Przejdź do głównej zawartości

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się skończył więc wykorzystałam trochę zaległego urlopu wypoczynkowego, ale nie ma się co oszukiwać - czas wracać do pracy! Z jednej strony cieszę się, że w końcu trochę wyrwę się z domu, z drugiej jestem przerażona, bo przez ostatnie 14 miesięcy to głównie ja zajmowałam się Olą i nie wiem jak obie poradzimy sobie z taką "rozłąką".

Dzisiaj jednak nadrobię trochę tych zaległości i zaprezentuję czapkę, którą wydziergałam sobie jeszcze we wrześniu. Mam słabość do liściastych, inspirowanych naturą rzeczy a w szczególności tych autorstwa Alany Dakos. Nie wiem czy to drzemię we mnie ukryty hipis, czy tak przejawia się moje uwielbienie do Natury, ale jak widzę liściasty szal, czapkę czy rękawiczki, albo sweter to serce bije mi mocniej.


Sprig Cloche to czapka inspirowana motywem liściastej gałązki ze swetra Sprig z książki Botanical Knits 2 - szczerze żałuję, że wzór na tę czapkę nie znalazł się w tej książce, bo mogłaby być jeszcze lepsza. Choć i bez tego mogę ją przeglądać dla samej przyjemności oglądania pięknych fotografii.  Sam sweter Sprig wydziergałam już jakiś czas temu i nadal stanowi jeden z moich ulubionych i często noszonych, szczególnie jesienią.

 Czapkę dziergało się ekspresowo i bezproblemowo. Wzór jest dobrze rozpisany i jedyne, co zmieniłam to sposób przerabiania oczek samej gałązki, zamiast je przekręcać, na jednej stronie w ogóle ich nie przerabiałam - nie wiem czy tak to się nazywa w polskiej terminologi, ale dla mnie to takie oczko przeciągnięte. Podwójna nitka włóczki Holst Coast - mieszanki wełny z bawełną, bo czapka to przejściówka na jesień. Włóczka jest trochę sznurkowata, ale po praniu nabrała miękkości i co raz częściej przekonuje się do mieszanek wełny z bawełną, tym bardziej gdy chciałoby się cieszyć oko dzianinami cały rok ale czasem jest zwyczajnie za ciepło na wełnę.

  Podsumowując: 
  • wzór: Sprig Cloche by Alana Dakos - płatny na ravelry
  • włóczka: Holst Coast - kolor sea green podwójna nitka, zużycie ok 36 gram
  • druty: 3,75 mm i 4,00 mm
  • dziergane: 21-22 września

Komentarze

  1. Piekna czapa, a maleńka wygląda zjawiskowo. Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Cię w każdym punkcie :D i jeśli chodzi o potrzebę robienia czegoś jak i sympatię do sztuki celtyckiej oraz niezrozumiałej miłości do liści, drzew i natury. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo!!! Wpadłam na Ciebie przypadkowo na fejsie. Jakbym siebie widziała i doskonale rozumię . Sama mam 3 dzieciakow (13, 2, 1 lat) i im wiecej obowiązków macierzyński, tym więcej mi się chce wyżyć moja kreatywność, która to odkąd pamiętam stanowi nieodłączną część mojego życia. Cierpię na zespół niespokojnych rąk i ciągle coś muszę robić.! Chętnie "poczytam Cię "więcej: -) Pozdrawiam ciepło z upalnej Hiszpanii

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Kolejny rok

I minął kolejny rok.

Miałam pisać, chciałam inspirować, zmusić Was może czasami do zastanowienia, refleksji, wciągnąć w dyskusję i zmienić. Ale chyba nie jestem typem influencera. Mam zbyt wiele wątpliwości odnośnie mojego własnego wpływu na siebie bym miała wpływać na innych. Nawet nie wiem skąd takie ambicje.

Nie mniej jednak, skoro mam mniej przejmować się tym w jaki sposób zostanie to odebrane przez innych - chcę wrócić do pisania tego bloga. Przynajmniej jako taką moją formę wyjścia do świata zewnętrznego. Zaznaczenia, że hej! ja tu jestem, tworzę sobie ciągle różne fajne rzeczy, może kogoś to interesuje? Może ktoś znajdzie chwilę w codziennej bieganinie by przystanąć i przeczytać, a jeśli znajdzie coś wartościowego dla siebie - tym fajniej.


I dzisiaj słowem wstępu opowiem troszkę, co działo się ze mną, gdy mnie tu nie było.

Dziergałam -  a jakże. To niemal stały element mojej codzienności. Czasami muszę sobie przypominać, że jest to moje HOBBY, a nie praca na etacie i nie powinn…

Chmurkowy

Wymyśliłam* sobie sweter.
Miał być:
lekki i puszystyotwarty (open fronts) czyli bez żadnych zapięć/guzików itp.pasujący zarówno do jeansów jak i do sukienek/spódnicczarny (czyli też pasujący do wszystkiego)

Do tego projektu wykorzystałam połączenie Drops Kid Silk (mieszanki moheru i jedwabiu) z Drops Lace (czyli alpaka z jedwabiem) - uzyskując na drutach 4,00 mm dzianinę lekką, ale ciepłą. Dodatek jedwabiu nadaje zaś całości elegancji.
Nie jestem także pewna, czy byłabym w stanie nosić sweter z samego moheru (i ewentualnej alpaki) ze względu na podgryzanie.



Cała matematyka stojąca za tym swetrem opiera się oczywiście na grzecznie wydzierganej, wymoczonej i zblokowanej próbce obliczeniowej. Jakby wziąć pod uwagę czas potrzebny na wydzierganie każdego swetra to jednak zrobienie takiej próbki stanowi tylko ułamek tego czasu, a pozwala nam zaoszczędzić frustracji i prucia. Take time to save time.. Prucie w ogóle nie stanowi miłego doświadczenia, a prucie moheru już w szczególności.


Żeby n…

Bullet journal - trzy lata planowania

Działanie w wersji analogowej mam we krwi. Odkąd pamiętam otaczałam się mnóstwem notatników, dzienników, kalendarzy i szkicowników. Pisałam, rysowałam, malowałam, bazgrałam. Pomagało mi to usystematyzować pewne myśli, radzić sobie z ich natłokiem, wyrzucałam trudne uczucia na papier, ale także uczyłam się nowych rzeczy i śledziłam postępy.

Nie były to jednak nigdy listy zadań. Za planowanie wzięłam się dopiero na etapie ciąży. Pojawienie się dziecka i macierzyństwo stanowiło tak totalny zwrot w dotychczasowym życiu i było na tyle ważne, że nie chciałam pozwolić sobie na improwizowanie. Na tym etapie tworzyłam listy tematyczne, jak  choćby listę rzeczy do spakowania do szpitala na poród, albo listę rzeczy, które należy kupić zanim dziecko pojawi się na świecie, itd.
Gdy Ola pojawiła się na świecie trochę odpuściłam z planowaniem, życie na urlopie macierzyńskim w pierwszych miesiącach było spokojne i przewidywalne. Dalej notowałam sobie różne rzeczy, starałam się śledzić postępy w robie…