choć niepożądane. Dobrze by było jednak w sobotę być zdrowym by móc jako tako nacieszyć się występem Gaelforce Dance w Warszawie.
Dzisiejsza Warszawa jest bardzo zamglona. Ponoć w całym kraju tak jest i jak zwykle w telewizji same narzekania. A ja uwielbiam mgłę, choć z tego, co widzę za oknem wnioskuję, że taki stan długo nie potrwa. 

Co się tyczy jednak samej zimy. Mam niesamowitą zdolność do gubienia czapek (zgubiłam co najmniej trzy w tym dwie w autobusie, jedną na dworcu autobusowym) oraz rękawiczek. W tym roku komplet, który sobie upatrzyłam zdążono wykupić, więc postanowiłam skomponować rękawiczki oraz czapkę do sz…

Mroźny oddech zimy

Bonifacy chadza własnymi ścieżkami i zdaje się być o niebo szczęśliwszy niż był będąc kocim mieszkańcem Warszawy. Wieś mu służy, zrobił się łagodniejszy i łasi się do nóg zamiast od razu rzucać się z pazurami w reakcji na każdą pieszczotę. Być może jednak wieś tak uderzyła mu do głowy, że o nas zapomniał i nie od razu chciał do nas przyjść, choć może za rzadko bywamy na wsi, za rzadko nas widuje, by pamiętać.

Ja także zapominam o obowiązkach, nogi same mnie prowadzą po dawnych ścieżkach i z żalem stwierdziłam wczoraj, że wrzosy już przekwitły, że jesień w mieście jest niepodobna do tej na wsi, że trawa skrzypiąc pod nogami zapowiada zimę. Zapomniałam jak piękne jest niebo nocą, jak cudownie rozgwieżdżone i bliskie na wyciągnięcie ręki, nawet dla mnie, a może przede wszystkim - krótkowidza bez okularów. Wychowałam się na wsi, pamiętam rzeczy, o których moi siostrzeńcy i siostrzenice już się nie dowiedzą bo świat się zmienił. I nie łudzę się, że gdybym napisała o tym świecie - zrozumieli…

weselne reminiscencje

Można by powiedzieć, parafrazując pewne powiedzenie: ślub, ślub i po ślubie, a nawet po weselu i zdaje się, że zdążyłam nawet odespać, choć nadal odczuwam zmęczenie. Nie wiem czy wiele ludzi ma ślub swoich marzeń, ja miałam. Udało mi się wyglądać dokładnie tak jak chciałam wyglądać, a może nawet i lepiej. Myślę, że spokojnie mogę napisać, że moja piękna suknia w połączeniu z płaszczem wzbudziła zachwyt, więc udało mi się osiągnąć coś więcej poza własną satysfakcją.  Pan Młody wyglądał równie pięknie i choć nieco z innej bajki to i tak pięknie nam razem było, przynajmniej ja tak twierdzę. Zdjęć zbyt wielu nie mam, ale podzielę się z Wami tymi, które mam ;)

z szanownym mężem 
i tańcząc z Misią ;) 
A tutaj link do albumu
klik

celtycka zakładka

Jest to najtrudniejsza praca jaką wykonałam do tej pory, tym samym była bardzo czasochłonna i przyznaję szczerze, żetrzy razy do niej podchodziłam. Dwa razy pomyliłam się w obliczeniach oczek, i do tego nawet nie jestem w stanie określić kiedy i w którym miejscu w związku z czym prucie się nie opłacało - zaczynałam od nowa. Ale po trzech tygodniach ją skończyłam. Jestem zadowolona z efektu końcowego.

"Droga Liadan"

Lubię wspominać, szczególnie w tak urocze, szaro-deszczowe dni jak dzisiejszy, gdy nie muszę wychodzić z mieszkania, gdy nic wielkiego i ważnego nie wzywa mnie,  więc robię co dusza zapragnie, a pragnie w końcu skończyć wyszywankę.

Tymczasem jednak muzyka zaprowadziła mnie w odległe rejony wspomnień, ku miejscu, które już (niestety) nie istnieje, a było moim pierwszym blogiem. Mylog odmówił współpracy i straciłam jakieś pół roku swoich notek, gdybym powiedziała, że nie było tam nic ważnego byłoby to słodkie kłamstwo dla siebie samej. Było tam mnóstwo ważnych rzeczy,  moje wspomnienia i słowa innych, ważnych ludzi. I wszystko to przepadło. Nie pociesza mnie myśl, że było tam tak smętnie, że może i miało tak być. Zachowałam jednak pewne słowa, które przechowuję skrycie w swoim magicznym pudełku. Słowa proste, lecz... właśnie, ważne. Dla mnie wtedy bardzo ważne.

"Droga Liadan, niczym się nie martw. Ludzi takich jak Ty jest bardzo dużo, ludzi wrażliwych na piękno... "

haft płaski po raz pierwszy

Jest tak jak myślałam, haft płaski niesie więcej radości, więcej możliwości i konwencji własnej i wg mnie wygląda zwyczajnie lepiej. Praca nad haftem płaskim także idzie mi lepiej, szybciej. Materiał, na którym haftowałam to bawełna, wybrana całkowicie intuicyjnie w sklepie z materiałami. Tymczasem do zagospodarowania przeze mnie jest niemal 1 m kwadratowy tegoż zacnego materiału, więc spodziewajcie się więcej takich prac. Tymczasem chwalę się tym, co stworzyłam.


A ślub zbliża się wielkimi krokami. Kiecka nadal się szyję, płaszcz nadal się szyję.




Po drugiej kawie robi się nieciekawie. Melancholijnie. Grzegorz Chudy śpiewa pieśń szaloną i choć lubię ten jego głos wolę posłuchać dzisiaj czegoś ciekawszego, historii opowiadających o ogrodach wśród piasków pustyni, o pięknych kobietach Wschodu.


Tymczasem jesień rozgościła się na dobre i dobrze mi z nią, więc nie marzą mi się żadne podróże a już na pewno nie te słoneczno-upalne. Wolę posiedzieć w domu nad kubkiem herbatki z dobrą książką. Jestem wygodnym człowiekiem nowego wieku.  Jestem zmęczonym człowiekiem, który od tygodnia (dokładnie tygodnia) nie miał dnia wolnego tylko dla siebie, wielkie życiowe przemiany wymagają ofiar, mogłabym powiedzieć również, że nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale dla mnie samej to brzmi jak puste, typowo polityczne, rzucanie hasłami.

Swoją drogą, wg blogger, mam już o 10 postów więcej niż w tamtym roku, rozkręciłam się na nowo z tym pisaniem, czy jest jakiś inny powód?

Moje wyszywanie

Do haftowania, jak to mam w zwyczaju zbierałam się bardzo długo i jakoś nigdy nie po drodze było mi do pasmanterii, nigdy nie było aż tak nudno bym wzięła książkę o hafcie i poczytała, spróbowała, zaczęła. I oto, podczas pewnych prze ciekawych warsztatów dowiaduję się, że haftowanie jest czynnością transową wykorzystywaną w dawnych czasach przez czarownice. Dostałam igłę i nitkę i zaczęłam haftować - to, co wyhaftowałam nie było idealne, pozostawiało wiele do życzenia, a jednak miało swój własny urok. Urok tworzenia, możliwości jakie dawała igła z nitką. Dopiero zaczęłam zgłębiać temat haftu, wydaję mi się jednak, że technika, którą wykorzystałam to haft płaski. A oto i moja pierwsza praca:
 Nie wiedzieć czemu blogger postanowił odwrócić zdjęcie, i nie widzę nigdzie możliwości przekręcenia go,więc gdyby się ktoś nie domyślił, jest to gotycka litera "L"  Moja druga praca, już techniką haftu krzyżykowego tak mnie wciągnęła, że wyszywałam wszędzie i o każdej porze, przede wszystk…

I'm going crazy...

Mam wrażenie, że wszystko, co robię (poza pracą) jest szaleństwem, praca trzyma mnie jeszcze przy rzeczywistości, życiu tu i teraz, inaczej już dawno bym odleciała. Ja wiem, że jeszcze nie Mabon, że jeszcze nie czas, ale zbiera mi się na rachunek i na wielkie przyszłościowe plany. Tymczasem brak mi jednak czasu na wszystkie te hobbystyczne zajęcia, które sobie ukochałam, więc jednego dnia zawzięcie haftuję by następnego ćwiczyć rękę w rysunku i kaligrafii a przy tym jeszcze tyle książek czeka na mnie na półce. Jedną czytam w chwilach wolnych w domu, drugą czytam w autobusach/metrze w drodze z/do pracy. A to, co mi się najbardziej w tym wszystkim podoba to poranne wstawanie i chodzenie późno spać. Mój organizm pewnie za jakiś czas mi to wypomni ale co mi tam... :) Jestem młoda, piękna, mam się przejmować? 


Muzyka tymczasem mnie wiedzie, porywa do tańca, a że siedzę w pracy przed biurkiem czuję się jak motyl uwięziony w ciele poczwarki. Jedyne  co mogę zrobić to rytmicznie podrygiwać nog…

Kaligrafia

Znalazłam sobie kolejne drogie hobby, jak gdyby liczba tych, które już mam była wciąż za mała. To hobby jest jednak staro-nowy, gdyż sztuka kaligrafii zachwyca mnie nie od dziś, tym bardziej nie od wczoraj. Jednak to właśnie teraz, zanim Drogi Artysta ukończy pewne dzieło dla mnie, chcę by moje umiejętności były wreszcie sztuką zamiast jej dziecinnym naśladowaniem. Początki są zachwycające i pełne radości, palców pobrudzonych tuszem i odkrywaniem możliwości, jakie dają rożne typy stalówek. Nie będę oczywiście ubolewała nad smutnym faktem zanikania tej pięknej sztuki, o czym może świadczyć choćby to, że jeden typ stalówki zwanej elastyczną (flex nib) jest dość trudno dostępna a jej cena waha się w okolicach kilkuset dolarów. Niestety nie miałam okazji nią pisać, jednak widziałam filmik na youtubie i wydaje się dość pomocna przy najtrudniejszym jak dla mnie piśmie angielskim. Moje zdolności podążają za ewolucją i najłatwiej mi przyswoić litery historycznie starsze od tych, które są do…

Deszczowe Lughnasadh

"Możemy odejść w ciemność..."

L. dobrze by było gdybyś od czasu do czasu mogła się wyłączyć, przestać mnie słuchać, a ja zwyczajnie sobie pomarudzę. Moja kochana jesieni, przyszłaś do mnie dość wcześnie tego roku i dziękuję, że uchroniłaś przed nieznośnymi upałami lata. Śledzę więc chmury snujące nisko nad ziemią i błogosławię deszcz. Czym jest Koło Roku? Nie jestem w stanie nic o nim napisać, czuję, że nie tyle brakuję mi wiedzy, co doświadczenia go gdzieś indziej - spędzenia roku bądź kilku lat na Wyspach, by zobaczyć jak tam jest, jak subtelnie zmieniają się pory roku w innej sferze klimatycznej? Jak żyje się w bliskim sąsiedztwie oceanu? W tej kwestii nie pomoże mi medytacja, google czy wiersze poetów opiewających nasz cudowny świat. Muszę to osobiście przeżyć. Do tego czasu jednak wszystko, co napiszę będzie jedynie doświadczeniami aktualnego stanu rzeczy, a to mi nie wystarcza. Mogłabym rzecz jasna pójść na łatwiznęi nie pisać nic i jest to kwestia co najmniej godna rozważenia. Moją fascynację krajem wielkie…
Bywam dziwną istotą, potwierdzam regułę iż kobieta zmienną jest. Więc dopada mnie chwilowa depresja, gdy szukam nowych wyzwań i stwierdzam, iż nie na moje one siły a razem z nią pojawia się postanowienie poprawy i zapał goniący do pracy nad sobą. Więc w nadchodzącym czasie aparat odkładam na półkę i biorę się za rysunek by nie zaprzepaścić tego, co udało mi się wypracować przez ostatni rok. I kiedyś, pewnego dnia, z dumą stwierdzę, że wreszcie stałam się artystką, a kiedy ten dzień nadejdzie zapewne postanowię także zapisać się na jakiś kurs, albo studium policealne dla plastyków/malarzy, a gdy moje umiejętności będą duże i będę miała wreszcie własny warszat to...
Tak, wiem, słowa, słowa, słowa... A tu małżestwo, wyjazd i pewnie jakieś dziecko by się chciało kiedyś mieć (chociaż gdyby to zależało ode mnie?) więc swoje dalekosiężne plany ograniczam do dnia dzisiejszego, tego tygodnia. I oto postanawiam postarać się (!) wygospodarować czas na rysunek. Ale prawda, jak to prawda - jest ta…

deszczowo

Zapraszam. Przybądź, napij się ze mną herabaty, ugoszczę Cię drożdżowym ciastem i ciepłem kominka. Za oknem chłód jesieniennych wieczorów, w oddali wiatr targa koronami drzew a duchy zmarłych błąkają się po bezdrożach. Pada deszcz, krople uderzają rytmicznie w szybę a ja szukam Ciebie. Gdzieś tam, wśród wielu dróg tego świata Ty także się błąkasz, zapomniany przyjacielu.
Ona nigdy nie była tak samotna jak jest teraz, jej tęsknota nigdy nie była tak silna. Mogłam odejść wtedy razem z Tobą i zamiast siedzieć w cichym, ciepłym domu moknąć mając przy sobie jedynie najpotrzebniejsze rzeczy.
Zapraszam Cię słodką wonią jabłek na parapecie, wspomnieniem ciepłego sierpniowego wieczoru, gdy zbierałam je z ziemi. Ciepłego piasku pod bosymi stopami i ten wiatr w fałdach sukienki - pamiętasz jeszcze jak wspaniale szumi? Ja nie zapomnę.

Koło Roku dla J.

Na początku była tylko ramka, do obrazu, który jeszcze nie zdefiniował się w mojej głowie i chęć stworzenia czegoś pięknego w zamian za książkę, którą dostałam od znajomego. Potem było przeglądanie książki "Celtic Art.: The Methods of Construction" George'a Bain'a i poszukiwanie wzoru naprawdę wyjątkowego - takiego, którego jeszcze nigdy nie udało mi się namalować. W konsekwencji odkrywałam tajniki celtyckiego koła - stworzenie go i pomalowanie (farbami olejnymi) zajęło mi cały dzień.Kiedy już koło było gotowe a pomiędzy nim a ramką pozostawały wolne przestrzenie sprzeczne z ideą celtyckiej sztuki, która wykorzystuje je na wszelkie możliwe sposoby pomyślałam o tekście, który mogłabym umieścić tam pisząc różnymi stylami - to mogłoby wyglądać naprawdę nieźle. Ale jak wybrać tekst? Mit o Bogini, która podążając za ukochanym stępuje do krainy śmierci? O tak, to piękny tekst, mocno inspirujący. Ale za długi…. Więc może jednak coś innego, coś więcej niż słowa - obraz, ale c…

Do D.

Będę tym upartym dzieckiem, które w nieskończoność będzie wracało wspomnieniami do minionych dni i osób i na nowo przeżywało smutek związany z ich odejściem. I wcale, a wcale nie jest mi siebie żal z tego powodu.
Nie mam pewności, nigdy pewnie jej nie będę miała. Zapamiętałam Cię takim jakim chciałam zapamiętać, nie inaczej. Więc może i lepiej się stało, że zniknęłeś raz na zawsze z mojego życia niż gdybym miała patrzeć jak staczasz się w dół i tracić wiarę. Jesteśmy tylko słowami, ja i Ty, i w naszym ukrytym świecie między wersami tańczymy przy blasku księżyca w rytm bębnów i fletów.To wcale nie jest romantyczne i wcale takim być nie miało.A może zamiast słów są tylko cienie, albo jeszcze lepiej - nigdy nas nie było? Albo, gdybym było choć trochę bardziej nawiedzona niż jestem, mogłabym wierzyć, że jesteśmy myślokształtami, więc dlatego przychodzisz do mnie w snach, z których nie chcę się budzić.
Gdzie Ty teraz jesteś? Na wzgórzu, nad jeziorem, a może spacerujesz nad brzegiem morza tr…

Siostrzeńce ;)

Polecam oryginalne rozmiary zdjęć, te miniaturki nie oddają całego ich uroku.























Ostatni rok życia

Czytając ostatnio wspaniałą książkę "The Pagan Book of Living and Dying" autorstwa Starhawk, M.Macha Nightmare & ReclaimingCollective natrafiłam na pytanie jak spędziłabym ostatni rok mojego życia. Odpowiedź, jak zwykle bywa w takich sytuacjach, była oczywista. Cóż innego mogłabym w końcu robić jak nie spędzić całego roku z dala od miasta, jego szumów, codziennej gonitwy? Podoba mi się ta perspektywa - codzienne spacery do lasu, odzyskanie harmonii z Naturą, jaką cieszyłam się dawniej, spokój, brak zmartwień, szczęście w najczystszej postaci. Czym tu się martwić, czym przejmować? Śmiercią? Nie, czym w końcu jest jeśli nie mgnieniem w wieczności? Nie o tym jednak chciałam, bo nasuwa się inna myśl. Skoro tak urzeka mnie ta wizja, czemu nie dążę do jej realizacji, czemu gonię w tym wyścigu szczurów? Marzenie, jak każde marzenie, wymaga środków do jego realizacji. I ostatni rok mojego życia mogłabym spędzić tak całkiem nieambitnie z dala od świata, ale po tym roku z pewnośc…

...

Stres jest duży. Czas ucieka, jeszcze miesiąc temu pół roku a teraz już kilka miesięcy, czy ze wszystkim zdążymy? Staram się ze wszystkich sił, dzwonię, załatwiam. I nic. Komplikacja za komplikacją, bo tu tego nie można, bo to, bo tamto. Jak w tym wszystkim nie zwariować? Jak zachować spokój? Gdybym miała jakikolwiek wybór to chciałabym mieć już ten ślub za sobą, wszystkie sprawy pozałatwiane i nie martwić się, że coś nie wyjdzie tak jak byśmy chcieli. Jak się nie martwić, kiedy takie wydarzenie z założenia ma miejsce tylko raz w życiu?Zaproszenia w części rozwiezione, zostało już tylko kilka, także te, które wyślemy pocztą, żałuję, że w moim skromnym notatniku brak jednego adresu i na moim wymarzonym elfim ślubie nie pojawi się jedna osoba, tej której nawet nie wiedziałabym gdzie szukać. E.D. jeśli to czytasz, czuj się zaproszony, nawet w tak smutnie prozaiczny sposób.Brakuję mi spokoju, brakuję równowagi, harmonii. Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że brak mi czasu by odwiedzić rod…

Fool (Głupiec)

Czy Wielkie Arkana rzeczywiście obrazują podróż przez życie? Jeśli tak, zaczyna się ona od Karty Głupca.
Dla mnie to postać w zwiewnych ciuszkach nad przepaścią z rozłożonymi jak do lotu rękami. W innych taliach kart ukazywany jest podobnie - jest to młody człowiek z tobołkiem na ramieniu i różą w dłoni, znajduje się nad przepaścią bądź idzie przed siebie, towarzyszy mu piesek bądź (jak na talii Shadowscapes Tarot) lis.
Załóżmy więc, że nasza podróż przez życie zaczyna się z pozycji Głupca - tacy jesteśmy na początku - pozbawieni doświadczenia, które nabywamy w ciągu życia, wiedzy o świecie, ślepo brnący przed siebie, naiwni, pewni siebie, łatwowierni. Nie musi ona ukazywać wcale dzieciństwa, lecz początki tej bardziej świadomej podróży przez życie, czas dojrzewania, budzenie się "ja". Głupiec na wszystko patrzy przez pryzmat czegoś innego, brak mu obiektywizmu, brak wiedzy, która pozwala dokonać analizy i właściwej interpretacji tego, co nas w życiu spotyka. W konsekwencji…

Powązki w słoneczny dzień

Do D.

O godzinie trzeciej nad ranem myśli powinny milknąć w ciszy pokoju, w pozornym uśpieniu miasta. A ja powinnam spać i śnic o kolejnym końcu świata, wojnach, bombach atomowych i spojrzeniem dziękować nad ranem temu, który mnie budził. Mogłabym śnić również o Tobie, ale przychodzisz do mnie rzadko we śnie i wtedy także mówisz o czymś, co jest smutne, co utracone. Wolę rzeczywistość. Ciebie w niej nie ma, ale nigdy nie było.

wiosna w parku

Myśląc o oghamie....

"Karty", które stworzyłam sobie kilka lat temu. Znalazłam je przypadkiem w starym zeszycie, całkiem fajna pamiątka początków na ścieżce.

...alfabet drzew....


Z założenia miały być kolczykami, ale stwierdziłam, że od czasu do czasu wypada zrobić coś innego.