Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2012

Książki 2012

Książki, które przeczytałam w roku 2012


1. Historia Irlandii
Pozycja dość niezwykła. Na tych niemal 500 stronach opisane zostały zawiłe dzieje Zielonej Wyspy od czasów najdawniejszych po XX wiek. Z całą pewnością nie jest to książka wyczerpująca temat. Niektóre sprawy potraktowane zostały dość ogólnikowo, ale pozwoliło mi to ukierunkować dalsze poszukiwania, bo z pewnością książka ta skłoniła mnie do zgłębienia fascynującej historii Irlandii. Mimo tego skrótowego potraktowania pewnych wydarzeń z książki wyłania się spójny obraz dziejów Irlandii, więc warto po nią sięgnąć, by spojrzeć na historię tej wyspy jako całość i zrozumieć jakie czynniki, wydarzenia sprawiły, że Irlandia dzisiaj jest jaka jest. Czytając tą książkę po raz pierwszy zwróciłam uwagę na język, jakim opisywana jest historia - w tej książce jest to język niezwykle obrazowy, na wskroś irlandzki. Polecam.

2. Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu Dość ciekawa książka, w której autorka ukazuje ciekawostki naukowe na temat…

Haruni

Haruni powstała w ciągu ostatniego tygodnia z włóczki Drops Lace w pięknym lawendowo-wrzosowym kolorze w prezencie urodzinowym dla mojej teściowej.

Korzystałam z tłumaczenia Maknety, które znaleźć możnatutaj. Na początku trochę mnie przerażał sam opis, początek 'provisional cast on', ale szybko się okazało, że nie jest taka straszna. Oprócz wspomnianych problemów przy rzędzie 21. pojawiły się pewne niejasności przy bordiurze. Musiałam się posiłkować oryginalnym wzorem, ale jak widać udało się. I to chyba nie najgorzej. W planach mam zaś wydzierganie kolejnej chusty Haruni z tej samej włóczki, Drops Lace, ale w innym kolorze.










Przy okazji - odkryłam, że dzierganie tą włóczką jest o wiele łatwiejsze na drutach drewnianych. Włóczka się tak nie ślizga, więc można dziergać szybciej bez obawy, że chwila nieuwagi a robótka spadnie z drutów.  Nie mierzyłam wymiarów gotowej chusty, ale jest dość spora. Z pewnością da się nią zamotać.   Jestem z siebie nieukrywanie dumna. Jeszcze pół ro…

Pixie Dress vol.2

Pamiętacie jeszcze sukienkę? Już wtedy pisałam, że mam zamiar przerobić ją na spódnicę. Okazało się jednak, że nie będę musiała tego robić sama, z pomocą bowiem nadeszła mama. Trochę czasu minęło, ale oto i jest w wersji odmienionej:

 Oprócz wszycia gumki  mama dorzuciła kilka płatków w kolorze butelkowej zieleni, dzięki czemu jest nieco gęściejsza i mniej przezroczysta. Zdjęcie nie oddaje efektu, widać go nieco na zdjęciu jeszcze w wersji sukienkowej - czyli przód jest krótszy od tyłu spódniczki. Jest zwiewna, frywolna w sam raz na majowy Beltaine.
 Ma w sobie coś, co w rzeczach spod znaku "pixie" lubię najbardziej - pewne mrugnięcie okiem w stronę panującej mody. To trochę tak jakby noszenie jest było swoistą manifestacją - jestem dzieckiem kwiatem i nie wiem, co to powaga. Wiem za to, co to wiatr we włosach i taniec do utraty tchu.

Przy okazji chwalę się, bo moja teściowa w tym roku trafiła w 10. z prezentem gwiazdkowym i dostałam: kamizelkę! Dokładnie taką jaką szukałam…
I dream about home. Place for you and me, and our lovely cat, Szyszka. Far away from city, busy people and running time.




Gail No.3 + rudości

Gail dziergała się z włóczki Drops Lace w kolorze fioletowym (4400) na drutach 2,5 mm w prezencie dla Kasi.



Rudości to Magic Fine (YarnArt) w kolorze 552. Z założenia miała być prosta i taka też jest. Prezent dla babci Patryka. Zużyłam cały motek, więc chustą da się omotać cały raz.

A teraz, korzystając z pierwszego w swoim krótkim życiu L4 (grypa) siedzę i dziergam Haruni  i idzie mi dość dobrze, lepiej niż przewidywałam. Wzór dzięki tłumaczeniu Maknety okazał się niemal banalnie prosty (w okolicach 21. rzędu pojawił się problem dodatkowych oczek, ale dzielnie przebrnęłam dalej). Dzisiaj powinnam zabrać się za bordiurę. A jak tylko skończę czeka mnie kolejna Pixie Hat i rękawiczki. I pod koniec roku wielki powrót do swetra Patryka.

W tym tygodniu pewnie jeszcze poprawie to i owo w poście dotyczącym  książek, które przeczytałam w tym roku, więc oczekujcie go w okolicach piątku.

Przedświątecznie

Po raz pierwszy postanowiłam kilka prezentów wydziergać osobiście, więc ostatnim czasy mój dzienny harmonogram jest napięty i wszystko dzieje się na szybko. Wczoraj Patryk przywiózł naszą pierwszą wspólną choinkę. Od razu ją ubraliśmy, jak się okazało, ku uciesze Szyszki, która nawet w tej chwili pod nią śpi ;) Jak widać na załączonym obrazku nie obyło się bez bałaganu, trzeba będzie zrobić jakieś zabezpieczenie by nie właziła do doniczki i nie rozrzucała piasku po pokoju.

By jednak nie było, że wszystkie wydziergane rzeczy będę pokazywała po świętach muszę się przyznać do czegoś. Gdy w wydzierganej przez siebie pixie hat poszłam do pracy koledze spodobała się tak bardzo, że poprosił o wydzierganie mu takiej.  Spodobała mu się także włóczka, więc sam wybrał tą samą Malabrigo Worsted, w kolorze Vaa. Nie mam zdjęć czapki na właścicielu, ale jakieś zdjęcia tam mam i pokazuję: