Przejdź do głównej zawartości

Neverending story

Kawałek po kawałku łamie się we mnie harmonia. Krew, ból, blizny na moim ciele – moja podświadomość świadomie mnie rani. Nie wiem, w jakim celu. Nie wiem, co mam z tym zrobić. Zrozumienie swojego fizycznego ja, współdziałanie z rytmami swojego fizycznego ciała mają być kluczem do zrozumienia siebie. Im więcej takich snów tym więcej we mnie niezrozumienia siebie. One mi nie pomagają. Wręcz przeciwnie wprowadzają chaos do mojego niemal idealnie poukładanego świata. Jestem w stanie uwierzyć, że ten porządek we mnie jest jedynie iluzją i te sny naprawdę stanowią dla mnie pomoc. Ale ja nie widzę wyjścia z tej sytuacji.
Mam poddać się kolejnej operacji z nadzieją, że będzie tą, która wreszcie pomoże? Mam podpisać zgodę na kolejny horror przeżywany na stole operacyjnym i potem leżąc w szpitalu? Może wyjdzie, może nie wyjdzie. A może popełniam największy błąd w moim życiu nie wierząc, że jakakolwiek operacja jest w stanie mi naprawdę pomóc? Już nigdy nie będzie tak jak gdybym nigdy się nie poparzyła. Chciałabym z tym żyć. Jest mi łatwiej zaakceptować fakt mojej blizny niźli położyć się na stole operacyjnym. Jakie jednak ma znaczenie to, że ja siebie akceptuję kiedy w snach ciągle pojawia się ten sam motyw? Zaczynam otwarcie nienawidzić mojej podświadomości.

Komentarze

  1. Chciałabym ci napisać coś dobrego, ale nie umiem... Przyjmij więc, że leciutko ściskam cię za ramię... I nie przyjmij tego za poufałość, ale chęć dodania otuchy... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Operacje to ingerencja w coś niesamowicie osobistego i intymnego, a jednak jeśli po niej będzie się żyło łatwiej czasem warto...

    Mam parę blizn.
    Na szczęście nie przeszkadzają bardzo. Przeszkadza czasem ukryta głęboko pamięć o urazach, które towarzyszyły ich powstaniu.
    Pojawia się migawkowo, ogranicza zdolność do podejmowania ryzyka ...brr

    Cokolwiek postanowisz będzie właściwe.
    ...Bo Twoje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło dobrze. Z operacją, czy bez. Jesteś silną kobietą i jestem przekonana, że poradzisz sobie w kazdej sytuacji. PBS

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedys mocno sie oparzylam - rozlegla historia na lewym udie u gory. bylo strasznie. lekarze stawiali prognozy na przeszczepy itd. moja skora jednak cakowicie sie zregenerowala co okreslono jako cud - bo bylo to oparzenie tego i tego stopnia. tak bylo u mnie.

    pozdrawiam!
    ps. reagujesz czasem na te komentarze:)))odemnie tez puk!puk!

    OdpowiedzUsuń
  5. Stuk, puk. Przyszłam i wedle żądania reaguję na komentarze, a przynajmniej taki mój zamiar. Więc, po pierwsze dziękuję. Po drugie: planów operacyjnych nie posiadam i posiadać nie zamierzam co najmniej przez najbliższe pół roku. Co będzie później, jest przyszłością, a tak jak wiadomo jest jedną wielką niewiadomą, więc po cóż planować. Natenczas - jak wynika z notki późniejszej - wszystko sobie znowu poukładałam i rzeczywiście jestem silną kobietą (tak nieskromnie zabrzmi, ale...cała ja), więc jakoś nie mam zamiaru zbytnio przez bliznę cierpieć.
    Pozdrawiam Was ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na blogu. Dzięki nim wciąż mam energię by kontynuować pisanie bloga.

Popularne posty z tego bloga

Liadan come home (again)

Chciałabym wrócić do blogowania, ale nie jest to wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Samo znalezienie czasu pomiędzy pracą na etacie, zajmowaniem się dzieckiem i domem, dzierganiem, czytaniem i innymi rzeczami, którymi się zajmuję - to już samo w sobie nie jest proste. Ale nie to mnie powstrzymuje.  Świadomość kreowania swojego wizerunku w social mediach jak jakiegoś sztucznego tworu - już tak. W tym miejscu chyba wypadałoby podziękować losowi, że mogłam spotkać na swojej drodze ludzi, którzy zadziwili mnie swoją otwartością i szczerością. Dzisiaj ja chcę zdjąć maskę hipokryzji i zacząć przygodę z blogiem ponownie, z otwartym umysłem i świadomością, że w tym miejscu mam prawo być sobą, a jeśli komuś to nie odpowiada - to już nie mój problem.  Z drugiej strony nie jestem w stanie wyłączyć swojej własnej autocenzury i głos w mojej głowie nadal będzie mi upierdliwie powtarzał, jak bardzo moje zdanie, opinie, słowa są pozbawione głębszego znaczenia, więc dzielenie się nimi na blogu n…

Włóczka ręcznie farbowana

Z radością obserwuję jak w Polsce powoli pojawiają się osoby zajmujące się farbowaniem wełny. Dotąd można było powzdychać do kolorowych moteczków farbowanych za oceanem, a teraz mamy tu w Polsce swoich własnych utalentowanych farbiarzy i farbiarki. Sama stawiam swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jedno mogę powiedzieć na pewno - bardzo mi się to podoba.


Pamiętacie jeszcze moją chustę Brokilon? Włóczkę na nią także własnoręcznie farbowałam używając barwnika do tkanin z motylkiem i aby uzyskać średnio intensywny kolor na dwa motki musiałam użyć dwie torebki barwnika, a kolor i tak nie był tak intensywny jak tego chciałam. Nie było wyjścia, musiałam zamówić lepsze barwniki. Padło na Jacquarda.


Ufarbowałam to co miałam w domu do farbowania - czyli dwa motki włóczki skarpetkowej (75/25) z zamiarem przeznaczenia ich właśnie na skarpety (bo to że włóczka skarpetkowa wcale nie znaczy że muszą być skarpety żeby było jasne!)


Oraz cztery motki włóczki drops baby merino (jasny beż) którą …

Sprig Cloche

Mam straszne zaległości jeśli chodzi o prowadzenie bloga, ale tak to jest gdy chciałoby się milion rzeczy na raz i nie wiadomo w co ręce włożyć, tym bardziej że przy małym dziecku raczej na nadmiar czasu nie cierpię. W ogóle zastanawia mnie czasem żywot ludzi, których nie ciągnie do "robienia rzeczy", do tworzenia, działania. Wiecie, takie osoby które wstają rano zasiadają przez telewizorem i jeśli się podnoszą z kanapy to tylko by coś zjeść/napić się na przykład. To totalnie nie moja bajka. Ja ostatnio wyciągnęłam ołówki i pisaki, nabyłam nowy szkicownik i wróciłam do bazgrania, sztuka celtycka stanowi moją pasję już od 10 lat! A chciałabym zrobić w końcu jakieś postępy z irlandzkim. Poczytać książkę. W ciągu ostatniego miesiąca udało mi się też coś uszyć! A marzy mi się szycie odzieży i od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kursem szycia! Nie mówiąc już przecież o tym, że non stop coś tam dziergam

Tymczasem już prawie listopad. Mój urlop macierzyński jakiś czas temu się sk…