Przejdź do głównej zawartości

Gail no.2

 Czas niesie zadziwiające zmiany. Nie lubiłam nigdy czerwieni, no chyba, że na ustach, ale nigdy wśród ubrań.   Polubiłam się z czerwienią tego lata, a owocem tej sympatii jest, tym razem już poprawnie wydziergana chusta Gail. Narzuty, tam gdzie powinny być, tam są. Środek chusty wygląda już normalnie i jestem w niej zakochana.  Moja Ci ona. 


Włóczka Drops Lace przyjemna, delikatna, mięciutka. Jak na lace przystało lejąca się, ale w robótce okropna. Cały czas musiałam uważać, by nie spadła mi z drutów, przez co znacznie wydłużył się czas powstawania chusty. Jej wymiary to około 170 cm szerokości i 70 cm długości. 


Po początkowym nabraniu oczek na druty KP 3,5 i przerobieniu kilku rzędów stwierdziłam, że są za duże, że motyw zanika, wśród zbyt dużych oczek, więc wymieniłam je na mniejsze Additki 2,5. Aby zakończenie nie było za ścisłe zakończyłam na 4,5.
Sesji na człowieku, znaczy na mnie, nie będzie, bo statyw został na wsi po ostatniej wizycie. Ale, że kolejna wyprawa się szykuje to i pewnie jakieś zdjęcia z niej przywiozę. Bo chusta, rzecz jasna, jedzie ze mną.

Komentarze

  1. Cudna :-)
    Piękna... Cieszę się, że zaczął Ci się podobać ten kolor :-) Na pewno będzie Ci w nim ładnie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, ja kolory wszystkie uwielbiam, aczkolwiek kiedyś chodziłam caaała na błękit, a dzisiaj nic takiego nie założę XD

    Także zmienia się ciągle i ciągle.

    A gail piękna- ja nie mam cierpliwości do takich cieniuchnych drutów.

    OdpowiedzUsuń
  3. PIĘKNA :)
    To jest rzeczywiście niesamowite, jak kolorystyczne upodobania zmieniają się z czasem. Ja kiedyś np. nie lubiłam pomarańczu, w ogóle nie rozumiałam jak można w nim chodzić, a teraz mam coraz więcej ubranek w tym kolorze ;)

    Czekam na sesję z Twoją piękną chustą i niezmiennie -zazdroszczę talentu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem Twoje czerwone obawy ;) Też się z czerwonym dopiero w tym roku przeprosiłam i wpadłam na całego :P
    Chusta wygląda pięknie. Przeszkol kogoś w robieniu zdjęć. Jak męża obsztorcowałam, że się nie przykłada do roli fotografa, to od razu się naprawił.

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak, jest piękna.
    Czerwienie uwielbiam całe życie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…